PANDA’S DREAM WHITE SLEEPING PACK Tony Moly

PANDA’S DREAM WHITE SLEEPING PACK Tony Moly



Azjatycka pielęgnacja, gości w mojej łazience już od ponad roku i choć nie przeszłam zupełnie na stronę azjatyckich kosmetyków, przetestowałam ich już całkiem sporo. Przyznaję, że te kosmetyki, mają w sobie magiczną moc, bo potrafią szybko nawilżyć, zregenerować, rozświetlić lub wyciszyć cerę. Tony Moly, to marka, która kojarzy nam się z radością, beztroską i jest z opakowań, troszkę infantylna... na całe szczęście wnętrze i składniki są już całkowicie na serio. Dzisiaj przybliżę Wam wnętrze, uroczej pandy, wobec której nie można przejść obojętnie...












Samo opakowanie jest tak słodkie i milutkie, że każdą kobieta chce mieć tego zabawnego miśka w swoich zbiorach. Przyznaję, że i mnie ten widok rozbraja i poprawia mi humor. Opakowanie, zawiera 50 g kremu, możecie kupić go w cenie 60 zł w sklepie --> SINGASHOP










Opakowanie może nie należy do najbardziej higienicznych, ale za to ile uroku ma w sobie to pudełeczko :) Konsystencja kremu jest bardzo lekka, żelowa, przez co krem wchłania się od razu, nie pozostawia na skórze nieprzyjemnego filmu, w zasadzie po paru chwilach, jest zupełnie niewyczuwalny. Zapach dość intensywny, ale bardzo przyjemny, myślę, że nie będzie nikomu przeszkadzał 












Krem zawiera w swoim składzie masło shea, które ma za zadanie nawilżyć naszą skórę, oraz niacyny, która ma rozjaśnić skórę i zniwelować przebarwienia. Ponadto miód oraz wyciąg z jagód, wszystko brzmi dobrze, a jak krem sprawdza się u mnie? 











Zacznę od tego, że krem stosuję zawsze na noc, po dogłębnym oczyszczeniu twarzy, przy pomocy olejków, Nakładam grubą warstwę, ponieważ lubię sobie dogodzić w kwestii pielęgnacji. Ten krem jest tak delikatny, że mogę go nałożyć więcej bez obawy o zapchanie, czy przetłuszczenie cery. Krem bardzo dobrze nawilża skórę, koi wszelkie podrażnienia i niweluje dyskomfort, spowodowany zabiegami kosmetycznymi, czy mocnym peelingiem. Moja skóra, dosłownie spija ten krem! Twarz jest bardzo gładka, nawilżona, ukojona i mocno odżywiona... Niestety co do działania rozjaśniającego, tutaj nie zauważyłam spektakularnych efektów... Być może dlatego, że stosuję inne kremy i one zadziałały świetnie w tym temacie... 








Krem polecam każdej z Was, każda cera powinna być zadowolona, mieszana i tłusta, będą odpowiednio nawilżone, ale nie zapchane i przetłuszczone, sucha, odzyska uczucie komfortu, podrażniona, dostanie zastrzyk ukojenia. Szczerze polubiłam ten kremik, ponieważ działą szybko, skóra jest mocno zregenerowana i odżywiona. Makijaż prezentuje się lepiej, zmarszczki są mniej widoczne. Nie jestem pewna, czy  pomoże na duże przebarwienia, ale myślę, że nie zaszkodzi spróbować :) Krem jest nie tylko słodko zapakowany, ale ma bardzo dobre działanie i bardzo przyjemny skład, możecie go kupić TUTAJ





Listopadowy Shinybox Dobra Partia

Listopadowy Shinybox Dobra Partia


Hejka Kochane,
dzisiaj nadeszła pora, aby zaprezentować Wam zawartość kolejnego pudełeczka Shiny Box. W listopadowym pudełeczku, doczekałyśmy się współpracy Shiny ze sklepem internetowym pewex.pl/ Byłam niesamowicie ciekawa jak wypadnie ta współpraca i zdradzę Wam już na początku, nie zawiodłam się!!! Zapraszam Was do odkrywania zawartości, kolejnego boxu wszelkich dobroci...










Każdego miesiąca, czekam na swoje pudełeczko z ogromną niecierpliwości, uwielbiam ten moment, rozpakowywania. Chwilę na wdechu, to napięcie i niepewność, te święta, każdego miesiąca.










Zawartość listopadowego pudełka ShinyBox, troszeczkę mnie zaskoczyła, ponieważ dobór produktów nie do końca mi odpowiada... Są pewne produkty, które sama chętnie bym kupiła, ale są też takie, po które nie mam potrzeby sięgać niestety... Ale po kolei...










Mydełka, dodawane do boxu, to dla mnie troszeczkę za mało... Wolałabym dostać szampon, albo żel pod prysznic. W moim przypadku, taki mydełko nie sprawdzi się i to już wiem na starcie... 









Lakier do paznokci, zawsze mnie cieszy, białego koloru brakuje w moich zbiorach, dlatego zadowala mnie ten traf. Obecnie noszę hybrydy, więc lakier musi troszeczkę poczekać, ale jest na plus. Marka Mollon dobrze się u mnie sprawdzała, więc mam nadzieje, że i tym razem tak będzie








Stenders, mam ogromną słabość do produktów tej marki, kocham ich formuły i zapachy. Ucieszyłam się z miniaturki, która świetnie sprawdzi się podczas wyjazdów, ale wolałabym pełnowymiarowe opakowanie tego prysznicowego cudu ;) 










Słodkie masełko do ciała., Pewnie ucieszyło wiele dziewcząt, ale nie mnie... Ja nie jestem balsamowa i wolałabym w tym miejscu, zobaczyć coś innego :) 










Puder marki Carroll, puder zawsze się przyda, ale ten jest bardzo ciemny i niestety powędruje do mamy, która zapewne się uciesz, a produkt się nie zmarnuje :) 










Pomadka do ust, marki Delia, ładny kolorek, na pewno z przyjemnością będę jej używać. Lubię produkty do ust i te zawsze bardzo mnie cieszą :) 








Coś na dzień dobry, czyli próbka herbatki. Chętnie zabiorę ją ze sobą do pracy, aby umiliła mi zimny, szary, poranek :) 






Bonusem, były kosmetyki marki Bell i tutaj muszę powiedzieć, że wszystko jest na wielki plus. Bardzo się ucieszyłam z tych kosmetyków!!!









Korektor i cień do powiek w kredce, fiolet, pasuje idealnie do zielonej tęczówki, zatem jest na plus :) 










Żel do brwi, to bardzo pożądany w moje toaletce produkt. Brwi zawsze muszą być zrobione, a takie produkty, świetnie mi w tym pomagają, kolejny plus :) 








Eyeliner, kolejny plus. Jestem uzależniona od kresek, więc jak tu się nie cieszyć :) 










Na koniec baza pod cienie, właśnie jestem na wykończeniu poprzedniej bazy, więc wszystko idealnie zgrało się w czasie :) Ostatnio słyszałam wiele dobrego o tej bazie i fajnie, że mam okazję osobiście sprawdzić jej działanie :) 








Całe pudełko, tak się prezentuje, mam mieszane uczucia, są produkty na duży plus, ale jest też lekki niedosyt niestety... Żałuję, że nie trafiłam na produkt od BeautyBlendera Bloterazzi bo byłam go niezwykle ciekawa... Chętnie poczytam Wasze recenzje o tym produkcie :)



A co wyszło ze współpracy ShinyBox i Pewex?? Jeśli o mnie chodzi, prezent ten wywołał na moje twarzy wielki uśmiech, Ekipa Pewexu, chyba mnie zna, bo motto jakie dostałam idealnie mnie określa, Razem z mężem śmialiśmy się , bo przecież codziennie mówię mu te słynne już słowa... Dzięki Pewex za tyle pozytywnej energii i ogrom uśmiechu. Teraz, dzięki Wam nie muszę tego mówić, wystarczy, że wskoczę w Waszą koszulkę :) 










Pewex, zdecydowanie robi całe pudełko! I ta współpraca wyszła na wielki plus. Ogólnie jestem zadowolona, ale czuję lekki niedosyt, mam nadzieje, że grudniowe pudełeczko, przyniesie moc niespodzianek i wiele radości :) 
Zapach Kobiety La Vie Est Belle na przekór jesiennej chandrze!!!

Zapach Kobiety La Vie Est Belle na przekór jesiennej chandrze!!!


Dzisiaj opowiem Wam o zapachu, który miałam na swojej zakupowej liście już od dawna, ale dopiero w październiku, postanowiłam go zamówić... Jak możecie się domyślać, noszę go na sobie od prawie dwóch miesięcy i nie mam dosyć... Perfumy są dla mnie bardzo ważne, dobieram je do okazji, ubioru, pogody i humoru :) La Vie Est Belle, jest pochwałą życia, więc najlepiej nosić go codziennie i upiększać sobie nim każdy dzień. Szczególnie teraz, kiedy dopada nas jesienna chandra :) 



 





Jak same widzicie, opakowanie jest dość proste, niemniej nie pozbawione elegancji i uroku... Bardzo ładnie komponuje się na mojej toaletce ;) Ale prawdziwe piękno, znajduje się wewnątrz flakonu... I kto raz spróbuje, nie potrafi się uwolnić.., Zapach na stałe wgryza się w naszą zapachową pamięć.








Nuty zapachowe:
nuta głowy: czarna porzeczka, gruszka
nuta serca: irys, kwiat pomarańczy, jaśmin
nuta bazy: bób Tonka, pralinki, paczula, wanilia 



Zapach początkowo jest dość słodki, lekko pudrowy i intensywny...  Bardzo kobiecy i zmysłowy.. Po chwili ujawnia się dziewczęcy urok i lekkość poranka. Słodycz, która otula i dodaje ciepła. Kiedy go używam, od razu szeroko się uśmiecham... Perfumy, zamówiłam na Iperfumy, ich cena to około 190 zł za 30 ml 











Dla kogo?! Uważam, że ten zapach jest bardzo uniwersalny. Pasuje zarówno, młodej dziewczynie, która jest pełna beztroski, jak i dojrzalej kobiecie, która jest pewna siebie i wie jak nosić perfumy... Uważam, że perfumy są jak dobrze skrojona sukienka... Trzeba umieć je zaprezentować, pozwolić im płynąc i sprawiać, że każdy zapragnie je mieć u siebie w domu... Zapach bardzo pozytywnie nastraja, dodaje radości i buzi na twarzy uśmiech... Jest słodki, kobiecy i elegancki, ale nie jest męczący i mdły. Pasuje zarówno na wiosnę, jak i na jesień, by dodać sobie odrobinę radości w pochmurne dni. 











Zapach jest niesamowicie trwały, używam go wczesnym rankiem i czuje go na sobie przez cały dzień pracy. Na włosach i ubraniach/szalikach, utrzymuje się znacznie dłużej. Uwielbiam zasypiać, czując ich aromat we włosach, jest w nich coś kojącego i otulającego. Zapach ten jest charakterystyczny, kto raz je powąchał, rozpozna je już zawsze... 










Przyznaję, jestem zakochana! Z ogromną chęcią po nie sięgam i noszę je z dumą. Dodają mi pozytywniej energii, nastrajają na cały dzień. Są bardzo trwałe, przez co mogę cieszyć się ich zapachem, przez cały dzień. Pasują na każą porę dnia i na każdą okazję, są bardzo uniwersalne i bezpieczne. Nie przytłaczają, ale nie są obojętne dla otoczenia,. Od kiedy je mam, dostaje wiele komplementów, Niebawem święta, sądzę, że ten zapach, może być wspaniałym prezentem dla Waszej siostry, mamy, czy przyjaciółki. Zapach pasuje każdej kobiecie i pamiętajcie, że życie jest piękne!!!







DermoFuture Intensywna kuracja do twarzy z nanopeptydami i komórkami macierzystymi

DermoFuture Intensywna kuracja do twarzy z nanopeptydami i komórkami macierzystymi



Dzisiaj opowiem Wam o produkcie, który uratował moją cerę podczas ostatnich tygodni.. Tygodni pełnych zmęczenia, stresu, małej ilości snu i choroby... I to nie jest bez znaczenia, bowiem na naszej twarzy, najszybciej widać skutki niewyspania, czy wycieńczenia. Oczywiście, możemy sięgnąć po dobry korektor i odrobinę różu do policzków, ale ja jako fanka pielęgnacji, postanowiłam dodać energii mojej skórze, pielęgnując ją, nie tylko maskując zły wygląd. I tak oto sięgnęłam do mojej szafki z kosmetycznymi zapasami i wyciągnęłam serum marki DERMO FUTURE. Przeczytałam etykietkę i dałam szansę, żeby kosmetyk mógł  się wykazać.





 



Serum do twarzy z nanopeptydami oraz komórkami macierzystymi... a także płyn micelarny, zapakowany w gustowną, wygodną kosmetyczkę. Trafił w moje ręce na początku listopada... Początkowo odstawiłam ten zestaw do kolejki. Ale w kryzysowym momencie zmęczenia i złego wyglądu, postanowiłam sięgnąć po to serum... I nie zawiodłam się....








Zestaw prezentuje się uroczo i tu moja mała podpowiedz prezentu mikołajkowego dla przyjaciółki, siostry, czy mamy ;) Kogo nie ucieszyłby taki upominek?! :) Wracając jednak do meritum sprawy...

Serum, zamknięte jest w szklanej, nieco aptecznej buteleczce, z wygodną pipetką. Dzięki temu zabiegowi, nie marnujemy kosmetyku i aplikujemy optymalną ilość serum. Kosmetyk jest praktycznie. Pojemność serum to 20 ml Cena około 42 zł 


















Konsystencja, jest lekko wodnista, lekko żelowa... Nie ma problemu  z jej wydobyciem, czy rozprowadzaniem na skórze. Ponadto wchłania się w mgnieniu oka i to do matu. Od razu można nakładać kolejne etapy pielęgnacji, bądź makijaż.











Serum za zadanie ma uelastycznić naszą skórę, mocno ją nawilżyć, pobudzić procesy regeneracyjne, wzmocnić funkcje metabolizmu skóry, oraz wygładzić zmarszczki... Jakie efekty zauważyłam u siebie? Po  pierwsze, moja cera, jak i całe ciało i umysł, ostatnio były bardzo zmęczone...Cera stała się ziemista, szybciej się przetłuszczała i zanieczyszczała... (moja reakcja na stres) Zaczęła trafić zdrowy wygląd. Dzięki zastosowaniu tego serum, stopniowo zaczęła wracać do normy. Podkreślam słowo stopniowo, bo nie jest to kosmetyk typu " przed bankietem" Serum,a raczej składniki w nim zawarte, potrzebują czasu. Ale warto poczekać, bo efekty są bardzo przyjemne










Moja skóra, odzyskała, odpowiedni poziom nawilżenia, stała się miękka i sprężysta jak gąbka :) Stopniowo się wygładzała i napinała. Skóra stałą się jakby grubsza, pełniejsza... Takie wypełnienie od środka, bez wypełniaczy ;) Skóra zaczęła się regenerować i widocznie nabrała życia i zdrowia. To zbyt krótki okres na pozbycie się wszystkich załamań, ale zauważyłam, że linie na czole, lekko się wygładziły... Żałuję, że nie zastosowała dermorollera, bo efekty mogłyby być szybsze i bardziej spektakularne :) Niemniej, jestem zadowolona z tego serum. Wchłania się od razu, nie zapycha, nie podrażnia. Twarz, szybciej się regeneruje i staje się bardziej elastyczna. Zmęczona, zestresowana twarz, odeszła w zapomnienie... Makijaż wyglądał lepiej i ja czułam się lepiej z nową, mocno zregenerowaną skórą! Produkt idealny dla każdej kobiety... i też po 30, aby zapobiegać i tej po 50,aby poprawić napięcie i elastyczność skóry,a także zawalczyć ze zmarszczkami. Ciesze się, że sięgnęłam po to serum w odpowiednim czasie :) 











Ponadto, w zestawie znajdował się także płyn micelarny z tej samej rodziny. Produkt bardzo przyjemny, szybko radził sobie z makijażem oka, nawet z eyelinerem. Nie szczypie, nie podrażnia i nie pozostawia efektu "mgły " na oku. Bardzo wydajny i przyjemny. Polubiłam się z nim, a moja mam jest od niego uzależniona :)  Polecam, bo jak wiem, dobry płyn micelarny, zawsze poszukiwany :) 









Produkty DERMO FUTURE- sprawdzają się na mojej cerze bardzo dobrze, mam zaufanie do tej marki i chętnie polecam Wam spróbować ich produkty, sama mam ochotę na serum z Witaminą C i pewnie niebawem się na nie skuszę :) A Wy, znacie te produkty, co o nich sądzicie? Buziakiii 







Iwostin, Perfectin Lucidin, Profesjonalny peeling na noc dla skóry z przebarwieniami

Iwostin, Perfectin Lucidin, Profesjonalny peeling na noc dla skóry z przebarwieniami



Witam Kochane,
powróciłam...w zasadzie, nigdy Was nie porzuciłam, ale ostatnio zbyt wiele spraw się na siebie nałożyło i blog musiał poczekać. Na szczęście, wszystko wraca do równowagi, a  ja wracam z nowymi postami! Dzisiaj opowiem Wam o mojej terapii, której poddałam się około miesiąc temu... Postanowiłam zawalczyć z przebarwieniami i piegami, które pozostały pamiątką po wakacjach. Jak wiecie nie lubię swoich piegów, lubię natomiast z nimi walczyć! :) Jesień i zima, to idealny czas, aby rozpocząć kurację z kwasami, pozbywając się przebarwień i plam. Odzyskując nową, lepszą skórę, dużo młodszą i pełną blasku. Brzmi cudownie, prawda? Zatem, musiałam spróbować :) Dziś opowiem Wam o produkcie marki IWOSTIN, który zdominował ostatnio moją wieczorną pielęgnacje....













Produkt, zamknięty jest w szklanej buteleczce, z wygodną pipetą na tzw guziczek... Bardzo higieniczna forma aplikacji i jedna z moich ulubionych. Pojemność peelingu to 30ml, cena około 40 zł Opakowanie wygląda bardzo czysto i schludnie na myśl przywodzi bardzo dobry salon spa.










Pipeta, działą bez zarzutu, dozuje optymalną ilość produktu. Nic się nie marnuje i nie rozlewa. Biorę tyle ile potrzebuje, ani kropli więcej. Produkt sam w sobie jest bardzo wydajny, co oczywiście świadczy na plus :)











Konsystencja dość lekka, jakby rozcieńczony żel... Przy aplikacji lepka, po chwili wchłania się do matu. Podczas aplikacji nie odczuwam ściągnięcia cery, jedynie lekkie szczypanie i mrowienie, co jest w przypadku produktów z kwasami, czymś naturalnym i według mnie nawet pożądanym :) Możecie być jednak spokojne, pieczenie to, trwa zaledwie chwile, a skóra nie reaguje alergicznym zaczerwienieniem. 













Składniki aktywne:

Kwas glikolowy 12%

Działa złuszczająco, stymuluje odnowę komórkową oraz rozjaśnia przebarwienia.

Melavoid

Dermawhite® NF LS

Hamuje syntezę melaniny, zapewniając wyrównany i jednolity koloryt skóry.

Kwas ferulowy – rozjaśnia przebarwienia 

Kompleks składników aktywnych, które wzajemnie nasilają swoje działanie: 
Kwas glukonowy – obniża aktywność melanocytów 

Kwas cytrynowy – delikatnie złuszcza naskórek




Uwielbiam kwas glikolowy, na mojej cerze sprawdza się rewelacyjnie i  w przeciwieństwie do kwasu migdałowego, moja skóra lepiej na niego reaguje!











DZIAŁANIE:
Jakie są moje odczucia wobec tego produktu? Muszę zacząć od tego, że już po pierwszej aplikacji widziałam zmianę w wyglądzie mojej cery... a to mogło oznaczać tylko to, że z czasem będzie jeszcze lepiej. Po pierwsze peeling, bardzo wygładza cerę, staje się ona bardziej napięta i jędrna. Po drugie, skóra jest dogłębnie oczyszczona, a pory zwężone... Praktycznie zniknęły :) Wszelkie zmiany goją się szybciej, a przebarwienia znikają. Najbardziej cieszy mnie oczywiście fakt, że moje piegi znacznie się rozjaśniły!!! Czyli jak dla mnie, ten peeling już wygrał. Ale zrobił coś więcej... cera, odzyskała zdrowy blask, wygląda na wypoczętą, "wyspaną" i ma swój naturalny, zdrowy blask. Skóra się wygładziła, jest bardzo delikatna w dotyku i uwaga nawilżona! Dużo czytałam o tym produkcie i od dawna miałam na niego ochotę, ale zawsze trafiało na coś innego.. Teraz żałuję, że tak późno po niego sięgnęłam. Na szczęście, udało mi się na niego natrafić i już zostaje na zawsze!!! 













Peeling, działą delikatnie i sądzę, że nawet dla wrażliwych cer spokojnie się nada. Radziłabym jednak używać go rzadziej, np co 3 dni. Ja peeling, używałam codziennie wieczorem, ale mam cerę mieszaną i dość odporną. Poza tym, zależało mi na szybkim działaniu! Peeling nie powoduje nadmiernego łuszczenia się skóry, także stosowanie go nie wyklucza nas z codziennego życia. Nie bójcie się, że będziecie wszędzie"gubić swoją twarz" Łuszczenie jest minimalne i u mnie wystąpiło jedynie w okolicy brody i czoła. Wystarczy ściereczka muślinowa, lekki masaż twarzy i bogata maska, aby się z tym uporać. Promienna, jasna cera jest tego warta i spokojnie przejdziecie przez te dwa dni dyskomfortu :) 










Produkt HIT! Z pewnością, znajdzie się w ulubieńcach tego roku. Cera jest oczyszczona, pory są zmniejszone, przetłuszczanie w strefie T wyciszone. Peeling bardzo dobrze poradził sobie również z zaskórnikami. Skóra stała się jędrna i sprężysta, a co najważniejsze przeprawienia i piegi, znacznie się rozjaśniły! Teraz koloryt mojej cery jest mocno wyrównany, cera jest jasna i promienna, A ja mam ochotę się ciągle uśmiechać! Brawo IWOSTIN za taki produkt, który nie kosztuje majątku, jest łatwo dostępny i działa naprawdę! Spróbujcie, na pewno nie będziecie zawiedzione :) 







O hybrydach słów kilka BlueSky Gel

O hybrydach słów kilka BlueSky Gel



Na temat hybryd, pisałam już wielokrotnie, wciąż uczę się je robić, wciąż śledzę trendy i dopisuję do wishlisty kolejne kolory... Dzisiaj pokażę Wam kolor bardzo klasyczny, niezwykle kobiecy i elegancki i w zasadzie ponadczasowy- dostojny burgundowy! Zawsze lubiłam  ten kolor, ale w tym roku, mam na niego szczególny szał :) Z ogromną przyjemnością, przedstawię Wam kolejną markę, w asortymencie której znajdziecie lakiery hybrydowe. Ja poznałam Bluesky Polska, dzięki spotkaniu blogerek, na którym miałam przyjemność uczestniczyć :) A dzisiaj przedstawię tę markę Wam :) Zaczynamy ;)











Zacznę od opakowania, które jest szklane, masywne i ciemne. Podoba mi się to, ponieważ wydaje mi się, że dzięki temu zabiegowi lakier jest chroniony przed światłem, dzięki czemu dłużej zachowuje swoją żywotność :) 











Pędzelek jest bardzo elastyczny, dzięki czemu z łatwością aplikuję lakier na płytce. Nie jest ani zbyt szeroki i gruby, ani zbyt cienki. Jak na moje oko, jest optymalny i dobrze mi się z nim pracuje. Lakier jest dość rzadki, ale nie na tyle, żeby rozlewać się po skórkach. Jeżeli chodzi o krycie, w przypadku ciemniejszych kolorów potrzebuję dwie cienkie warstwy, pokosiłabym się nawet o cienkie trzy, aby mieć pełne krycie i głęboki kolor. 











Baza, która jest równocześnie topem, jest dość gęsta, przez co nakładam jej naprawdę bardzo cienką warstewkę. Choć generalnie wolę gęstsze lakiery, niż cieknącą kolorową wodę ;) Baza, bardzo fajnie utwardza paznokcie, stają się one mocniejsze, nabierają również pięknego zdrowego blasku :) Jako top, ten produkt również sprawdza się świetnie, bo lakier jest na moich pazurkach już ponad dwa tygodnie i nadal jest w bardzo dobrej kondycji.













Trwałość, naprawdę mnie zaskoczyła, po pierwsze zero odpysknięć, czy pęknięć na lakierze. Kolor nadal jest pełny blasku, zero zmatowień i przetarć. Minimalnie zdarte końcówki, ale uważam to za normalne, przy codziennych czynnościach i pracy przy komputerze. Wybaczam i nawet się nad tym nie zastanawiam :) Manicure jest w stanie idealnym, wiadomo, że widoczny staje się odrost, ale po takim czasie to też oczywiste. 











Kolor, jaki przyszło mi testować, to bardzo dostojny czerwony-burgundowy. Kolor tak niesamowicie kobiecy i jesienny zarazem, że nie mogłam sobie odmówić przyjemności noszenia go :) Pomimo tego, że mam teraz krótkie paznokcie, dłonie wyglądają na zadbane i prezentują się bardzo elegancko.




Mój lakier, pochodzi z serii Shellac, a  jego kolor to nr 80525KLIK W ofercie marki, znajdziecie przeróżne lakiery, akcesoria, oraz całe zestawy startowe. Cena lakieru to 29,99zł Czyli jak w przypadku, większości firm, oferujących hybrydy.













Jestem bardzo zadowolona z tej przygody, kolor piękny i głęboki, trwałość naprawdę imponująca. Baza jest świetna, ponieważ bardzo utwardza paznokcie, o to mi chodziło, bo ostatnio nieco osłabły. Dzięki hybrydom nie łamią się już tak bardzo i mam nadzieje, że niebawem wrócę do migdałków :) Uwielbiam ten kolor za swoją dostojność i uwielbiam ten blask, który nie słabnie od ponad dwóch tygodni. Plus za brak uczuleń, czy podrażnień. Mam ogromną ochotę, poznać inne kolory i pewnie niebawem pokuszę się o jakieś zamówienie ;) 








Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger