Czy warto inwestować w drogie pędzle- SAY MAKEUP

Czy warto inwestować w drogie pędzle- SAY MAKEUP



Dzisiaj przychodzę do Was z wpisem na temat pędzli do makijażu twarzy. Czy warto inwestować w drogie pędzle, czy w zupełności wystarczą te powszechnie dostępne i przystępne cenowo? Kiedyś mój makijaż był minimalistyczny, tusz do rzęs, odrobina podkładu oraz jasny błyszczyk. Wówczas wystarczał mi jeden pędzel i to ten przeznaczony do makijażu oka. Dzisiaj choć nadal maluję się delikatnie, rozszerzyłam swój makijaż o konturowanie twarzy, które potrafi zdziałać cuda. Z perspektywy czasu, dziwię się sobie jak mogłam to pomijać. Efekt trójwymiarowości, jakie daje konturowanie, dodaje nam uroku i sprawia, że nabieramy wyrazu. Twarz przestaje być płaska, a my możemy podkreślić nasze atutu. Do tego potrzebujemy jednak narzędzi, dzięki którym cała zabawa będzie możliwa. W dzisiejszym poście, pokaże z Wam bliska pędzle SAY MAKEUP, które odmieniły mój makijaż. 















Czym kierować się przy wyborze pędzli do makijażu? Kiedyś sądziłam, że cena jest kluczowa. Kupowałam tanie pędzelki, często w osiedlowej drogerii. Nigdy nie byłam z nich w pełni zadowolona. Z czasem moje podejście się zmieniło. Obecnie stawiam na droższe i lepsze jakościowo rzeczy. Biżuteria, czy skórzane torebki, są tego najlepszym dowodem. Kupuje raz i cieszę się ich trwałością, długi czas. Mniej znaczy więcej!  W kwestii produktów do makijażu, też jestem minimalistką, kupuję tyle te produkty, które mnie w pełni przekonują, pasują do pozostałych i komponują się z moim typem urody i stylem. Dlaczego z akcesoriami do makijażu nie może być tak samo? Droższy pędzel, oznacza większą jakość i żywotność produktu. Robiąc takie zakupy, oszczędzamy sporo pieniędzy. 


















Pędzle Say Makeup, które pokazałam Wam na moim Instagramie, wywarły na Was ogromne wrażenie. Nie ma się czemu dziwić, ich design jest niebanalny i z pewnością zwraca na siebie uwagę. Marka, jest na rynku dość krótko, ale myślę, że już zdążyła mocno wstrząsnąć całym makijażowym światem. Cały set, składa się z 12 ręcznie wykonywanych pędzli, z certyfikowanych materiałów. Pędzle wykonane są z ogromną dbałością o każdy szczegół. Włosie jest równo przycięte, nic nie odstaje, nic się nie odkształca podczas użytkowaniu (oraz po myciu) Syntetyczne włosie, w niecodziennej odsłonie, zwraca na siebie uwagę. Drewniane trzonki, są bardzo wygodne i lekkie, przez co praca z pędzlem jest łatwa i przyjemna. Pięknym spoiwem jest metaliczna granatowa skuwka, która sprawia, że całość prezentuje się bardzo elegancko.
















W swojej kolekcji posiadam 3 pędzle do makijażu twarzy, każdy z nich przychodzi do nas zapakowany w solidny, elegancki kartonik. Samo opakowanie sprawia już, że czujemy się dopieszczeni. A do dopiero początek przyjemności. Bardzo podoba mi się także koncepcja marki - #CreativeWorks, która mówi o tym, że każda kobieta bez względu na to, czym się zajmuje i kim jest, chce wyglądać pięknie. Każda z nas chce być pewna siebie i czuć się dobrze w swojej skórze. Mi zdecydowanie pewności siebie dodaje makijaż i właśnie do tego nawiązuje #CreativeWorks
















3 X TAK- trzy pędzle przeznaczone do makijażu twarzy, jakie posiadam to kolejno 9 CHEEK BRUSH 10 ANGLED CHEEK BRUSH oraz 12 FINISHING BRUSH. 

















Każdy z tych pędzli, wykonany jest z włosia syntetycznego, wysokiej jakości. Włosie jest bardzo miękkie i ultra delikatne. Żaden włosek nie odstaje,  żaden także nie wypadł, ani podczas makijażu, ani po myciu. Włosie także nie farbuje i zachowuje swój kształt. 















Stałam się wizażystką w domowym zaciszu, w trzech prostych rucham moja twarz nabrała wyrazu. Swój makijaż zaczęłam od użycia Pędzla Say Makeup  do konturowania policzków nr 10 Angled Cheek Brush, który dzięki swojemu kształtowi, pozwala na wyrzeźbienie rysów twarzy, przy minimalnej ilości produktu kolorowego. Pędzelek świetnie transferuje produkt z puderniczki, na pędzel i na naszą skórę. Wystarczą dwa ruchy i już mamy nałożony bronzer. Pędzel bardzo równomiernie nakłada produkt, nie ma mowy o zrobieniu sobie nieestetycznych plam. Bardzo dobrze także rozciera produkt, dzięki czemu otrzymujemy naturalny, lekko rozmyty efekt. Ścięty kształt, sprawia, że pędzelek jest bardzo uniwersalny. Nadaje się do konturowania twarzy, ale także jako pędzel do nakładania pudru. Pędzel jest lekki i wygodny w użytkowaniu, a włosie jest bardzo delikatne i przyjazne naszej twarzy.
























Kolejny pędzelek, jakiego używam to Say Makeup pędzel do różu nr 9 Cheek Brush. Pędzelek jest nieco bardziej płaski, a jego brzegi są zaokrąglone, dzięki czemu z łatwością możemy nałożyć punktowo  kosmetyk kolorowy w tym przypadku róż do policzków. Muszę Wam powiedzieć, że to mój ulubiony kosmetyk, który sprawia, że moja jasna cera nabiera życia, a cała twarz prezentuje się zdrowo i świeżo. Pędzelek, tak jak pozostałe wykonany jest z bardzo wysokiej jakości włosia, które delikatnie pieści naszą skórę, tworząc mgiełkę koloru, bez plam i smug. Ten pędzel jest bardzo uniwersalny, dzięki lekko zaokrąglonej budowie, nadaje się do nakładania różu, rozświetlacza, a  także pudru na okolice pod oczami. 















Trzeci krok, to pędzel Say Makeup pędzel do wykończenia makijażu Finishing Brush nr 12. To największy pędzel w kolekcji, który  w przekroju jest okrągły. To charakterystyczny typ pędzla tzw: "skunks" Dzięki delikatnym i znacznie cieńszym włoskom w górnej części pędzla, rewelacyjnie sprawdza się do rozcierania pozostałych produktów. Dzięki niemu, wszystkie warstwy makijażu, pięknie się ze sobą scalają i tworzą efekt lekkiej mgiełki koloru, która prezentuje się elegancko i nienachalnie. Ten pędzel, sprawdza się znakomicie do nakładania rozświetlacza, ponieważ nakłada cienką warstwę produktu. 














Say Makeup, czy warto? Pędzle tej marki to czysta elegancja w najwyższej formie. Szlachetnej jakości włosie, które jest miękkie i delikatne, piękny design opakowania, jak i samego trzonka skuwki i włosia, sprawiają, że chce się je mieć. Te pędzle to inwestycja, bo jestem przekonana, że będą mi służyć w nienaruszonym stanie przed długie lata. Chociaż cena jest wysoka, za pędzel Angled Cheek Brush, musimy zapłacić 129 zł uważam, że warto. Tak jak kilka lat temu zmieniłam podejście do kupowania dobrej jakości biżuterii, czy galanterii, tak w kwestii akcesoriów do makijażu jestem tego samego zdania. Lepiej mieć 3 niezawodne pędzle, które posłużą lata, niż sezonowe zachcianki, które w krótkim czasie, przestaną nam służyć. Pokochałam tę pędzle, nie tylko za ich niebanalny wygląd, ale przede wszystkim za jakość jaką nam oferują. Z takimi narzędziami, wykonanie makijażu jest czystą przyjemnością.














Znacie już tę markę pędzli? Jakie są Wasze typy w wyborze pędzla i na co zwracacie największą uwagę przy ich wyborze? 









CAUDALIE VINOPURE NOWA LINIA PRZECIW NIEDOSKONAŁOŚCIOM ODŻYWCZY ZASTRZYK DLA SKÓRY

CAUDALIE VINOPURE NOWA LINIA PRZECIW NIEDOSKONAŁOŚCIOM ODŻYWCZY ZASTRZYK DLA SKÓRY



Dzisiaj przychodzę do Was mocno podekscytowana, koniecznie muszę Wam przedstawić nowa serię marki Caudalie, przeznaczoną do walki z niedoskonałościami naszej cery. Znam markę od lat i ogromnie cieszy mnie to ile wspaniałych produktów rokrocznie pojawia się w ofercie marki. Tym razem nowości z serii Vinopure, to produkty dedykowane skórze borykającej się z niedoskonałościami, nadmierną pracą gruczołów łojowych, oraz z rozszerzonymi porami. Warto pamiętać, że to takie problemy nie dotyczą tylko młodych cer, ten problem może nas dosięgnąć w każdym wieku. Warto mieć to na uwadze. I warto z tym walczyć, dzisiaj zaprezentuję Wam narzędzi, które mogą nam w tym pomóc. 
















Nowa linia, to trzy produkty, dzięki którym kompleksowo zadbamy o problematyczną skórę. Tonik, serum i krem od dzisiaj to nasza trójca do zadań specjalnych :) 















Tonik oczyszczający Ważny etap pielęgnacji skóry mieszanej. Tonik Vinopure został wzbogacony o naturalny kwas salicylowy, polifenole z winogron i olejki eteryczne bio*, dzięki czemu oczyszcza skórę i przygotowuje ją na kolejne etapy pielęgnacji. Skóra jest natychmiast rozjaśniona, pory zwężone, a niedoskonałości mniej widoczne. Jego lekka i świeża konsystencja zapewnia uczucie komfortu i matuje skórę.















Kolejny krok, to mój ulubiony rodzaj kosmetyku, czyli serum... Serum zawiera naturalny kwas salicylowy, polifenole z winogron i olejki eteryczbe bio*. Ma lekką konsystencję i rozpuszcza się w kontakcie ze skórą. Serum w sposób widoczny zmniejsza niedoskonałości, zwęża pory i poprawia wygląd skóry. Pozostawia ją oczyszczoną, miękką i dodaje blasku. Delikatna żelowa konsystencja sprawia, że jest niezwykle lekkie i natychmiast wchłaniane przez skórę.














Serum ma lekką, żelową konsystencję dzięki czemu wchłania się niemal natychmiast i pozostawia skórę matową i odświeżoną. Bardzo lubię takie formuły, nie obciążają moje mieszanej skóry, ale zapewniają jej odpowiedni poziom nawilżenie i ochronę, której potrzebuje.












Fluid poprawiający wygląd skóry Fluid wzbogacony o hydrolat różany bio, polifenole z winogron i olejki eteryczne bio jednocześnie nawilża skórę, pozostawia ją matową i pochłania nadmiar sebum. Zmniejsza niedoskonałości i poprawia wygląd skóry, matuje ją, rozjaśnia i zapewnia świeżość.
Jego lekka i świeża konsystencja zapewnia uczucie komfortu i matuje skórę.













Produkty, zawierają naturalne składniki, polifenole z winogron, hydrolat z róży, oraz kwas salicylowy. Ponadto, zawierają w sobie olejki eteryczne, którym zawdzięczają charakterystyczny ziołowy zapach. 













Jestem posiadaczką cery mieszanej, która ma tendencje do zapychania. Rzadko pojawiają się zmiany trądzikowe. Moją zmorą natomiast są zaskórniki, które pojawiają się okolicy nosa i brody. Mam nadzieję, że dzięki tej kuracji ten problem zostanie skutecznie wyeliminowany.















Jestem ciekawa, jaką Wy macie cerę? I który z tych produktów, zaciekawił Was najbardziej, a może macie ochotę na całą serię?! 
Co tu tak ładnie pachnie?!

Co tu tak ładnie pachnie?!



Jesień już puka do naszych drzwi i chociaż w tym roku możemy cieszyć się piękną, złotą i ciepłą jesienią. To wieczory powoli stają się chodne i długie. I to właśnie sprzyja celebrowaniu chwil, przy blasku świec. W swoim życiu mam wiele rytuałów i jednym z nich niewątpliwie są świece, które w sezonie jesień-zima palę namiętnie i to w każdym pomieszczeniu. Uwielbiam ciepło jakie dają świece, jak nas otulają i wręcz koją. Wspaniale wraca się do ciepłego domu, w którym tak ładne pachnie. Moment pomiędzy pracą, kolejkami w sklepie, czy wizytą u lekarza jest tylko chwilą, którą odmierza się wypalanym knotem. Nic nie sprawia mi większej przyjemności, jak długi wieczór w towarzystwie ukochanej osoby, ksiąski/serialu, pysznej herbaty z dodatkiem konfitury malinowej i świecy. Podejrzewam, że nie jestem odosobniona w tych działaniach, dlatego dzisiaj chciałam Wam polecić wiece, która ostatnio gości w moi domu. I jestem bardzo ciekawa, co ostatnio skradło Wasze serca? 

















Po raz pierwszy mam w ręku świecę WoodWick i już nie mam ochoty jej nigdy zmienić. Ta edycja jest bardzo unikatowa, ponieważ, zastosowano tutaj drewniany knot, który  podczas spalania wydaje odgłosy skwierczącego drewna w kominku. Myślami można przenieść się do małej, górskiej chaty, pośrodku lasu i bezkresnej zimy. Ciepły sweter, grube skarpety i kakao. Brzmi wspaniale, prawda?
















Ponadto, drewniana pokrywka, służy nam jako podstawka, podczas palenia świecy. Bardzo funkcjonalne rozwiązanie. Lubię przemyślane opcje 2w1. Czas spalania tej świecy wynosi 100 godzin ( szybko można policzyć, ile to leniwych wieczorów )  Co zasługuje na ogromny plus, to fakt, że świeca nie dymi i pali się bardzo równomiernie, podejrzewam, że wypali się w całości, bez nieestetycznych nacieków na ściankach. Dzięki czemu, słoik mogę z powadzeniem wykorzystać jako wazon :) 














Zapach jaki wybrałam na początek to zapach bzu. To jeden z moich ulubionych zapachów, ale jednocześnie jest on bardzo ulotny. Jeszcze nie zdążę się nim nacieszyć, a już go nie ma. Postanowiłam zatem zabrać namiastkę do swojego domu. Taki lekki, kwiatowy zapach jest idealny na okres przejściowy pomiędzy latem, a jesienią. Nie jest jeszcze zbyt mocny i nachalny,  a już pozwala nam na palenie świec. 















Nie muszę Wam chyba mówić, jak to pachnie? A pachnie bajecznie! Zapach jest słodki i lekki. Nie przytłacza i nie jest męczący. Bez kojarzy nam się z wiosną i takie jest ten zapach świeży, młody i radosny. To świetny antydepresant, kiedy nadejdzie zima, miło będzie powrócić do zielonych i kwitnących drzew. Jedna świeca, a tyle zastosowań ;) 
















Świecę tę możecie zamówić w sklepie Ładnie Pachnie, uprzedzam Was, wchodzicie na własną odpowiedzialność. Asortyment tego sklepu jest imponujący! Oprócz świec, znajdziecie tam również kosmetyki naturalne :)











Jakie świece goszczą u Was najczęściej? Jakie zapachy są Waszymi ulubionymi? I oczywiście co polecacie mi zakupić na nadchodzącą jesień i zimę?! 


Co nowego wpadło do mojej kosmetyczki i nie tylko?!

Co nowego wpadło do mojej kosmetyczki i nie tylko?!


Dzisiaj przychodzę do Was z luźnym postem dotyczącym nowości, jakie ostatnimi czasy się u mnie pojawiły. Garść kolorówki, szczypta pielęgnacji (wraz z postanowieniami) i kilka innych wymarzonym rzeczy. Sama uwielbiam podglądać Wasze nowości i plany zakupowe, więc mam nadzieję, że i Wam się spodoba :) Kto wie, może czymś się zainspirujecie?! :) 

















Zacznę od mini paletki marki Smasxbox, którą mam już jakiś czas u siebie i muszę Wam powiedzieć, że to prawdziwa perełka. Trzy produkty, które są całkowicie matowe, nadają się idealnie do wykonania całego makijażu twarzy. Dwa bronzery jeden w chłodnej, drugi w ciepłej tonacji, wspaniale się uzupełniają. No i ta kompaktowa wielkość, idealna do torebki :)














Pozostając w temacie paletek, nowość w mojej toaletce czyli słynna czekoladka, tym razem skusiłam się na wersję Nudes... Kolory, pigmentacja i trwałość jak najbardziej na plus. Niestety te odcienie są dla mnie zbyt ciepłe i nie do końca czuję się w nich dobrze... Może jesienią stanie się mi bliższa? 














Ostatni produkt do makijażu to nowy korektor pod oczy marki Too Faced, ma tak fantastyczne opinie, że musiałam go wypróbować na własnej skórze. Póki co testy trwają i na pewno będzie osobny wpis na jego temat.













Korzystając z promocji w drogerii Rossmann, skusiłam się na płyn micelarny od Bielenda z serii Botanic Spa. Olejek tak mnie zachwycił i rozbudził moją ciekawość, że systematycznie będę kupowała kolejne produkty  z zielonej serii. Tym bardziej, że te produkty mają bardzo przyjemny skład i cenę :) 















Uzupełniłam nieco półkę z tonikami i znowu postawiłam na ukochane Eco Lab, tym razem wybrałam tonik do cery przetłuszczającej się, oraz nowość tonik złuszczający, zobaczymy jak się sprawdzi? 




























Na uwagę zasługują także nowe produkty, jakie otrzymałam od marki Nacomi, jak wicie maseczka liftingująca z tej serii jest moim hitem, jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się dwie pozostałe. Ponadto kolejny olejek do zmywania demakijażu, oraz ukochany olej bawełniany do pielęgnacji włosów.












Kolejne nowości, tym razem od marki Yoskine, to nowa linia dedykowana skórze młodej i skłonnej do niedoskonałości. Generalnie nie mam problemów z cerą, ale czasami coś mi wyskoczy, więc będzie okazja aby sprawdzić ich moc.













Moje nowości, która ściśle łączą się z moim postanowieniem, otóż wróciłam do regularnego olejowania włosów i znowu sięgnęłam po delikatne szampony i naturalne maski. Kiedyś tak właśnie wyglądała moja rutyna, a moje włosy to uwielbiały. Czas ich posłuchać i skłonić się ku naturze, którą tak lubią. Peeling do skóry głowy, olej kameliowy, delikatne szampony oraz maska z naturalnym składem, oto moi sprzymierzeńcy w walce o zdrowe włosy :) 























A możecie macie ochotę na wpis dotyczący moich włosów, czego używam, jak i czym olejuje swoje średnioporowate, rozjaśniane kosmyki? Na co zwracam uwagę, a czego unikam jak ognia? Dajcie mi koniecznie znać w komentarzu.













Na deser coś, bez czego ja nie potrafię żyć, mianowicie perfumy <3 Raz na kwartał nowy flakon pojawia się w mojej kolekcji. To jest choroba, ale niestety podobno tego się nie leczy ;) Skusiłam się na YSL Black Opium, które są idealnym zapachem na okres jesień-zima. A, że była promocja, to jakoś tak wyszło ;) 













Moja mała wisienka na torcie, to torebka w pięknym czerwonym kolorze, kiedy ją zobaczyłam od razu przed oczami miałam te wszystkie jesienne stylizacje z trenczem i szarym swetrem w roli głównej. Kocham tego typu dodatki i od lat wybieram skórzaną galanterię. Jest niezwykle odporna i wytrzymała, poza tym latami zachowuje swój kształt. Same powiedzcie, czyż ten kolor nie jest piękny? 






To już wszystkie nowości, jakie zagościły w moim domu w ostatnim czasie. Koniecznie napiszcie, co Wam udało się kupić i co najbardziej wpadło Wam w oko z moich nowości?! Buziaki :* 




KOKTAJL HYDRO BALANCE OD DECLARE- Nawilżenie i ukojenie mojej skóry

KOKTAJL HYDRO BALANCE OD DECLARE- Nawilżenie i ukojenie mojej skóry




Upały się skończyły i powoli nadchodzi jesień, ale naszej skórze nadal przyda się podwójna dawka nawilżania i regeneracji. Słońce w tym roku dało nam się we znaki, upały trwały niemal wieczność (tak nienawidzę ich) Wysokie temperatury, słońce ale także klimatyzacja, czy wiatraki nie wpływają na naszą skórę korzystnie. W  tym okresie ratunkiem dla mojej zmęczonej i przesuszonej skóry okazał się nawilżający koktajl marki Delcare, co więcej ten produkt szybko stał się moim najlepszym przyjacielem i sprzymierzeńcem w walce o nawilżoną i zdrową skórę. 













Nie mogę nie wspomnieć o opakowaniu, które jest niezwykle piękne i funkcjonalne. Pompka, składa się z dwóch oddzielnych pojemniczków, w których znajdują się dwa różne produkty (emulsja i koncentrat) Po wydobyciu produktów na dłoń, należy je zmieszać i zaaplikować na oczyszczoną skórę. Lubię takie opakowania, ponieważ są higieniczne i pozwalają na kontrolowanie zużycia produktu. 















OD PRODUCENTA: Dwufazowy Hydro Duo Koktajl to produkt z odżywczą emulsją i pielęgnacyjnym koncentratem. Kombinacja minerałów i pierwiastków oceanicznych, ekstraktów z alg i wodorostów wspiera aktywność komórek i zwalcza widoczne oznaki stresu i zmęczenia. Zapewnia 24-godzinne nawilżenie, wygładza drobne linie i zmarszczki, czyniąc cerę sprężystą, jasną i promienną. Zawiera kompleks SRC. 













EMULSJA  odżywczy, oceaniczny koktajl - wiosenna woda morska, brązowe algi, czerwone algi, listownica (Laminaria digitata), pentavitin, subliskin.

KONCENTRAT z kompleksem SRC – kwas hialuronowy, sensiline, structurine, ectoin





Po zmieszaniu produktów otrzymujemy lekką żelową konsystencję, która nakłada się z łatwością i prawie natychmiastowo wchłania się w skórę. Po aplikacji praktycznie od razu mogę  przystąpić do wykonania makijażu. Koktajl, nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze, a makijaż na tak przygotowanej skórze, prezentuje się i utrzymuje lepiej. "Serum" bardzo dogłębnie nawilża skórę i nawilżenie to jest odczuwalne przez długi czas. Ponadto skóra jest napięta i gładka i miękka. 














Koktajl używam dwa razy dziennie od lipca i mam jeszcze ponad połowę produktu, co oznacza, że jest to wydajny produkt, wystarczy jedna pompka, aby pokryć twarz i szyję produktem. Produkt przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju cery, szczególnie suchej. Moja mieszana skóra, bardzo polubiła ten produkt. Poziom nawilżenia jest optymalny, produkt nie powoduje podrażnienia oraz nie zapycha. Ten mały turkusowy cudak, stał się hitem tego lata, przyniósł ukojenie i pomógł mojej skórze, przetrwać te upały. Minusem jest cena, za 40 ml musimy zapłacić 230zł :/ 














Znacie produkty marki Declare? Co przynosiło Waszej skórze ukojenie i nawilżenie tego lata? 


ShinyBox HippieNess – sierpień 2018

ShinyBox HippieNess – sierpień 2018



Nadeszła pora, aby wspólnie rozpakować kolejną edycję ShinyBox, HippieNess to kolorowa wariacja z niezbędnikami pielęgnacyjnymi. Zawartość zawsze stanowi zagadkę i nigdy nie podglądam wcześniej wpisów koleżanek, ponieważ lubię ten efekt zaskoczenia. Jak było tym razem, czy pudełko wywarło na mnie pozytywne wrażenie? 














Ma początek najcięższy i największy produkt, czyli lawendowy balsam do ciała marki O'Herbal. Przyznam szczerze, że bardzo lubię tę markę ze względu na ich produkty do pielęgnacji włosów. Za balsamowaniem nie przepadam, ale produkt na pewno ucieszyłby niejedną z Was :) 














Kolejny produkt do ciała to jedwabiste mleczko do ciała z drobinkami hiszpańskiej marki Unani. To ten produkt był przyczyną, opóźnienia wysyłki boxu :) Niestety ja nie opaliłam się zbytnio w tym roku, zatem i ten balsam, nie będzie miał czego rozświetlić ;) 













Produkt, który z pewnością mi się przyda i wykorzystam go z ogromną przyjemnością do pielęgnacji włosów to olejek arganowy EkaMedica. Moje włosy go uwielbiają, zatem będzie to kolejny olej, zaraz po tym jak skończę olej kameliowy :) 














Maska do włosów marki, która często gości w Shiny, czyli Novex, tym razem wersja czerwona z brazylijską keratynę. Myślę, schować ją póki co nieco głębiej, ponieważ znowu wróciłam do naturalnej pielęgnacji moich włosów.













Dwie maseczki do twarzy, pierwsza z nich ma maska z glinką od Dermaglin, znam te maski i przyznaję, że całkiem przyjemnie mi się ich używa. Kolejna to produkt Biotanique 2w1. Lubię trzymać takie maski w saszetkach na nasze wyjazdy.












Produkty do stóp marki SheFoot, znam tę markę i uwielbiam ich krem na pękające pięty. Ale jakoś średnio cieszą mnie takie minaiasy, które gdzieś się zgubią w szafce z zapasami :( 












Najdziwniejszy produkt, jaki dotychczas znalazłam w boxie, mianowicie zupa w proszku od FoodsByAnn... Soczek, koktajl, batonik ok ale zupa? To mnie mocno zaszokowało :) Chociaż nie mówię nie... w pracy pewnie nadarzy się okazja, by skorzystać z takiej szybkie, zdrowej przekąski.












Natomiast, największe zaskoczenie na plus, to dołączone zaproszenie na targi Beautydays, które odbędą się w dniach 21-23 wrześni a w Warszawie. Jeszcze nie wiem, czy znajdę czas, ale miło, że Shiny pomyślało o takim zaproszeniu dla swoich subskrybentek <3













Jak oceniam pudełko? No tym razem tak średnio mi odpowiada, za dużo drobnych produktów i tych do ciała... Marzy mi się jakiś zapach, labo produkt z kwasami w zawartości, ale mam nadzieję, że wszystko przed nami. Niemniej nie ma tragedii, ale czekam na hity jak to miało miejsce np: w lipcu tego roku ;) A jak Wam podoba się zawartość? 





Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger