Nacomi - Wygładzający peeling do twarzy z korundem, olejem z dzikiej róży i borówką

Nacomi - Wygładzający peeling do twarzy z korundem, olejem z dzikiej róży i borówką


Peelingi, to te kosmetyki, które uwielbiam używać. Nie tylko dla efektów jakie dają na mojej cerze, ale też dla samego rytuału. Pobudzający masaż, sprawia, że skóra ma lepsze ukrwienie, lepiej przyjmuje dalsze kroki pielęgnacji, a i nasz makijaż prezentuje się znacznie lepiej na tak przygotowanej skórze. Ostatnio skończyły mi się wszystkie peelingi jednoczenie (tak ja z tych co otwierają wszystko jednocześnie i używają na zmianę :) Zatem postanowiłam poszukać nowego pielęgnacyjnego kolegi. Peeling ten, znalazłam na stronie Kopalnie Zdrowia, swoją drogą bardzo przyjemny i dobrze wyposażony sklep. Miałam mały dylemat, ponieważ marka ma aż cztery peelingi i nie mogłam się zdecydować. Przyznaję, że do ostatecznego wyboru, przekonał mnie zapach... borówkowy... Moje ulubione owoce, których teraz tak mało, postawiłam zatem rozpieścić się podczas zabiegów pielęgnacyjnych :) 












Zacznę od opakowanie, które stanowi, mała, lekka i dość miękka tubka. Nie mam żadnego problemu z wydobyciem optymalnej ilości produktu. Podoba mi się również to, że tubka jest przezroczysta i mogę kontrolować zużycie produktu. Pojemność peelingu to 85 ml, a koszt to 24 zł 



Zapach, oj tak jagodowy, borówkowy, troszkę jak lody, albo jak budyń. Bardzo słodki i przyjemny. Fakt, odrobinę chemiczny, ale dla kogoś, kto kocha takie nuty odpowiedni :) 










Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil (Olej ze słodkich migdałów), Alumina ( Korund), Persea Gratissima Oil, Glycerine (Olej avocado), Helianthus Annuus Seed Oil (Olej słonecznikowy), Tocopheryl Acetate (Wit.E), Aqua, Sucrose Laurate, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract (Borówka), Rosa Moschata Seed Oil (Olej z dzikiej róży), Parfum, CI 4205












Konsystencja, to coś wyjątkowo w przypadku tego produktu! Peeling ma formę lekkiego żelu/pianki, który został stworzony z połączenia kilku olejków. Podczas masowania, na powierzchni skóry tworzy się białą emulsja, która fantastycznie nawilża i odżywia  naszą skórę. Konsystencja jest bogata i otulająca, a sam masaż niezwykle przyjemny. Fakt! korund, to naprawdę mocny zdzierak, ale w połączeniu z olejami, nie jest to tak mocne i podrażniające. Poza tym, warto pamiętać o nacisku i czasie trwania takiego masażu! Jestem ogromną fanką olejków w pielęgnacji mojej cery, dlatego cieszę się, że znalazłam peeling, który nie tylko złuszcza, ale pielęgnuję :)










Moim okiem. Peelingi to kosmetyki, które powinnyśmy stosować regularnie. Dzięki temu złuszczamy martwy naskórek, pozbywamy się suchych skórek, czy zaskórników, Czyli same plusy. Peeling Nacomi, bardzo mnie zaskoczyły, po użyciu tego peelingu moja cera jest spektakularni wygładzona, bardzo dogłębnie oczyszczona i promienna. Peeling niweluje wszystkie suche skórki i martwy naskórek, przywracają życie naszej skórze. Przy regularnym stosowaniu, zauważyłam, że cera lekko się rozjaśniła, szary koloryt zniknął, Dzięki olejowej bazie, skóra jest pielęgnowana przez cały czas trwania masażu,. Zazwyczaj robię go od 5-10 min i w tym czasie cały olejek wchłania się w moją skórę. Po zmyciu i osuszeniu twarzy, nie mam potrzeby sięgania po inny preparat pielęgnacyjny. Skóra sama w sobie jest rewelacyjnie nawilżona. Uwielbiam to uczucie po, kiedy skóra jest oczyszczona, gładka i rozpromieniona. Efekt utrzymuje się przez kilka dni, a makijaż prezentuje się perfekcyjnie. 












Serdecznie polecam Wam przetestowanie tego peelingu, jeżeli lubicie rytuały upiększające, dobre składy i super efekty, będziecie zachwycone. Ja mam ochotę na kolejne warianty,a tych o ofercie sklepu nie brakuje. Buziaki :)











Moja wiosenna lista zakupowa

Moja wiosenna lista zakupowa


Przychodzi w życiu każdej kobiety, taki dzień, kiedy zasiada swobodnie w fotelu, wyjmuje kalendarz, otwiera kartkę notatki i zaczyna pisać. Nie inaczej było ze mną, od dawna mam w głowie listę zakupową na wiosnę i dzisiaj przyszedł ten moment, aby się nią z Wami podzielić. Sama lubię przeglądać Wasze listy-zachciewajki. A zatem i u mnie dzisiaj totalnie na luzaka przegląd mojej zakupowej listy :)











Zacznę od kosmetyków, bo one tutaj grają główną rolę. Kiedyś moje listy zakupowe były długie i połowa produktów, po prostu była zbędna. Teraz wolę inwestować w produkty, w efekcie mam ich mniej, ale wiem, że posłużą mi na dłużej i że nie będę rozczarowana :) Przynajmniej tak jest w przypadku marki Guerlain :) 






Guerlain Tenue De Perfection- to podkład, który jest na mojej liście zakupowej jakiś czas, w zasadzie od momentu, kiedy miałam jego próbkę. Efekt jaki pozostawia na twarzy to istna magia. Wygładza, rozświetla, świetnie się utrzymuje,a twarz wygląda nieskazitelnie. No i ten zapach :) 

Givenchy Ange Ou Demon Le Secret- to zapach, który jest słodki, kobiecy i uskrzydlający. Pomimo słodyczy, nie jest duszący, a wręcz odświeżający. Niebanalny, pięknie się rozwija na mojej skórze i utrzymuje cały dzień. To mój niezbędnik na sezon wiosna- lato :) 




Dwie pozycje w pielęgnacji i obie to maseczki, kto mnie zna, ten wie, że jestem maseczkowym potworem. Używam często i chętnie, a jeszcze chętniej poznaję nowości :) Nie inaczej jest w przypadku tych pokazanych tu produktów,




L'oreal- maseczka oczyszczająco-rozświetlająca. To połączenie słów ( oby też działania) wywołuje u mnie dreszczyk podekscytowania. Uwielbiam produkty, które rozświetlają i dodają życia zmęczonej, poszarzałej cerze. Mam nadzieję, że maseczka sprawdzi się u mnie tak dobrze jak na to liczę :) 




Milky Piggy Carbonated Bubble Clay Mask- to azjatyckie cudeńko kusi mnie ogromnie. W zasadzie najbardziej ciekawi mnie efekt bąbelkowania na cerze. Liczę na dobrą zabawę i dobre oczyszczenie, bo w takim celu została stworzona. Uwielbiam azjatyckie maski i mam nadzieję, że i tym razem się nie rozczaruję.






A teraz garść odzieży i dodatków... daję słowo to tylko malutka cześć. No, ale tak to już ze mną jest. Jestem uzależniona od kupowania ubrań, szczególnie sukienek, choć tych dzisiaj zabrakło 











Po pierwsze kupię wszystkie koszule, bluzki i sukienki typu hiszpanka, znakomicie czuję się w tym fasonie :) W bardzo kobiecy i subtelny sposób, podkreślają naszą urodę i ramiona, które są niezwykle seksowne. Poza tym na upały to świetna opcja :) 



Koszula z jeansu, ale koniecznie w granatowym kolorze, nie wiem dlaczego tak, może dlatego, że jasną już mam... Ale ja w takich ocenach rzadko bywam racjonalna. Widzę taką koszulę, połączoną z przedartymi jeansami i ukochanymi Conversami. Na wycieczki weekendowe jestem gotowa ;) 



Kolejno, ciemne, granatowe jeansy, miło jeżeli będą miały wysoki stan. W takim kroju, czuję się zdecydowanie najlepiej i najwygodniej. Chciałabym, aby było lekko przedarte, ale żeby nie wyglądały, jakby pogryzł mnie pies sąsiadów. Lubię klasykę, więc jedna dziura, labo dwa przetarcia w zupełności mi wystarczą, Jeżeli gdzieś spotkacie takie spodnie, dajcie mi znak :) 


Na sam koniec mokasyny, hit nadchodzącego sezonu, koniecznie w szarym kolorze. Uwielbiam ten kolor i chcę aby buty pasowały mi do wieku stylizacji,. Wyglądają nie tylko ładnie, ale sprawiają wrażenie wygodnych. Przy moich haluksach to priorytet. Zatem mokasyny raz, poproszę :) 



To już wszystko, nie jest tego bardzo dużo, ale raczej są to konkretne produkty. Nie są mi niezbędne, ale nie o to chodzi w tworzeniu list zakupowych. Przecież zakupy, wcale nie muszą być racjonalne, one mają nas uszczęśliwiać, prawda? A co Wy planujecie kupić, pochwalcie się się komentarzach :) Buziaki 



Rewolucja w pielęgnacji? Mezoroller + serum Dermo Future

Rewolucja w pielęgnacji? Mezoroller + serum Dermo Future


Dzisiaj opowiem Wam o produkcie, który zrewolucjonizował ostatnio moją domową pielęgnację. Teraz to już nie tylko kremy, toniki i maseczki, ale także serum połączone z mezorollerem. Wszystko to za sprawą zestawu marki Dermo Future. Nie pozostaje mi nic więcej, jak zapoznać Was z tym małym narzędziem tortur :) 










W skład zestawu, wchodzą cztery produkty płyn micelarny, serum z nanopeptydami i komórkami macierzystymi, mezoroller, oraz żel łagodzący podrażnienia.











Płyn micelarny, działa w przedziale jest ok, są dni, że oczy mnie po nim szczypią, do przemywania twarzy sprawdza się znakomicie i przy tej opcji pozostałam. 













Serum, to moja ulubiona forma kosmetyków, wierzę w ich skoncentrowaną siłę działania. Opakowanie buteleczka, wykonana z ciemnego szkła z pipetką, Jak dla mnie na plus. Nie mam problemu z wydobyciem czy rozprowadzeniem produktu. Serum ma lekką konsystencję, lekko żelową. Na twarzy w pierwszych momentach się lekko lepi, ale po chwili to uczucie znika. Serum za zadanie ma, głęboko nawilżyć, poprawić gęstość i jędrność naszej skóry. Seria ta przeznaczona jest dla skóry suchej i zmęczonej/ poszarzałej. Generalnie mam cerę mieszaną, ale w tym okresie lekko przesuszoną, odwodnioną i oczywiście dość mocno poszarzałą i zmęczoną,,, Serum nie uczula, nie zapycha i nie podrażnia, Może być stosowane solo, lub z rollerem :) 










Żel łagodzący to prawdziwy hit, bardzo przyjemny skład i wspaniałe działanie. Po zastosowaniu mezorollera, sprawdza się wspaniale od razu koi i uspokaja, lekko zaczerwienioną i podrażnioną skórę.










A na samym końcu, przedstawiam Wam, narzędzie tortur! Mezoroller, przyrząd do domowego zabiegu mezoterapii. Ta mała rolka, pozwoli Wam osiągnąć młodszy wygląd, odżywić i uelastycznić Waszą buźkę w zaciszu własnego domu. Oszczędzamy tym samym czas i pieniądze, zyskując tylko coraz młodsze oblicze :) 










Rolka, w całości pokryta jest mikroigiełkami, które mają długość 0,2 mm. Czy to dużo i czy to boli? Zapewne takie pytanie Wam się teraz nasuwa... Otóż, muszę Wam powiedzieć, że czuć lekki dyskomfort i nawet lekki ból przy pierwszym kontakcie ze skórą, oraz w bardziej delikatnych miejscach. Nie ma to jednak nic wspólnego z dużym bólem, przy którym z oczu lecą nam grochy... Jest to lekki szczypanie, drapanie, ale nic ponadto. Igiełki są bardzo cienkie i krótkie, zatem nie wyrządzimy sobie tym masażem żadnej krzywdy. Pamiętajmy jednak, aby dostosować nacisk i nie przeciągnąć rolką kilkukrotnie w tym samym miejscu. Ja powtarzam całą twarz dwa razy. Roller, ma swoje osobne plastikowe opakowanie, dzięki czemu mamy pewność, że jest dobrze chronione przez bakteriami. Po każdym użyciu, należy zdezynfekować urządzenie, ale to chyba oczywiste :) Roller, możecie kupić osobno, lub w zestawie. Cena zestawu to 149 zł możecie go kupić np: TUTAJ











Roller, ma zadanie spotęgować działanie serum, poprzez mikrouszkodzenia, produkt ma szansę wniknąć głębiej w naszą skórę i tym samym lepiej działać. Jakie są moja wrażenie? Po pierwszym użyciu czuć, że skórą jest pobudzona, lepiej ukrwiona, bardziej napięta i niesamowicie miękka. Oczywiście także lekko zaczerwieniona i podrażniona, ale po zastosowaniu żelu łagodzącego po ok 30 min nie ma śladów. Urządzenie, nie zrobi Wam większej krzywdy i nie wyklucza nas z życia codziennego. Niemniej, najlepiej taki zabieg, wykonywać wieczorem. Po regularnym stosowaniu ok 3 razy w tygodniu. Zauważyłam spore zmiany, przede wszystkim rysy są bardziej wyostrzone, skóra jest bardziej jędrna i sprężysta, czuć, że jest bardzo dobrze nawilżona i odżywiona. mam wrażenie, że jest zrolowana ku górze, czyli młodnieję :)  Fakt, że miesiąc to jeszcze zbyt krótki czas na redukcję zmarszczek, ale już widzę progres i sądzę, że z czasem efekty będą jeszcze lepsze. Szczególnie chciałabym ,pozbyć się zmarszczki na czole (dzięki tato ;) Osobiście bardzo podoba mi się cała ta zabawa w odmładzanie. Wiem, ze robię dla swojej skóry coś więcej, pozornie ją uszkadzam, aby ta mogła stać się młodsza i piękniejsza. Warto mieć taki zestaw i w każdej chwili po niego sięgnąć, w czasach,kiedy czasu jest coraz mniej, to wygodna i ekonomiczna opcja. Jestem zadowolona z dotychczasowych efektów i czekam na więcej :) A jak jest u Was, sięgacie po tego typu urządzenia? Buziaki 







INSPIRED BY ZESTAW U.R.O.K - EDYCJA IX

INSPIRED BY ZESTAW U.R.O.K - EDYCJA IX


Dzisiaj, otwieramy wspólnie kolejne pudełko od ShinyBox. To już IX edycja InspiredBy i przyznam już na wstępie, że to pudełko jest na bogato. Bardzo ucieszyłam się z dwóch produktów, które oczywiście zaraz Wam zaprezentuję :) Box, jak zawsze, możecie zamówić na stronie --> InspiredBy









Uwielbiam te pudełka, spor z nich posłużyło mi jako schowek na próbki, albo zapasowe maskary :)










Zaczniemy na bogato, czyli od produktu, który ogromnie mnie zaskoczył i zachwycił. Mowa tutaj o serum do biustu, marki FRASHE. Tutaj, mamy pełnowymiarowe opakowanie, cena tego produktu to 169 zł. Kosmetyk był wybierany losowo, mamy cztery produkty do wyboru. 










Kolejny produkt, bardzo dobrej marki DOTTORE, to płyn micelarny. U mnie te produkty idą jak woda, ale też jestem bardzo wybredna w ich doborze. Mam nadzieje, że naturalne składniki tego produktu, sprawdzą się dobrze na mojej skórze. Nie mogę się już doczekać. Produkt pełnowymiarowy, cena 59 zł 








Kolejno, dwa chokery, czyli coś co jest obecnie bardzo na topie, myślę, że z pewnością przydadzą się do jakiejś wiosennej stylizacji. Cena to 15 zł za sztukę, marka Skydance











Dwie herbatki, marki Qbox, uwielbiam ich nazwy, brawa dla tego, kto je wymyśla. Miałam już przyjemność pić te herbaty i przyznaję, że są przepyszne i bardzo wyszukane :) Cena za dwie szaszetki to 11 zł 










Na koniec prawdziwa neonowa tęcza, od marki W7. Bardzo nasycone kolory, w bardzo odważnych odcieniach, Osobiście nie mam odwagi, ani możliwości takich nosić, ale wiem, że trafią w dobre ręce. Produkt pełnowymiarowy cena 13,90 zł  



Uważam, że to bardzo dobre pudełko, szczególnie biorąc pod uwagę dwa pierwsze produkty, bardzo dobrych marek. Z ogromną przyjemnością je przetestuję, a potem oddam się chwili relaksu, popijając przepyszną herbatkę na popołudnie ;) Buziaki 







HYCO- nowe lakiery hybrydowe w wiosennych kolorach

HYCO- nowe lakiery hybrydowe w wiosennych kolorach


Witam, dzisiaj wielki powrót do paznokci hybrydowych, po czterech miesiącach, noszenia żeli, czas na zamiany, Udało mi się zapuścić piękne, długie migdałki, jednak zaczynały mi one przeszkadzać przy pisaniu na klawiaturze.Postanowiłam je mocno skrócić i znowu sięgnąć po hybrydy. Powodem tego, że zasiadłam znowu do lampy i innych akcesoriów, była przesyłka od HYCO. Nowej marki, produkującej lakiery hybrydowe. Skusiłam się na iście wiosenne kolory i mam nadzieje, że tym też zachęcę ją do przyjścia :)










Generalnie uwielbiam nosić na paznokciach szarość, bordo, albo klasyczne nudziaki, ale kiedy zobaczyłam paletę bar, marki HYCO, od razu wiedziałam czego chce! Pastele to moje ukochane wiosenne i letnie kolory. Ileż w mojej szafie sukienek i koszul w tym kolorze... :) Postanowiłam zatem uzupełnić także mój kuferek o pastelowe lakiery, który rozpromienią te szare dni.











W palecie, znajduje się cała masa kolorów, od nudziaków, poprzez czerwienie, zielenie, niebieskości, aż po czerń. Każdy znajdzie coś dla siebie. W asortymencie, dostępna jest również baza/top 2w1. Uwielbiam takie opcje, zawsze to oszczędność pieniędzy i miejsca ;) 













Opakowanie, to szklana, zgrabna buteleczka. Podoba mi się, że jest ona ciemna. Po pierwsze wygląda elegancko, po drugie lakier i jego właściwości są chronione przed działaniem światła słonecznego. Pojemność lakieru to 6 ml. Optymalna jak dla mnie, bo wiem, że taką pojemność jestem w stanie zużyć, zanim drastycznie zgęstnieje, Cena lakieru to ok 29 zł, ale na promocji, możemy już ją kupić za 19 zł Pędzelek klasyczny i zgrabny, z łatwością się nim posługuję, nabiera optymalną ilość lakieru i nie robi smug. Dzisiaj zrobiłem swój pierwszy mani i poszło raz, dwa :) 























Kolory, jak możecie same zobaczyć cukierkowe, pastelowe i radosne. Nadal jednak klasyczne i eleganckie, na czym bardzo mi zależy, Nie lubię neonów i bardzo krzykliwych zdobień brrr.... Zakochałam się od pierwszego wejrzenia w brzoskwiniowym kolorze nr 43 :) 














Baza jest rewelacyjna, bardzo utwardza pazurki, co mi się oczywiście podoba., Lakiery są idealnej jak dla mnie konsystencji, ani nie za gęste, ale też nie rzadkie, dzięki czemu nie rozlewają się po skórkach. Dzisiaj użyłam pastelowego różu nr 02 i przy dwóch cienkich warstwach, nie ma żadnych prześwitów, czy zacieków. 2 min w moje lampie i gotowe. Najważniejsze, że lakier się nie zmarszczył! Dzięki temu wykonanie pazurków, poszło szybko i przyjemnie...  Będę Was informować jak lakiery się sprawdziły przy dłuższym użytkowaniu, ale mam przeczucie, że wszystko będzie ok :) Sprawdźcie, asortyment sklepu, na pewno znajdziecie coś dla siebie. 









Kiehl's  Creamy Eye Treatment with Avocado- moja pielęgnacyjna miłość

Kiehl's Creamy Eye Treatment with Avocado- moja pielęgnacyjna miłość



Witam Kochane, dzisiaj będzie pielęgnacyjne i będzie o pielęgnacji skóry wokół oczu. Jestem totalną maniaczką kremów pod oczy i to chyba najczęściej kupowany kosmetyk ( obok perfum) przeze mnie :) Mam na swojej liście mnóstwo kremów, zarówno tych tańszych, drogeryjnych, tych naturalnych, wyszukanych online, oraz tych z marek selektywnych. Mam kilku swoich ulubieńców, o których w większości już Wam pisałam, Natomiast dzisiaj, przedstawiam Wam mojego ulubieńca ostatniego roku. Krem pod oczy  marki Kiehl's z awokado. Kultowy kosmetyk i kultowa marka, nie mogłam więc nie skusić się, aby go przetestować :) 








Zacznę, od opakowania, które jest bardzo proste  i minimalistyczne. Biały, klasyczny słoiczek, z nazwą kremu i składem. Nic wielkiego, ale ważniejsza od opakowania jest przecież zawartość, prawda? Zamówiłam na początek, krem o pojemności 14 ml, mamy dostępną jeszcze opcję 28 ml. Choć uważam, że tej pojemności, zwykły śmiertelnik, nie jest w stanie zużyć, ponieważ krem jest niebywale wydajny.









Zapach kremu, dość neutralny i niczym szczególnym się nie wyróżniający. Na pewno, nie powinien nikomu przeszkadzać...



Konsystencja, tego kremu, to chyba największa tajemnica i zagadka... Na pierwszy dotyk, czujemy gęsty i bogaty krem, niczym masełko, Kiedy zaczynamy rozmasowywać krem, czujemy jakby pod palcami była woda, To było dla mnie bardzo dziwne i wcześniej niespotykane... Niemniej, krem pomimo tego, że staje się wodnisty, nadal jest bardzo bogaty i treściwy, nawet powiedziałabym, że lekko oleisty... Potrzeba naprawdę dłuższej chwili, aby wmasować go w skórę. Czasami nawet rano, jest jeszcze widoczny pod okiem, ten charakterystyczny błysk, ta warstewka kremu.









Uwielbiam go nakładać na noc, wtedy czuję, że naprawdę rozpieszczam siebie, swoją skórę i swoje spojrzenie. Po całym dniu, spędzonym przed komputerem, czuję duży dyskomfort w tej okolicy. Jestem już w takim wieku, że dobry krem po oczy jest ważniejszy od nowej sukienki i bardzo się cieszę, że zainwestowałam akurat w Khiels' a. Krem jest bogaty, treściwy, nawilża rewelacyjnie i długotrwale, Skóra jest napięta, wygładzona i dotleniona. Rano po przebudzeniu nie ma śladu po opuchliźnie, czy niechcianych workach. Skóra jest gładka, świeża i wypoczęta. Korektor prezentuje się o niebo lepiej, nie wchodzi w załamania, bo one przy regularnym stosowaniu znikają. Myślę, że to zasługa tak dobrego nawilżenia skóry. 











Krem jest bezpieczny, nawet dla wrażliwych oczu, nie uczula, nie podrażnia. Można spokojnie nałożyć nawet bardzo grubą warstwę i nic złego się nie dzieję, Przyznaję szczerzę, że często tak robię, kiedy mam wolny wieczór, zasiadamy do wspólnego oglądania seriali,a ja nakładam pod oczy grubą warstwę tego kremu. Robię sobie z niego odżywczą maskę :) Krem ma jeszcze inną zaletę, mianowicie wydajność, 14 ml, to mniej niż standardowa pojemność kremu pod oczy, ale zaręczam Wam, że wydajność Kiehls'a jest powalająca. Gdyby nie fakt, że mamy na jego zużycie tylko 6 miesięcy, mogłabym spokojnie używać go mniej, albo nawet co któryś dzień. Widzę ogromną różnicę, kiedy go stosuję, skóra jest aksamitna, gęsta, nawilżona i gładka. Wygląda lepiej i czuję się lepiej. Pokochałam tego małego cudotwórcę i chętnie do niego wrócę, kiedy skończę swój słoiczek. 






Włos ma Głos! Joico K-Pak Color Theraphy Luster Lock

Włos ma Głos! Joico K-Pak Color Theraphy Luster Lock


Dawno nie było na moich blogu wpisu dotyczącego pielęgnacji włosów. A przez ostatni czas, sporo się zmieniło w tym temacie. Ostatnimi czasy, odeszłam od naturalnej pielęgnacji, przede wszystkim z powodu braku czasu. Jak wiadomo kisiel z siemienia lnianego, czy olejowanie zajmuje czas. A skoro go nie mam przeszłam na profesjonalną stronę mocy. I nie żałuję! Bo efekty są zachwycające. W marce JOICO zakochałam się już kilka miesięcy temu, kiedy poznałam regenerująca serię K-Pak. A dziś idziemy o krok dalej. Przedstawiam maskę z serii K-Pak która dodatkowo chroni kolor naszych włosów.










Zacznę od tego, co piszę o tej masce producent:



JOICO K-Pak Color Therapy Luster Lock to nowy, rewolucyjny produkt do pielęgnacji włosów farbowanych. Ta najnowsza w portfolio marki maska - K-Pak Color Therapy Luster Lock - gwarantuje odżywienie nawet najbardziej osłabionym włosom i zatrzymuje pigment wewnątrz. Produkt sprawia, że włosy są aż 9 razy silniejsze oraz bardziej lśniące. 

Ten produkt to klucz do zdrowych włosów po koloryzacji, ponieważ posiada wszystko, czego potrzeba do uzyskania natychmiastowej, głębokiej odbudowy, pięknego połysku, żywych kolorów i jedwabistej struktury przy jednoczesnym zachowaniu swojego ulubionego koloru. 



POKOCHASZ GO, PONIEWAŻ GWARANTUJE:

  • długotrwały połysk i ożywienie koloru podczas jednego zabiegu
  • wygładzenie włosów pogrubienie włosów i łatwość układania
  • wzmocnienie włosów i ochronę podczas stylizacji
  • ochronę przed uszkodzeniami
  • formułę dopasowującą się do rodzaju i kondycji włosów



 







Opakowanie: bardzo funkcjonalna tuba, którą możemy trzymać pod prysznicem. Plastik jest miękki, dzięki temu, możemy wycisnąć wszystko do końca, a ponadto rozciąć opakowanie. Podobają mi się kolory tej tubki :)  Maseczka, występuję w trzech pojemnościach, więc każdy znajdzie opcję dla siebie. Cena maseczki w opcji 50 ml to 46 zł, możecie ją kupić --> TUTAJ


Maseczka, ma przepiękny zapach, lekko kwiatowy, lekko cukierkowy, a może to po prostu zapach perfum? Nie wiem ale moje zmysły, są dopieszczone, ilekroć sięgam po ten produkt :) 










Konsystencja maseczki jest dość gęsta, dzięki czemu z łatwością rozprowadza się ją na włosach, bez obawy, że zacznie nam się ślizgać i spływać. Nie ma też problemu, żeby ją wypłukać, Lubię bogate maski, lubię kiedy mocno otulają moje włosy, czy ciało :) Nie znoszę lekkich lotionów, których połowowa zostaje w brodziku :) 












Maseczkę, nakładam na około 5 min po czym spłukuję chłodną wodą. Już podczas tej czynności, czuję pod palcami lekkość włosów i niesamowitą gładkość. Woda sunie jak po szkle :) Nie mam też problemu z wysuszeniem i rozczesaniem włosów. A niestety włosów mam aż za dużo i często muszę się z nimi wręcz szarpać. K-Pak działa jak rekonstruktor, włosy po użyciu są niesamowicie nawilżone, gładkie i sypkie. Uwielbiam to uczucie wygładzenia i ujarzmienia czupryny. Włosy są jak tafla wody, pięknie lśnią i wyglądają zachwycająco. Mam rozjaśniane włosy, a jak wiemy jasne włosy mają tendencję do matowienia i utraty blasku, o ile w ogóle go mają, Tutaj ten problem jest rozwiązany. Maseczka dodaje włosom witalności i wydobywa głębię koloru. Moje pasemka są jakby dodatkowo podbite, a całe włosy pięknie lśnią. Uwielbiam, sięgać po ten produkt. Zmiana jest widoczna od razu i efekt ten się utrzymuje. Joico, odmieniło moją pielęgnację i z wielką przyjemnością, zagłębię się w pozostałe produkty, bo tych jest cała gama. Jeżeli zależy Wam na wzmocnieniu, odbudowaniu i odżywieniu waszych włosów K-Pak, to produkt dla Was, ponadto wersja Luster Look doda Wam blasku i wizualnie odmieni Wasze włosy :) Zapraszam Was do nowego sklepu MIASTO WŁOSÓW, gdzie znajdziecie cały asortyment marki Joico 






ShinyBox Party Time

ShinyBox Party Time



Hejka Kochane,
dzisiaj otwieramy kolejne pudełko ShinyBox. Styczniowa edycja, to karnawałowe szaleństwo! Jak się bawić to na całego :) Ja niestety nigdzie się nie wybieram, ale w pudełku, znalazłam kilka bardzo przydatnych produktów, które z pewnością umilą mi czas karnawału i nie tylko :) 










Z ogromną niecierpliwości wyczekuję nowych pudełeczek, staram się nie zgadywać i nie podpatrywać u innych zawartości. Lubię mieć niespodziankę i ten wspaniały moment, rozrywania paczki, po całym męczącym dniu w pracy :) Też tak macie? :) 










Styczniowe, karnawałowe pudełko, mieści w sobie naprawdę sporo fajnych i przydatnych na ten czas produktów :) Choć nie tylko i to cieszy mnie jeszcze bardziej :) 









Zacznę od zestawu sztucznych rzęs, które są ultra lekkie, delikatne i wyglądają bardzo naturalnie. Sztuczne rzęsy miałam na sobie tylko raz w życiu i nie byłam zadowolona z tego jak wyglądają. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Przyznaję, że czuję się skuszona, ponieważ rzęsy wyglądają pięknie. Dodatkowo w pudełko, znalazłam także klej do rzęs, więc mamy cały zestaw :) 








Od marki Joko, dostajemy bazę rozświetlającą, dla mnie super, ponieważ uwielbiam zdrowo wyglądającą i rozświetloną skórę .










Od marki Bell, dostaniemy barwiony żel do stylizacji brwi. Kolor szary jak najbardziej trafiony, bo lubię podkreślać brwi, chłodnymi barwami :)









Kolejno, cień do powiek w kredce, jestem bardzo zadowolona z koloru jaki mi się trafił. To złoty brąz, który nie jest ani zbyt krzykliwy, ani zbyt szampański <3










Mini pasta do zębów, marki Blanx, lubię takie małe produkty, ponieważ świetnie sprawdzają się podczas naszych wyjazdów :) 









Mini masełko do ciała, tutaj ogromna radość, bo nie jestem fanką smarowideł do ciała i taka pojemność, to i tak za dużo hhihi 








Zimowy krem do twarzy, marki Farmona, trafił do mojego męża, sprawdzi się teraz idealnie!








Odżywka do włosów w spray marki Gliss Kur. Lubie te mgiełki i cieszę się, że znalazłam ją w pudełko, ponieważ wykończyłam już wszystkie zapasy w tej dziedzinie jakie miałam :) Nie wierzę w ich super magiczną moc, ale pomagają rozczesać moje włosy,a to już dla mnie plus.









Na koniec coś, co Biszkopcik lubi najbardziej, czyli pielęgnacja. Mamy tutaj krem pod oczy marki L'orient, czyli idealnie! Nie mogę się doczekać, kiedy się do niego dobiorę :) 











Pudełko, pełne niespodzianek i bardzo przydatnych produktów. Ogromnie mi się podoba i z przyjemnością je dzisiaj zaprezentowałam :) Wszystko się przyda i mam nadzieję sprawdzi. Wielkie dzięki, że nie trafiłam na masło/balsam do ciała albo kolejny żel pod prysznic :) Mam nadzieję, że każde kolejne pudełko będzie coraz ciekawsze i będzie zawierało mnóstwo fajnych i przydatnych produktów. Jeżeli skusiło Was to pudełko, to możecie je zamówić TUTAJ
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger