Maybelline SuperStay Matte Ink

Maybelline SuperStay Matte Ink



O pomadkach Super Stay Matte Ink, zrobiło się bardzo głośno, głównie za sprawą filmików na YT, które czasami oglądam. Każda z nas marzy o pomadce, która przetrwa z nami cały, intensywny dzień i pozostanie na ustach w nienaruszonym stanie. Chcemy czuć się komfortowo i pewnie w każdej sytuacji, czy jest to spotkanie służbowe, randka, albo wypad na zakupy do galerii handlowej. Żadna z nas nie chce przykrej niespodzianki, w postaci migrującej szminki, lub takiej która nieestetycznie osadza się na zębach. Super Stay Matte Ink, miało być pomadkowym spełnieniem snów, czy aby na pewno tak jest?! 













Zacznę od opakowania, które jest bardzo minimalistyczne i przez to eleganckie. Kolory opakowania, teoretycznie mają odpowiadać kolorowi pomadki. Niestety nie z każdym odcieniem się to udało, zwróćcie na to uwagę, szczególnie jeśli planujcie zakupić pomadkę online. Pojemność to 5ml, ale jestem przekonana, że ta pomadka wystarczy na bardzo długi czas. Cena to ok 30, możecie ją zamówić np w sklepie Iperfumy












Aplikator, był dla mnie sporym zaskoczeniem, ma kształt łezki z dziurką w środku. Nabiera optymalną ilość produktu, i wystarczy dosłownie jedna porcja, aby pokryć usta jednolitą warstwą koloru. Co mi natomiast przeszkadza to fakt, że aplikator jest bardzo sztywny i twardy. Fakt, pomaga to wyrysować idealny kształt ust, bez sięgania po konturówkę, ale mimo wszystko aplikacja nie jest dla mnie mega przyjemna i komfortowa. 









Natomiast kolor na jakiś się zdecydowałam w pierwszej kolejności to nr 10 DREAMER, który jest idealnym odcieniem brudnego różu, idealnie sprawdzi się w roli pomadki dla Panny Młodej. Kolor jest bajeczny, brudny, dosyć chłodny róż, który wydobywa z nas naturalne piękno, ożywia cerę i dodaje świeżości. Ciesze się, że udało mi się upolować, bo ten kolor jest niezwykle popularny. Mam ochotę dokupić inne kolory, ale wybór nie jest łatwy, gama kolorystyczna to aż 20 odcieni. 












Pomadka ma bardzo dziwną konsystencję, raczej przywykłam do tego, że pomadki w płynie mają wręcz wodnistą konsystencję, ta pomadka znacząco się różni. Konsystencja jest gęsta i klejąca i to jest jej duży minus. W zasadzie od jej nałożenie, aż do zmycia wyczuwam jak usta się kleją. Jest to dla mnie sporym dyskomfortem i nie lubię tego uczucia. Natomiast nie mogę odmówić pomadce tego, że jest hiper trwała i chyba jest to najlepsza pomadka jaką przyszło mi używać. Wytrzymuje na ustach niemal cały dzień ( napoje, tłuste posiłki, rozmowa i buziaki :) Pomadka wgryza się w nasze usta i jest nie do ruszenia, nie ma siły, aby zniknęła z ust, lub w niekontrolowany sposób wyszła poza kontury naszych warg. Daje mi to poczucie komfortu i pewności siebie w każdej sytuacji. Jeżeli czerwona pomadka ma takie same właściwości, kupuje ją od reki :) Pomadka najlepiej prezentuje się przez okres 6-8 godzin, później już zaczyna znikać od wewnętrznej strony ust. O ile w przypadku jasnych kolorów, jest to wybaczalne, w przypadku bardziej wymagających odcieni, może to być nieco denerwujące i bardziej widoczne. Niestety pomadka nie zniknie z naszych ust tak po prostu. Najlepiej i najszybciej zmywa się ją przy użyciu dwufazowego płynu lub po prostu olejku. Twarda z niej sztuka! Oczywiści tego typu pomadki są wyczuwalne na naszych ustach i potrafią je przesuszać. Warto zadbać o prawidłowe nawilżenie ust oraz  regularny peeling. Pomadka jet bardzo dobra, ale formułą wymaga dopracowania, bardzo życzyłabym sobie, aby efekt klejącej warstwy został w przyszłości wyeliminowany. 










Miałyście okazje używać już pomadek Super Stay Matte Ink? Jakie są Wasze wrażenia i odczucia jej względem? 
AVA ECO LINEA - TONIK REWITALIZUJĄCY I MASECZKA CAŁONOCNA

AVA ECO LINEA - TONIK REWITALIZUJĄCY I MASECZKA CAŁONOCNA



Dzisiaj powracam do kosmetyków AVA, których ostatnio sporo w mojej pielęgnacji. Wszystko to za sprawą linii AVA ECO LINEA, która posiada certyfikat ECOCERT i ma bardzo przyjemne składy. Ostatnimi czasy, znowu sięgam po produkty z "lepszym" składem, czuję że moja skóra tego potrzebuje. Całonocna maseczka oraz rewitalizujący tonik są dzisiejszymi bohaterami wpisy i moimi bohaterami w kategorii pielęgnacja cery.









Zarówno maseczki jak i toniki to kosmetyki, których używam namiętnie i z ogromną przyjemnością. Mam też wobec nich spore oczekiwania. Na szczęście ta seria mnie nie zawiodła, co więcej tak mi się spodobało, że zamówiłam już taki sam zestaw dla mojej mamy. Już Wam opowiadam dlaczego...










Rewitalizujący Tonik Do Twarzy, za zadanie ma przywrócić naszej skórze prawidłowe PH tuż po umyciu twarzy. Ale to nie jego jedyne zadanie. Tonik fantastycznie koi, nawilża, chłodzi i odświeża skórę. Działą antybakteryjnie, dzięki zawartości olejków eterycznych w składzie. Opakowanie jest bardzo fikcjonalne, a pompka otrzymuje ode mnie Nobla. Dozuje bowiem, idealną ilość produktu, tworząc równomierną mgiełkę, która okala całą twarz. Tonik ma przyjemny lawendowo-cytrusowy zapach, który nie powinien przeszkadzać nawet tym osobom, które nie lubią lawendy ( jak ja :)  Skład toniku jest bardzo przyjemny oparty jest na wodzi i hydrolacie z lawendy, zawiera ekstrakty z prawoślazu lekarskiego, z imbiru, z zielonej herbaty oraz rumianku.l Jest niezwykle przyjemny i delikatny, sprawdzi się fantastycznie dla każdego rodzaju cery. 










Całonocna Maska Rewitalizująca- zamknięta w szklanym opakowaniu z pompką, uwielbiam takie rozwiązania. Dzięki przezroczystej butelce, mogę kontrolować zużycie produktu, a dzięki pompce dbam o to, aby bakterie nie dostawały się do wnętrza opakowania. Ponadto, dozuję sobie optymalną ilość produktu, nie marnując go. Zapach maseczki jest również bardzo naturalny, identyczny jak w przypadku toniku. Konsystencja maski jest bardzo kremowa, dosyć gęsta, przez co nie spływa z twarzy i można zająć się innymi czynnościami. 









Maseczka ma równie wspaniały skład oparty na wodzie i hydrolacie lawendowym, ekstrakty z rumianku, imbiru, zielonej herbaty, z prawoślazu lekarskiego, glicerynę, skwalan roślinny, emolient z oliwy z oliwek, wosk z kwiatów mimozy oraz witaminę E. Warto pamiętać, że 99% procent składników jest pochodzenia naturalnego! Maskę stosuję jako ostatni krok wieczornej pielęgnacji. traktuje ją jak krem, tyle, że nakładam jej większe ilości. Na mojej mieszanej cerze, maseczka wchłania się dość długo, dlatego nakładam ją dużo wcześniej niż kładę głowę na poduszce ;) Maska genialnie koi skórę, szczególnie kiedy mam jakieś zmiany lub przesuszenia. Przyspiesza regeneracje i daje ukojenie. Rano skóra jest bardzo dobrze nawilżona i zregenerowana, jest pełna blasku i widocznie wypoczęta. Maseczka mnie nie zapycha, nie powoduje żadnych zmian, ani podrażnień. Stosuje ją dwa razy w tygodniu i muszę przyznać, że jest bardzo wydajna, co oczywiście przekłada się na kolejny plus. 









Oba produkty bardzo mnie zaskoczyły, ogromnie się z nimi polubiłam i sięgam po nie z największą rozkoszą. Moja skóra jest dopieszczona, zregenerowana i ukojona. Obecna pora roku, sprawia, że skóra jest bardziej kapryśna, a te produkty fantastycznie pacyfikują wszystkie jej wybryki. Ta seria ma bardzo dobre składy i to jest widoczne w kondycji naszej skóry. Jestem zachwycona, że AVA tak się rozwija i tworzy tak dobre produkty. Warto je bliżej poznać, bo to prawdziwe perełki. 








Znacie produkty AVA ECO LINEA? Zawracacie uwagę na skład kosmetyków, które stosujecie? 
Halier Fortesse- przepis na zdrowe i mocne włosy. Podsumowanie kuracji

Halier Fortesse- przepis na zdrowe i mocne włosy. Podsumowanie kuracji


Bajka o pięknych, zdrowych i zadbanych włosach w pewnym momencie mojego życia, nie potoczyła się szczęśliwie... Zawsze miałam dużo włosów, które nie sprawiały mi większych problemów. Niestety okazuje się, że wszystko jest do czasu. Zaczęłam nagle gubić ogromne ilości włosów, nie tylko podczas rozczesywania, czy mycia, ale nawet podczas zwykłego przeczesania włosów palcami. Moje włosy były wszędzie, stały się matowe i bardzo osłabione. Postanowiłam sięgnąć do zapasów i przetestować produkty marki Halier Fortesse, które miały mi pomóc i sprawić, że jednak ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie.















Produkty z kolekcji Fortesse to kompleksowa pielęgnacja włosów z tendencją do wypadania. Specjalnie opracowane formuły szamponu i odżywki sprawiają, że włosy są lekkie, lśniące i szybciej rosną.Kosmetyki zapobiegają rozdwajaniu się końcówek i nadmiernemu wypadaniu włosów, głęboko wnikając w ich strukturę oraz regenerując je od cebulek aż po same końce. Produkty nie powodują alergii oraz podrażnień skóry głowy, ułatwiają rozczesywanie i doskonale rozprowadzają się na włosach. Dla optymalnych rezultatów zalecamy stosowanie szamponu, odżywki i serum jednocześnie. Produkty zostały przebadane dermatologicznie.














Od szamponu oczekiwałam przede wszystkim tego, aby dokładnie mył i nie podrażniał skóry głowy. Chciałam aby radził sobie z zanieczyszczeniami, resztkami produktów. Szampon Fortesse zawiera w swoim składzie 12 składników które mają poprawić wygląd i kondycje naszych włosów. Unikalny skład zawiera zestaw witamin i minerałów, które są niezbędne dla zdrowia włosów. Skrzyp polny działa przeciwłupieżowo, nadaje włosom połysk i zapobiega wypadaniu włosów. Witamina B3 nawilża włosy i stymuluje ich wzrost. Ekstrakt z palmy sabałowej hamuje wypadanie włosów. Biotyna zwiększa objętość włosów, wzmacnia zniszczone pasma i sprawia, że włosy są grubsze i bardziej pełne.













Szampon ma postać perłowej emulsji, która się lekko się pieni, roztaczając wkoło cudowny zapach, który relaksuje i koi zmysły. Na pochwale zasługuje także pompka, dzięki której łatwo wydobyć odpowiednią ilość produktu. Szampon  jest bardzo delikatny, nie podrażnia, nie przesusza skóry głowy i nie obciąża. Włosy u nasady były ładnie uniesione. Szampon pięknie domywa włosy, radzi sobie także z rożnego typu olejami. Nie zawiera SLS/SLES  i wzbogacony jest następującymi składnikami aktywnymi: gliceryną, estrami kwasów tłuszczowych z oliwy z oliwek, pantenolem, ekstraktem z palmy sabałowej, ekstraktem ze skrzypu polnego, witaminą B3 i biotyną. Jest wydajny po miesiącu systematycznego użytkowania co 2-3 dni zostało mi go jeszcze ok 1/3 opakowania ( pojemność to 250 ml/ 129 zł )  W moim przypadku, szampon wymaga użycia odżywki, ponieważ są dosyć szorstkie po zastosowaniu samego szamponu. Poza tym od lat, stosuję maski i nie wyobrażam już sobie, aby moja pielęgnacja miała zakończyć się na samym szamponie.











Odżywka Fortesse kompleksowo pielęgnuje włosy. Receptura z formułą Hair Vitality Complex™ przyspiesza porost nowych włosów, zapobiega ich wypadaniu, a dodatkowo nawilża i nadaje im naturalny połysk. Dzięki niej włosy nie elektryzują się, są odżywione i podatne na układanie. Odżywka pielęgnuje skórę głowy, nie obciążając włosów, dlatego możesz nanosić ją bezpośrednio na skórę głowy.Unikalna formuła odżywki Fortesse zawiera zestaw witamin i minerałów, które są niezbędne dla zdrowia włosów. Zawiera aż 15 składników o udowodnionym wpływie na poprawę kondycji włosów. 











Odżywka to kluczowy produkt w mojej pielęgnacji. Bez niej moja rutyna nie jest kompleta. Odżywka Halier, podobnie jak szampon ma wspaniały zapach, na szczęście on utrzymuje się już na moich włosach. Ma przyjemny skład znajdziemy w niej alokohole tłuszczowe, silikony, oleje (rycynowy, słonecznikowy), ekstrakty (ze skrzypu i palmy sabałowej) oraz witaminy (pantenol, biotynę i niacynę, czyli witaminę B3) Stosuję ją na dwa sposoby pierwszy to wmasowanie odżywki w skórę głowy i przeciągnięcie reszty na długość włosów i pozostawienie jej ok 30 min. Drugi sposób to nałożenie maski tylko od połowy długości włosów i pozostawienie jej na 30-40 min. Odżywka ma ten plus, że można nakładać ją na skórę głowy, jest to nawet wskazane. Włosy nie są przetłuszczone, czy przyklapnięte, wręcz przeciwnie. Odżywka ma treściwą konsystencję w postaci białego mleczka, które dobrze trzyma się włosa. W czasie jej stosowania, możemy zająć się innymi czynnościami (uwielbiam takie rozwiązania) Co zauważyłam już przy spłukiwaniu odżywki, to fakt, że włosy stają się aksamitnie miękkie, po szorstkich, matowych kosmykach nie ma śladu. Są jakby pokryte warstwą jedwabiu. Po wysuszeniu włosy są bardzo miękkie i gładkie. Pięknie uniesione od nasady i mają zdrowy blask, co w przypadku włosów blond, nie jest takie oczywiste. Nie miałam większych problemów, żeby rozczesać włosy. Odżywka ma jeden minus, jest jej zdecydowanie za mało... Pojemność 150 ml/ 119 zł przy mojej długości włosów, nie starczyła na pełny miesiąc. Musiałam stosować jej ok 6-8 pompek przy jednej aplikacji. 













Po miesiącu kuracji zauważyłam, znaczną poprawę w wyglądzie i kondycji moich włosów, które z przesuszonych i matowych stały miękkie i znacznie bardziej gładkie i miękkie. Są pięknie uniesione u nasady i znacznie łatwiej się układają. Wypadanie w znacznym stopniu się zmniejszyło i mam nadzieję, że niebawem nie będzie już śladu po tym przykrym okresie w moim życiu. Zadaniem szamponu i odżywki jest wzmocnienie cebulek włosów od zewnątrz Natomiast ja chciałabym rozszerzyć tę kurację i sięgnąć także o bardzo rozsławiony suplement  Hairvity, który za zadanie ma odżywić nasze włosy od środka. 














Zestaw Halier to produkty, które sprawdzą się znakomicie w przepadku włosów nisko i średnioporowatych. Pięknie je dociąża i wygładza. Nadaje im blasku i objętości. To produkty profesjonale, stąd ich dosyć wysoka cena. Jednakże, biorąc pod uwagę to jak działają, warto zainwestować w taką kurację. Jestem bardzo zadowolona, że moje włosy znacznie odżyły i mam nadzieję, że tak już pozostanie.












Czy miałyście już okazję używać produktów Halier Fortesse? Jakie są Wasze odczucia i doświadczenia z ich użytkowania? 
ShinyBox 6 years together – czerwiec 2018

ShinyBox 6 years together – czerwiec 2018



Dzisiaj witam się z Wami kolorowo, a to za sprawą urodzinowego  ShinyBoxa. Pudełko dość wyjątkowe i dużo cięższe niż zazwyczaj, zawdzięczamy temu, że w tym roku marka obchodzi swoje 6 urodziny. Jeżeli ciekawi Was zawartość boxa i moja opinia, zapraszam Was do dalszej lektury ;)













Szata graficzna mnie urzekła, kolorowa i radosna, jak to bywa w urodziny, a sama zawartość bardzo przyjemna :) 













Pierwszy produkt jaki wyciągnęłam z pudełka to szampon nowej, polskiej marki Nutka. Znam tę markę z poprzedniego boxa i przyznaję, że zapachy mają obłędne. Trafiłam na wersję gruszka i bergamotka, także możecie sobie wyobrazić ten aromat (12,99/222ml) 












Kolejny produkt to krem do twarzy marki Kueshi, to kolejna marka, którą poznałam za sprawą Shiny. Wiele produktów tej marki mi się sprawdziło. Jestem zatem bardzo ciekawe, jak sprawdzi się krem z filtrem SPF 50. To krem skierowany do każdego typu cer, szczególnie dla skóry wrażliwej, zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Jeżeli nie będzie mnie zapychał, może okazać się hitem czerwcowej edycji :) ( 63zł/ 35ml) 














Następny produkt i znowu nowość od marki Schwarzkopf. Ten produkt był wymienny, pierwsza opcja to koloryzujący spray do włosów i mój produkt czyli suchy olejek do włosów Got2Be #OhMyNude który ogromnie mnie ucieszył i przyznam, że pierwszy wariant by mnie mocno rozczarował, ponieważ nie lubię takich rzeczy. Producent opisuje produkt jako suchy olejek, więc jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się ma moich wymagających włosach :) (19.99/ 100ml) 












Produkt, który mocno mnie intryguje to płatki kosmetyczne wielokrotnego użytku marki Loffme. Są wykonane z hipoalergicznego materiału, który ma być delikatny nawet dla wrażliwej cery. Jestem niesamowicie ciekawa jak się sprawdzą i czy się sprawdzą?! (19zł/ 4 szt) 











Balsam do ust w sztyfcie od marki Delia (8zł / szt) zawiera w sobie SPF 25 i witaminę E. Na pewno przyda się podczas urlopu













Kolejny produkt do ust to HYPOAllergenic Intense Colour Moisturizing Lipstick czyli pomadka do ust od marki Bell ( 16.99 /szt) To pomadka, która zapewnia pięny, kryjący kolor oraz optymalne nawilżenie naszych ust. To  balsam/masło do ust o pięknym kolorze. Bardzo się cieszę, że trafiło na soczystą fuksję w tym okresie noszę ją bardzo często :) 





















Otrzymałam także dwa produkty marki Efektima, pierwszy z nich to maseczka oczyszczająca (2.28zł /szt) Lubię maseczki glinkowe, zatem z przyjemnością ją zużyję w najbliższym czasie. Kolejny produkt to krem na rozszerzone pory, zapewniający efekt natychmiastowego matu. Może to być ciekawa opcja pod makijaż. 











Produkt, który ucieszył mnie najmniej to antybakteryjne mydło Clean Hands (2.49/ 90g) Trafiłam kiedyś na mydło w płynie z tej serii i zużyłam do ostatniej kropelki, sprawdzało mi się. 











Na koniec coś co uwielbiam i bez czego nie wyobrażam sobie lata ( poza owocami oczywiście) To woda kokosowa, marki Dr. Coco (4,99 /szt) Nic tak nie nawadnia organizmu jak woda kokosowa, ponadto ta jest pyszna. Serdecznie Wam polecam 










Oto zawartość całego urodzinowego boxa. Wartość produktów to ok 210 zł to całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że to w większość produkty pełnowymiarowe. Najbardziej cieszy mnie filtr do twarzy, oraz suchy olejek. Płatki wielokrotnego użytku natomiast niesamowicie mnie intrygują. Poza drobnymi "zapychaczami" z drogerii, uważam, że to całkiem przyjemny  i przydatny box. A co Wam podoba się najbardziej? 




Selfie Project pierwszy raz w mojej kosmetyczce

Selfie Project pierwszy raz w mojej kosmetyczce



Przyznaję się już na początku, że miałam bardzo mieszane uczucia wobec tej marki. Obawiałam się, że to linia wybitnie dla młodej skóry, która boryka się z problemem niedoskonałości cery, zupełnie innymi niż kobieta po 30... Długo czekały w koszyczku na swój czas. Po miesiącu testowania nadszedł czas aby opowiedzieć Wam co o nich sądzę i czy faktycznie to produkty tylko dla nastolatków?!












W moje łapki wpadły trzy produkty łagodny tonik oczyszczający, krem  matująco-wygładzający oraz czarna maska typu Peel-Off. Na początku stwierdziłam, że tonik i czarna maska to produkty dla mnie i zupełnie nie wierzyłam w małą tubkę z kremem Green Detox... Po skończonych testach mam nico inne zdanie niż na samym początku.











Zacznę od toniku, który  zawiera w składzie cynk PCA, kwas migdałowy, oraz wyciąg z japońskiej wiśni. Zacznę od opakowania, które jest bardzo wygodne i poręczne, plus za przezroczyste opakowanie i pompkę, dzięki temu mogę używać tonik jako mgiełkę i sięgać po niego w ciągu dnia. Produkt faktycznie jest bardzo delikatny i łagodny, przyjemnie odświeża i koi moją skórę. Dość dobrze ją także oczyszcza. Bardzo się z nim polubiłam i chętnie po niego sięgałam. Plusem jest także przepiękny zapach. 












Kolejny produkt to krem matująco-wygładzający, zawierający w składzie wyciąg z Matcha Tea krem ten na początku spisałam na starty... Bardzo się pomyliłam, to bardzo przyjemny krem na dzień, który nie tylko matowi skórę, ale także zapewnia jej optymalny poziom nawilżenia. Jest to świetna baza pod makijaż, ponieważ jego lekka formuła, wchłania się od razu, nie wymaga to od nas marnowania czasu, który rano jest szczególnie cenny. Krem nie pozostawia żadnego filmu na twarzy, nie powoduje także rolowania się podkładu. Nie odmienił on znacząco wyglądu i kondycji mojej skóry, ale świetnie sprawdził się podczas upałów, jako krem-baza w porannej rutynie pielęgnacyjnej. Krem nie zapycha, nie zawiera w sobie parabenów, SLS,SLES oraz prafiny. Dodatkowo pachnie bardzo odświeżająco i przyjemnie.















Na deser czarna maska typu PEEL-OFF czyli pogromca zaskórników! Pokładałam w niej wielkie nadzieje, niestety maska rozczarowała mnie... Nie mam problemu z tym, że maska ciężko się wydobywa czy rozprowadza, bo stosowałam już tego typu produkty i wiem, że mają specyficzną konsystencję. Jednakże ta maska nie podziała na mnie w sposób w jaki bym tego oczekiwała.... Oczyszcza skórę, ale nie radzi sobie z zaskórnikami, a na tym zależało mi najbardziej :( Ale po jej zastosowaniu mam darmową depilację twarzy ;) Na szczęście maska mnie nie nie podrażniła, nie uczuliła i nie spowodowała pojawienia się niedoskonałości. Jednak jak dla mnie nie spełnia swojego głównego zadania. Bardzo się rozczarowałam na tym produkcie...












Produkty te oceniam całkiem przyzwoicie, po pierwsze mają dobrą cenę i są łatwo dostępne, poza tym delikatne w działaniu i nie powodują żadnych podrażnień. Nie zawierają w składzie parafiny i parabenów. Krem naprawdę jest przyjemnym produktem i na okres wiosna-lato może sprawdzić się wieku z Was. Cała seria pachnie wspaniale i to jej kolejny wielki plus. Marka Selfie Projekt, wypuściła na rynek maseczki peel-off z brokatem, które bardzo przypominają mi maseczki Glam Glow. Może to ich tańsza alternatywa, mam ochotę to sprawdzić! A Wy znacie produkty tej marki, co się u Was najlepiej sprawdziło? 




Mój zapach miłości- Moje perfumy  na Wielki Dzień

Mój zapach miłości- Moje perfumy na Wielki Dzień



Dzisiaj 23.06 mija dokładnie sześć lat od kiedy powiedzieliśmy sobie sakramentalne tak... To dla mnie bardzo wzruszający dzień, w zasadzie jak każda nasza rocznica. Pomimo tego, że to dopiero sześć lat (czym to jest wobec wieczności) Napawa mnie to ogromną radością i miłością. Pamiętam tamten dzień jak dzisiaj. Było słonecznie, było radośnie i pięknie. Wiem, że to bardzo subiektywne, ale dla mnie tak właśnie było. Nasz ślub był idealny i po tylu latach nie zmieniłabym niczego. Poszliśmy do ołtarza uśmiechnięci i zrelaksowani, pełni nadziei i marzeń. Nie baliśmy się tego co nas spotka po drodze, wiedzieliśmy, że razem stawimy temu czoła. Po tych sześciu latach bycia małżeństwem, wiem jedno... Rozmowa, przyjaźń i kompromis to jest przepis na szczęście. Nie trzeba wielki słów, potrzeba gestów. Każdy z nas zmienił się przez ten czas, ale jest jedno co pozostało takie samo... Zapach jaki towarzyszył mi tego dnia. Jak wiecie uwielbiam perfumy i to chyba nigdy się nie zmieni. Przypisuję do nich wielką wagę, staranie dobieram je każdego dnia. W dniu mojego ślubu miałam na sobie zapach, który rozpoznam nawet na końcu świata...















Tego dnia miałam na sobie zapach, który na zawsze będzie przypominał mi ten wyjątkowy dzień.  Gucci Flora Glamorous Magnolia  to zapach niezwykle  kobiecy, elegancki, ale nadal zawiera w sobie nutkę dziewczęcości i świeżości. Jest zapachem kwiatowym, z dodatkiem cytrusów i czekolady. Rozpieszcza zmysły i podkreśla wewnętrzną radość. Jest to zapach idealny na upalny letni dzień, świetnie sprawdzi się także jako zapach ślubny. Właśnie dlatego, że nie jest zapachem męczącym, duszącym i otulającym. Jest powiewem świeżości, młodości i uśmiechem. Jest jak piękny, słoneczny dzień. Kiedy go czujesz nie sposób powstrzymać uśmiech. 



NUTA GŁOWYfrezja, zielone liście, skórka cytrusów
NUTA SERCApiwonia, magnolia
NUTA PODSTAWYpiżmo, drzewo sandałowe, czekoladowy akcent





Zapach ten na zawsze będzie przypominał mi obietnice jaką sobie złożyliśmy, tamte emocje i uczucia. Tę ogromną radość i szczęście z jakim powiedzieliśmy sobie TAK. Jest to zapach naszej miłości, jest symbolem niczym złote obrączki. Do dzisiaj mam ten flakon i chociaż zostało w nim niewiele perfum. Trzymam go na półce jako mój talizman. Bardzo często po niego sięgam, aby móc przenieść się w czasie do tego dnia. Jest wspaniałym wspomnieniem i początkiem czegoś wielkiego i najważniejszego w moim  życiu. Może jestem sentymentalna, ale chce pielęgnować w sobie to wspomnienie i tę miłość już na zawsze. I bardzo się cieszę, że mogłam się z tym dzisiaj z Wami podzielić. Kto wie, może ktoś także sięgnie po te perfumy w dniu swojego  ślubu i dzięki temu ta miłosna historia, przetrwa kolejne lata w czyimś sercu?!














Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger