LIKE A DREAM - ShinyBox sierpień 2016

LIKE A DREAM - ShinyBox sierpień 2016


Po raz pierwszy w moje ręce, trafiło pudełko ShinyBox, oczekiwania budziły tylko moją ciekawość i ekscytację. Wreszcie pudełko do mnie trafiło i  muszę przyznać że od razu mnie zauroczyło. Piękna, szata graficzna, sprawiła, że na mojej twarzy już pojawił się uśmiech, a potem było tylko lepiej :) 
















Wewnątrz pudełka, znalazłam bardzo urozmaicone kosmetyki i właściwie mogę powiedzieć, że zawartość, stanowi super bazę w każdej kosmetyczce!



Zacznę od marki Stenders, z którą spotykam się po raz pierwszy. Ale coś czuję, że nie po raz ostatni... Krem ma fantastyczny zapach, lekko owocowy-lekko perfumowany. Jak dla mnie zapach bajeczny i długo utrzymujący się na skórze, to mi się podoba. Poza tym lekka i szybko wchłaniająca się konsystencja i przyjemne uczucie nawilżenia. Jestem jak najbardziej na tak i mam ochotę na więcej produktów tej marki :)










Mam dla Was rabat, na zakup produktów marki STENDERS na hasło "BERRY", otrzymacie aż 30% zniżki!!! Rabat jest wązny do 30.09.2016










Kolejny produkt to miniatura szamponu marki O'Herbal. Trafiła mi się wersja na objętość włosów, akurat tego nie potrzebuję, ale na wyjazdy ta miniatura bardzo mi się przyda. Szczególnie, że mam z tej serii szampon z lnem i sprawdza mi się rewelacyjnie.










Pozostając w temacie włosów, marka Joanna przygotowała dla nas kokosową odżywkę do włosów, zamiennie z masełkiem na przesuszone partię ciała. Ciesze się, że trafiłam na odżywkę, bo tego typu produkty, zawsze są mile widziane w mojej łazience. Co mogę powiedzieć, to to, że maska pachnie bajecznie, nie jest to sztuczny i chemiczny zapach, więc sądzę, że spodoba się wielu z nas :) 









Żel pod prysznic dla skóry wrażliwej marki Biały Jeleń, który od razu skradł mój mąż Boryka się on bowiem z problemem przesuszonej, wrażliwej skóry. Chętnie zatem testuje wszelkiego typu produkty, które mają złagodzić ten problem. Jestem ciekawa jaką opinie wyda :) 









Coś dla mnie, czyli krem do twarzy z witaminą C, marki Mincer Pharma! Witamina C, to mój ulubiony składnik w kosmetykach, nie mogę się doczekać efektów, a  obietnice są spore, Redukcja przebarwień, przyda się po lecie idealnie!











Na sam koniec, garść witamin, by zadbać o siebie również od środka. Osobiście, często sięgam po tego typu suplementy, szczególnie w okresie jesiennym, aby nie dać się żadnym infekcją :) 









Jestem bardzo zadowolona z zawartości pudełka, jak na pierwszy raz, wręcz jestem oczarowana. Wykorzystam wszystkie produkty, bo są one tak dobrane, że pasują każdej cerze i w każdym wieku. Krem do rąk, już zajmuje miejsce w torebce, szampon pojedziemy ze mną na weekend, a żel pod prysznic powędrował do męża. Fajna sprawa, a dodatkowo zostawiłam sobie pudełeczko, które świetnie się sprawdzi do przechowywania moich małych skarbów :) 








Pudełeczko, można nabyć w cenie 49 zł, abo wymienić za 100 punktów, uzyskanych z poleceń i ankiet :) A co WY sądzicie o tym pudełku, podoba Wam się?! :) 





Moi słoneczni sprzymierzeńcy marka Kolastyna

Moi słoneczni sprzymierzeńcy marka Kolastyna



Lato powoli się kończy, choć ja wcale nad tym nie ubolewam. Kocham jesień i nic tego nie zmieni! Ale jak przystało na porę letnią i ja dałam się  ponieść szaleństwu. Podczas urlopu opalałam się z największą przyjemnością :) Mam jasną karnację, więc z opalaniem muszę uważać, ale kiedy moja skóra jest dobrze chroniona, to i opalenizna przybiera piękny złoty odcień, a to jest zawsze mile widziane :) W tym roku nad mądrym opalaniem pieczę sprawowała marka KOLASTYNA, którą pamiętam z czasów mojego dzieciństwa :) Wniosek jest jeden, dobre rzeczy nigdy nie wychodzą z mody ;) 







Uwielbiam beztroskie chwile z książką, chłodną lemoniadą i z przyjemnym ciepełku na skórze... Jednakże zawsze dbam o to, aby skórę odpowiednio przygotować i zabezpieczyć przed szkodliwym działaniem promieniowania. Trzeba mieć odrobinę wyobraźni i warto pamiętać, że nasze zdrowie jest najważniejsze, kolor skóry jest gdzieś daleko w tyle :) 









Podczas mojego urlopu, korzystałam z wielu produktów. Osobiście preferuję olejki, ale dla męża zawsze lepiej sprawdzają się wszelkiego typu balsamy i mleczka. A na samym początku najczęściej sięgamy po produkty dla dzieci, mają one bowiem wyższe filtry. Lepiej zapobiegać, niż... spędzić urlop z kefirem na plecach ;) 









Początkowo, zaczynam od najwyższych faktorów i z biegiem dni oraz wraz z pojawieniem się opalenizny zmniejszam filtr, aby moja skóra przybrała piękny, złocisty odcień. Szczególnie lubię mieć opalone nogi, wiadomo wyglądają wtedy smuklej ;) Jednakże nigdy nie wychodzę na słonce bez żadnego zabezpieczenia!










Bardzo umiłowałam sobie olejek o filtrze 20. Niesamowity zapach, łatwość aplikacji poprzez atomizer, bardzo przyjemne nawilżenie i natłuszczenie skóry, co wizualnie  potęguje efekt opalenizny ;) Od dawna lubię olejki i sięgam po nie z największą przyjemnością, Fakt, czasami bywają problematyczne, ale ja i tak nie przestanę ich używać. Natomiast mój mąż, nigdy w życiu nie sięga po olejek, więc gonie go po plaży z buteleczką mleczka, które pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy to malowałam wesołe słoneczka na plecach taty :) 










Na uwagę zasługuje również emulsja do opalania z filtrem 20, która dodatkowo wzmacnia i przyspiesza opaleniznę, jest to świetne rozwiązanie, kiedy nasza skóra już jest muśnięta słońcem i chcemy aby nabrała pięknego odcienia i byłą ujednolicona. Ponadto ten kokosowy, tropikalny zapach. Oj, chyba już zawsze będzie mi się bardzo przyjemnie kojarzył :) 









A po opalaniu, chodząco- kojący balsam i nie ma mowy o pieczeniu, schodzącej skórze, bólu i nieprzespanych nocach! Wakacje powinny być szczęśliwe i beztroskie i moje własnie takie były :) 


Przyjemnie wraca się z wakacyjną opalenizną, ale warto pamiętać, że nasze zdrowie jest na pierwszym miejscu!!! Niebawem przedstawię Wam sposób na to, jak zatrzymać wakacyjną opaleniznę na dłużej. Do następnego :) 





Davidoff Cool Water Woman- krystaliczny powiew świeżości

Davidoff Cool Water Woman- krystaliczny powiew świeżości



Perfumy, to mój mały nałóg, nie potrafię sobie odmówić, zakupu kolejnego, małego flakoniku. Przywiązuję dużą wagę do zapachu, pozwala mi on zapamiętać osoby, wydarzenia i miejsca. Często potrafię odwrócić za kimś wzrok, a raczej nos, bo tak urzekł mnie zapach jego perfum :) Śledzę nowości, ale chętnie wracam do klasyków i ulubieńców sprzed lat. Właśnie takim zapachem jest dzisiejszy bohater Davidoff Cool Water, Jaki on jest i dlaczego do niego wróciłam? Zapraszam dalej :)










Cool Water, marki Davidoff, to klasyk, który używałam będąc jeszcze w liceum.Chyba dlatego mam do nich taki sentyment. Ale nie tylko w tym rzecz. Zapach jest idealny na lato i towarzyszące mu upały. Spryskując nim ciało, czuje się jak na plaży, otulona morską bryzą. Coś fantastycznego!!!!









Butelka, bardzo prosta i minimalistyczna, wyróżnia się jedynie kolorem. Bardzo wakacyjnym i wodnym :) Perfumy, występują w różnych pojemnościach, ja mam wersję 100 ml ich cena to 97,46 na stronie Iperfumypl




NUTY ZAPACHOWE:




Głowa

pigwa, czarna porzeczka, cytryna, ananas, lilia, melon, lotos, Kosmetyki - pędzle, aplikatory i akcesoria-szczoteczka do brwi

Serce

róża, lotos, jaśmin, grzybień północny, konwalia, głóg, miód

Podstawa

drzewo sandałowe, mailna, piżmo, fiołek, wanilia, brzoskwinia, jeżyny, wetiweria







ZAPACH:
Davidoff Cool Water Woman to kwiatowy zapach dla kobiet pełen czystości i siły. Perfumy, które zainspirowane są świeżością najbardziej krystalicznych wód  na świecie, cieszą się ogromną popularnością już od 1996 roku. Wypróbuj połączenie róży i jaśminu w kombinacji z soczystymi cytrusami i arbuzem. Kobiecego charakteru nadają zapachowi nuty kwiatu lotosu, konwalii i lilii wodnej. Zaczerpnij energii wodnego żywiołu. Zakochaj się w krystalicznie czystych perfumach Cool Water Woman.






Mój zapach... Jako nastolatka,stawiałam na subtelne, delikatne zapachy, takie, które nie będą zwracały na siebie większej uwagi... Takie było założenie, ale okazało się zupełnie inaczej. Po pierwsze już wtedy wiele osób pytało mnie czym pachnę, Po drugie, ten zapach tak zapada w pamieć, że po tylu latach, postanowiłam do niego powrócić. Zatem teoria z nie rzucaniem się w nosy odpadła :) 






Za co go kocham?

Zapach jest niezwykły, łączy w sobie tak fajne nuty, że to po prostu musiało się udać :) Cool Water, jest delikatny, eteryczny, ale jednocześnie intensywny i zapada w pamięć. Kiedy go już poznacie, nie pomylicie go z niczym innym. Zapach jest bardzo czysty i świeży. Jest jak mroźny poranek w  górach, jest jak nadmorska bryza, jest jak łyk zimnej wody... Pobudza, odświeża i dodaje energii. Jest zarówno słodki jak i kwaśny (cytrusowy). Pasuje na randkę, noszony ze sukienką, oraz na co dzień kiedy biegamy w dresie. Zapach ten, jest fantastyczny na upalne dni, daje lekki efekt zmrożenia, ochładza, rozgrzaną skórę. Pomimo tego, że to zapach kwiatowo- cytrusowy, nie ulatnia się, jest bardzo trwały i czuję go na sobie cały dzień. Użyty na odzieży, pachnie do następnego prania. Kiedy go noszę, dostaję dużo zapytań, co to takiego?! Generalnie zapach dla każdego, ale z dużym naciskiem na okres wiosna-lato! Dzięki swoich odświeżająco- chłodzącym właściwością :) Davidoff Coll Water, występuję również w wersji dla mężczyzn. Fajny duet w łazienkowej szafce ;) Polecam Wam zapoznanie się z tym zapachem, ale podejrzewam, że większość go doskonale zna, bo to już parzcież zapach- legenda!!! 



Moje pierwsze własnoręcznie zrobione hybrydy Cosmetics Zone

Moje pierwsze własnoręcznie zrobione hybrydy Cosmetics Zone


Hej Kochane!
pora na nowości i zmiany! Od dawna nosiłam się z zamiarem, aby samodzielnie wykonać manicure hybrydowy w zaciszu swojego domu. Do tej pory, miałam hybrydę zaledwie kilka razy i zawsze udawałam się w tej sprawie do kosmetyczki. Postanowiłam spróbować, a skoro od października, hybryda stanie się tematem moich zajęć w szkole, uznałam, że warto poznać temat nieco wcześniej. Poza tym, wszyscy wkoło kuszą mnie wspaniałymi kolorami i wzorkami i troszkę tego pozazdrościłam. Oczywiście, póki co nie spodziewajcie się cudów w moim wykonaniu :) Dopiero stawiam pierwsze kroki, więc i manicure jest klasyczny i prosty :) Jakie są moje wrażenia i odczucia? Zapraszam dalej :)









Pewnego pięknego dnia, usiadłam i postanowiłam zamówić lampę i resztę niezbędnych akcesoriów i chemikaliów, jak nazywam aceton i odtłuszczacz :) Pilniki, bloczki i radełka. Wszystko to trafiło do mojego koszyka i zaczęła się zabawa :) Lakiery pochodzą ze sklepu Cosmetics Zone. Cała reszta od przypadkowego sprzedawcy na allegro.










TOP I BAZA TO PODSTAWA!!! 

Bez tych dwóch produktów, cała zabawa nie ma najmniejszego sensu. Słyszałam o produktach 2w1, ale póki co używam osobnych produktów i jestem z nich zadowolona, Podoba mi się, że pojemność  bazy i topu jest większa niż w przypadku lakieru! 7 ml i 15 ml. 








W przypadku tych produktów, przeszkadza mi zapach, jest bardzo mocny i tak bardzo chemiczny. Kto używał wysuszacza Seche Vite, ten wie, co mam na myśli. Na szczęście, ten zapaszek, wyczuwalny jest tylko w chwili aplikacji na płytkę.





KOLOROWA RADOŚĆ!

W kwestii wyboru kolorów, postawiłam jak zawsze na klasykę. Uwielbiam jasne, cieliste odcienie, które wyglądają schludnie i skromnie. Lakier nr 1 Malaga. Szarość, to podstawa mojej garderoby, uwielbiam nosić ją także na paznokciach, lakier nr 5 Platinum Grey. a na chwile szaleństwa, intensywna fuksja, która uwielbia blondynki, lakier nr 013 Fuchsia.




























Na pierwszy ogień, poszła szarość, która ma idealny odcień! Kolor, ma w sobie domieszkę błękitu ,jest bardzo elegancki i ładnie prezentuje się na krótkich paznokciach.














Wybaczcie mi wykonanie, ale jak na pierwszy raz i tak jestem z siebie dumna! Musicie wiedzieć, że jestem totalnie roztrzepanym osobnikiem i nie potrafię bawić się godzinami z pazurkami :) Obiecuję, że się poprawię i będzie coraz fajniej :) 










Jestem bardzo zadowolona z efektów! Paznokcie niesamowicie lśniły, nawet przed nałożeniem topu. Z nim, lśnią jak miliony monet ;) Jestem zadowolona z lakierów, tworzą równomierną taflę, nie spływają, nie robię prześwitów, wystarczą dwie bardzo cieniutkie warstwy, żeby pokryć całą płytkę. Utwardzałam je w lampie 2 min i efekt był zadowalający, wszystko zastygło, nic się nie lepiło, lakier się nie zmarszczył, nie powstały też żadne niechciane bąbelki. Fakt, sam proces w lampie, mnie nieco nuży, ale jak pomyślę. że to raz na jakiś czas, dam radę ;) Jestem zadowolona z trwałości, piorę, sprzątam, gotuję... Nie chronię i nie oszczędzam paznokci, a manicure jest w nienagannym stanie, Nie wiem ile wytrzyma, ale póki co jest idealnie! Polubiłam to, choć opierałam się bardzo długo. Teraz, mam ochotę na kolejne kolorki z mojej małej kolekcji :) Mniemam, że to uzależniające i z czasem, zapragnę mieć każdy kolor tego świata :) Jestem bardzo zadowolona z tych produktów, trwałość, jakość, cena wszystko na plus, polecam Wam spróbować. Na stronie Cosmetics Zone, znajdziecie całą gamę kolorów, oraz niezbędne akcesoria. Ja sama ma w planie, zakup jesiennych kolorów i kilka pyłków do ozdabiania. Mam tylko problem ze skórkami, które od zawsze żyją własnym życiem, proszę polećcie mi coś skutecznego :) Buziakiiii :) 








NOWOŚCI!!! Zmywacze do paznokci Sensique o egzotycznych zapachach

NOWOŚCI!!! Zmywacze do paznokci Sensique o egzotycznych zapachach



Hej Kochane,
mam do Was nowinę, w drogeriach NATURA, pojawiła się nowa odsłona popularnych zmywczy do paznokci! Marka, poszerzyła swój asortyment o egzotyczne zapachy, idealne do przywołania wakacyjnych wspomnień :) W ofercie, znajdziemy takie zapachy jak: kiwi, winogrona, mango, orchidea i magnolia. W ofercie, pojawił się także niezwykły produkt, zmywacz do hybryd... tego ostatniego jestem szczególnie ciekawa.. Ponieważ od dzisiaj, dokładnie od dzisiaj zaczynam swoją domową przygodę z hybrydami :)  Zmywacz, to rzecz niezbędna w każdym domu, zatem mam nadzieje, że te nowości Was zainteresują :) 








Sensique to marka skierowana do każdej kobiety ceniącej naturalne piękno 

i dostrzegającej je u innych. Przez ponad 10 lat obecności na polskim rynku zdobyła uznanie rzeszy konsumentek w różnym wieku. Linia obejmuje szeroki wybór produktów do makijażu twarzy, m.in. podkłady, matowe i perłowe cienie do powiek, pomadki, pudry, bronzery, czy tusze do rzęs. W serii także lakiery do paznokci o wysokiej trwałości wyposażone w wygodne pędzelki, które zarówno pokryją płytkę jednolitą warstwą lakieru, jak i nadają się do tworzenia wzorów na płytce.


Asortyment uzupełnia odświeżona linia zmywaczy do paznokci w poręcznych opakowaniach, również z aplikatorem z pompką. Dostępne w pięciu oryginalnych zapachach: kiwi, mango, winogrona, orchidei i magnolii. Wzbogacone są o składniki odżywcze, m.in. o prowitaminę B5 czy wyciąg z aloesu. Działają ochronnie 




           KWIAT MAGNOLII

Zmywacz bezacetonowy o intensywnym zapachu kwiatu magnolii. Zawiera keratynę, która wzmacnia paznokcie i uodparnia je na czynniki zewnętrzne, oraz kompleks witamin A+E 


Pojemność: 60 ml, cena: 2,59 zł





                                                                                            KWIAT ORCHIDEI 


Pielęgnacyjny zmywacz o zapachu kwiatu orchidei, cennego źródła polifenoli i wielocukrów. Zawiera łagodzący podrażnienia aloes i prowitaminę B5, która poprawia nawodnienie paznokci i wzmacnia ich elastyczność. Przeznaczony do zmywania paznokci sztucznych i naturalnych, nie zawiera acetonu. Skutecznie usuwa nawet ciemne emalie. 






KIWI

Zmywacz wzbogacony o glicerynę i lanolinę – składniki o wysokich walorach pielęgnacyjncych.  Posiada świeży, słodko-kwaskowaty zapach bogatego w witaminy i składniki odżywcze owocu kiwi.  Przeznaczony jest do paznokci naturalnych, skutecznie i szybko usuwa emalię z powierzchni płytki.






WINOGRONA

Zmywacz o przyjemnym zapachu soczystych winogron. Zawiera olej arganowy, który odżywia i wzmacnia paznokcie, a przy tym odpowiednio je natłuszcza. Przeznaczony jest do paznokci naturalnych.

W ofercie także produkt bez acetonu, przeznaczony do zmywania paznokci naturalnych i sztucznych. Doskonale radzi sobie nawet z ciemnymi emaliami.




Pojemność: 200 ml, cena: 9,99 zł, opakowanie z pompką.





MANGO

Zmywacz o słodkim zapachu egzotycznego owocu mango, który przywoła wspomnienie gorącego lata. Odpowiedni dla osób dbających o piękny wygląd paznokci. Zmywacz bezacetonowy skutecznie usunie emalię z paznokci naturalnych i zadba o ich zdrowy wygląd. Zawiera kompleks witamin A+E+F,




na sam koniec, przełomowy zmywacz do hybryd!!!





W ofercie także zmywacz do lakieru hybrydowego z acetonem. Aby usunąć emalię z powierzchni płytki należy nasączyć wacik, przytrzymać na paznokciu i delikatnie zetrzeć lakier. Dostępny w opakowaniu z pompką.



Pojemność: 200 ml, cena: 9,99 zł






Który kolor i zapach, najbardziej Was kuszą? Ja uwielbiam Mango, zatem sięgnę po ten wariant :) Zapraszam Was serdecznie do drogerii Natura, wkrótce kolejne nowości :) 
Ingrid - Profesjonalny puder bambusowy

Ingrid - Profesjonalny puder bambusowy



Jako posiadaczka cery mieszanej, miewam problematyczną strefę T. Aby zachować estetyczny i nienaganny makijaż zawsze sięgam po puder matujący. Bez tego kroku, czuję, że makijaż jest niekompletny i przede wszystkim nietrwały... Uwielbiam naturalny blask i efekt rozświetlonej skóry, pod warunkiem, że jest to zamierzone i kontrolowane. Inaczej sprawy się mają, kiedy po prostu nasza cera robi co chcę, a my tego nie korygujemy :) W swojej historii makijażówej, przeszłam przez ogrom pudrów. Jedne były warte ceny i zachodu, inne nie robiły zupełnie nic. Dzisiaj przybliżę Wam puder bambusowy marki INGRID, który testuję już jakiś czas :)








Z marką Ingrid, spotkałam się już kilka razy, uwielbiam ich bazy pod makijaż. Robią co do nich należy, a ich cena jest niezwykle przyjemna. Kosmetyki tej marki, znajdziecie w osiedlowych drogeriach, oraz online :) 






Profesjonalny, sypki puder bambusowy Ingrid idealnie wygładza skórę, gwarantując wysoki  stopień jej zmatowienia. Zawarte w składzie proteiny jedwabiu nawilżają i wygładzają skórę, optycznie zmiękczają rysy twarzy oraz zmniejszają widoczność zmarszczek. Puder gwarantuje wykończenie makijażu, bez bielenia skóry.
Produkt przeznaczony do każdego typu cery, szczególnie wrażliwej, mieszanej i przetłuszczającej się.


Puder, przychodzi do nas, zapakowany w czarny błyszczący kartonik z białymi napisami, wszystko jest bardzo eleganckie i przyjemne w odbiorze. Pudełeczko z pudrem o pojemności 10g jest przezroczyste, dzięki temu mam kontrolę nad tym, ile produktu zostało nam w opakowaniu. Słoiczek, posiada typową solniczkę, przez którą wydobywa się puder. 





Puder jest bardzo drobnozmielony, przez co jest niesamowicie delikatny i praktycznie niewidoczny na cerze. Nie tworzy efektu maski i nieestetycznej skorupki, nie robi nam efektu ciastka na twarzy. Współgra z każdym podkładem jaki posiadam, a  także z azjatyckimi kremami BB. Nie bieli twarzy, przez co nadaje się do robienia sesji zdjęciowych....






Jak wiadomo, puder sypki, się pyli! Nie ma sensu czarować, że ten jest inny, bo tak nie jest. Oczywiste jest, że przy nabieraniu nadmiar tworzy obłoczek pudrowości, ale kto używał, ten wie : o czym mówię. Najważniejsze jest to, że puder nie zapycha porów, nie uczula i nie podkreśla suchych skórek na naszej twarzy.






Jestem zadowolona z tego produktu, ładnie współgra z moimi podkładami. Nie robi efektu ciastka, nadaje się także nałożony lekką warstwą do utrwalenie korektora pd oczami. Utrzymuje dobry mat, ale nie jest to płaska maska, pozbawiona życia. Puder nie bieli, nie zmienia koloru, oraz właściwości podkładu. Przyjemnie i dość długo utrzymuje mat na mojej strefie T. Nie zapycha i nie podkreśla suchości. Jest to bardzo dobry puder i nie odstaje niczym od pudru Make Up For Ever, Z moich obserwacji, wynika, że puder utrzymuje mój makijaż około 6-7 godzin w stanie bardzo dobrym. Później makijaż, zaczyna zanikać. Dla mnie to dobry wynik i całkowicie mnie zadowala. Polecam Wam ten produkt, jest bardzo wydajny, spełnia swoje zadanie, a do tego cena jest równie kusząca :) 






Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka All in One Snail Repair Cream

Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka All in One Snail Repair Cream



Dzisiaj, nadszedł czas, aby zrecenzować kolejny azjatycki kosmetyk, jaki mam w swojej kosmetyce. Tym razem marka Mizon, czyli bardzo popularna w internecie marka, prosto z Korei :) Coraz częściej sięgam po produkty z Azji, po pierwsze mnie fascynują, a po drugie, widzę ich niesamowite działanie na mojej skórze. Mam na oku jeszcze kilka produktów, oraz kilka w fazie testów, więc przez najbliższy czas, nie zabraknie postów o tej tematyce. A jak spisał się słynny ślimaczkowy krem od Mizon? Zapraszam dalej  

















Mizon Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka, słów kilak od producenta:






"Silnie regenerujący krem do twarzy i dekoltu. Zawiera aż 92% filtratu ze śluzu, adenozynę, peptydy i witaminy. Bez barwników, substancji zapachowych i parabenów, idealny do wrażliwej skóry. 
Rozjaśnia przebarwienia, wspomaga regenerację blizn i skaz.zmniejsza pory, przeciwdziała starzeniu się skóry, działa ujędrniająco i przeciwzmarszczkowo. Odmładza zmęczoną skórę przez zwiększenie produkcji kolagenu oraz poprawę elastyczności. Doskonale nawilża, tworząc barierę ochronną dla szkodliwych składników z zewnątrz."





Krem, przeszedł do mnie dobrze zapakowany i zabezpieczony, mam gwarancję, że nikt go wcześniej nie otwierał, a to bardzo istotne. Opakowanie, jest minimalistyczne, zachowane w kolorach brązu i bieli. Na kartoniku, znajdziemy informacje w języku angielskim i koreańskim... Ale na stronie sklepu SACHI, znajdziemy polski opis produktu. Warto zapoznać się z tym przed użyciem. Bo w przypadku tego kremu, musimy pamiętać, aby omijać okolice oczu!!! Tubka jest bardzo lekka, ma higieniczny aplikator, dzięki temu dozujemy optymalną ilość kremu. Niestety szybko się ściera i nie widać ile produktu jeszcze nam pozostało. Pojemność to 35 ml.








ZAPACH:
Krem jest całkowicie bezzapachowy, mnie to absolutnie nie przeszkadza i sądzę, że takie rozwiązanie przypadnie do gustu nie tylko wrażliwcom, ale i każdej fance naturalnej pielęgnacji. 



KONSYSTENCJA:
jest dosyć specyficzna, ale chyba nie się czemu dziwić, skoro krem zawiera aż 92% śluzu ślimaka... Zatem konsystencja, musi być nieco inna, niż w przypadku zwykłego  kremu. Po wydobyciu kremu z tubki, widzimy, że ma on pół transparentny biały kolor... 






Sama formułą kremu jest specyficzna, ponieważ krem lekko się klei i ciągnie. Nie jest to jednak efekt gumy do życia, po prostu przed pierwsze sekundy, czujemy coś lepkiego na twarzy. Przy pierwszych aplikacjach , denerwowało mnie to, kiedy przywykłam nie robiło to na mnie żadnego wrażenia... Wszystko to przez śluz ślimaka i tyle. Trzeba się po prostu przyzwyczaić :) 







Po rozsmarowaniu kremu staje się  praktycznie niewyczuwalny na twarzy. Nie ściąga naszej cery, nie zakleja jej niczym folia spożywcza. Jest bardzo delikatny i lekki, a wchłania się niemal błyskawicznie! Od razu możemy wykonywać makijaż. Nie zauważyłam, żeby krem źle wpływał na używane produkty, a używam różnych kosmetyków.







Stosowanie:
krem używam dwa razy dziennie. A testowałam go namiętnie przez około dwa miesiące. To był jedyny krem, jaki zabrałam ze sobą na urlop, także sporo zaryzykowałam, biorąc w drogę nieznany mi krem. Ale było to celowe zagranie. Skóra przy zmianie klimatu, wody i diety może się zmieniać, poza tym słońce i inne czynniki atmosferyczne nie ułatwiają sprawy. Pomyślałam, że krem będzie miał co robić i ocenię go pod każdym możliwym względem :) 












DZIAŁANIE:
uznałam, że skoro to krem wielofunkcyjny, sprawdzi się idealnie na wszelkie problemy mojej mieszanej cery! Oczekiwałam rozjaśnienia, wyrównania kolorytu, ujędrnienia oraz zniwelowania zmian i zaskórników... Co się zmieniło przez ten cały czas... Zmieniła się moja twarz i to w ogromnym stopniu. Po pierwsze krem, fantastycznie i długotrwale nawilża. Radził sobie z przesuszoną i poparzoną przez słońce skórą. Dawał przyjemne uczucie ukojenia i świetnie regenerował mój upieczony na różowo nos. Byłam pewna, że odpadnie mi cały nos, nie tylko skóra... Ale krem dał radę i bardzo wyciszył tę całą sytuację, ratując mnie :) Był kerem, który stosowałam nawet kilka razy w ciągu dnia, zawsze kiedy potrzebowałam nawilżenia, czy ukojenie. Stosując go w ten sposób, nawet nie zauważyłam kiedy... moje zaskórniki zaczęły znikać, a cera stawała się bardziej jędrna i gęsta... Moja cera, zaczęła wygląda rewelacyjnie i pomimo wysypu piegów, co było nieuniknione, wyglądała nieskazitelnie. Odstawiłam prawie na 1,5 miesiąca makijaż. Cieszyłam się tym jak moja cera wygląda i jak ja się z tym czuję :) Z urlopu przywiązałam opaleniznę i piegi... zatem, chciałbym się ich pozbyć, ale postanowiłam z tym zaczekać do jesieni.... Przez ten cały czas, stosowałam praktycznie cały czas krem Mizon i co się okazało, piegi zaczęły znikać, a cera rozjaśniała, rozpromieniała... Nie wiem, jak to opisać, ale nawet ludzie, którzy mnie na co dzień otaczają mówili, że wyglądam bardzo promiennie. (Przypominam, że nie malowałam się w tym okresie) Kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że to nic innego jak ten ślimaczkowy krem. Szczerze przyznaję, że nie wierzyłam do końca w działanie tych kremów... I teraz bije się w pierś. Krem działa REWELACYJNIE!!!! Na plus oczywiście to , że nawilża i koi, ale też przyspiesza regenerację (mój spalony nos) Radzi sobie ze zmianami, w dużym stopniu wyeliminował zaskórniki, a  niedoskonałości pojawiały się znacznie rzadziej. Cera, stała się bardziej jędrna i mocniejsza. Wydaje mi się, że moja zmarszczka na czole (spadek po tacie) nieco złagodniała :)  Ale co najważniejsze, to to, że krem rozjaśnia, ujednolica, sprawia, że skóra wygląda bardzo świeżo i młodo, A na to zawsze jestem bardzo łasa! Odstawiłam makijaż i czułam się tak rewelacyjnie we własnej skórze, uznałam więc, że właściwie ja już go nie potrzebuję :) A to wiele mówi o tym jak krem zadziałał i jak zmienił moją skórę. Krem nie zapycha, nie ściąga mojej cery, nie podrażniał jej w żaden sposób. Sadzę, że to krem dla każdej cery, potrzebującej wzmocnienia i odżywienia! Powoli dobijam dna i myślę o zakupię kolejnego podobnego kremu, może teraz postawię na serum?! :)










Jeżeli macie różne niedoskonałości, pragniecie zregenerować, nawilżyć lub uspokoić Waszą cerę, serdecznie polecam Wam ten krem. Kiedy przywykniecie to konsystencji i będziecie systematyczne, pewnego dnia odkryjecie w lustrze nową siebie. Nie wierzyłam dopóki nie spróbowałam i teraz wiem, ile straciłam nie używając tego typu kremów wcześniej. Mam jednak nadzieję,  że nie jest za późno i jeszcze zdołam cofnąć czas ;) Krem, znajdziecie w sklepie internetowym SACHI







Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger