Kobo matte lip satin non transfer liquid lipstic - matowo-satynowa pomadka do ust w płynie.

Kobo matte lip satin non transfer liquid lipstic - matowo-satynowa pomadka do ust w płynie.


Dzisiaj znowu będę Was mocno kusić kolorówka, a wszystko to za sprawą marki KOBO, która wprowadziła ostatnio do swojego asortymentu tyle fantastycznych produktów, że muszę Wam je wszystkie zaprezentować. Dzisiaj na tapecie nowe matowo- satynowe pomadki do ust, które ostatnio zagościły w szafach Kobo w drogeriach Natura. Podkreślone usta, to atrybut kobiecości, więc wiem, że nie jedna z Was będzie zainteresowana tą tematyką :) 












 Pomadki, zapakowane są w klasyczną tubkę z miękkim gąbeczkowym aplikatorem, który nabiera optymalną ilość produktu. Aby idealnie pokryć całe usta, potrzebuję 1,5 porcji ;) Wicie co mam na myśli. Nabieram raz, maluję i potem dobieram delikatnie kolejną porcje i uzupełniam tam gdzie widzę potrzebę :) 











Ciesze się, że widać jaki kolor znajduje się w opakowaniu, to pomaga szybko sięgnąć po odcień, który nas interesuje, bez potrzeby szukania i denerwowania się, gdzie ja mam ten kolor... Na pewno to znacie :)












W ofercie, znajdziemy 6 odcieni, muszę przyznać, że oczarowały mnie one od pierwszej chwili, szczególnie jasne nudziaki, lekko brudne i chłodne :) Uwielbiam takie kolory, które na moich ustach, prezentują się bardzo dobrze. Oczywiście, nie mogę przejść obojętnie obok fuksji, którą jako blondynka uwielbiam pod każdą postacią ;) 













Pomadki, mają bardzo przyjemną konsystencje, są dość lekkie i rzadkie, przez co nie mam żadnego problemu z ładnym wyrysowaniem ust, z precyzją przy konturach i wewnętrznych kącikach. Nakładam cienką warstwę, którą po chwili uzupełniam, aby pokryć usta w całości, jednolitym kolorem. Pomadki, zastygają na ustach i są prawie nie do zdarcia... Prawie, bo po ok 5 godzinach, widać, że lekko się zjadły. Niemniej kolorek ładnie się ściera, nie tworzy nieestetycznych, białych placków na wargach. 












Pomadki zastygają na mat, ale nie jest to płaski i głęboki mat, tutaj mamy do czynienia z lekką satyną, co sprawia, że pomadka bardzo dobrze prezentuje się na ustach i staje się bardziej codzienna i uniwersalna. Osobiście uważam, że do pracy mocno wyrysowane i mocno matowe usta nie zawsze pasują. Tutaj mamy efekt matowej satyny, co mnie osobiście bardzo odpowiada. Pomadki lekko wysuszają usta, ale z tym musimy się liczyć, zawsze kiedy sięgamy po produkt zastygający i długotrwały. Pomadki są bezzapachowe, są łatwo dostępne i kosztują 14 zł. Uważam, że to hit, polubiłam je od pierwszego użycia i sięgam po nie z ogromną przyjemnością. Mój ulubienie to brudny nudziak w numerze 504. Ale jestem pewna, że każda z nas znajdzie swój idealny odcień :) 







Clarins Instant Light Lip Comfort Oil- regeneracja i odżywienie naszych ust

Clarins Instant Light Lip Comfort Oil- regeneracja i odżywienie naszych ust


Zimno, mroźno i wietrznie.... Zima swe uroki ma! Niestety w przypadku spierzchniętych, suchych i obolałych warg. wszelkie zimowe uroki przestają cieszyć. Suche powietrze i centralne ogrzewanie, wcale nam nie pomagają, bo wysuszają nas jeszcze bardziej. Co robić i czego użyć, żeby uratować nasze spierzchnięte wargi? Dzisiaj przedstawię Wam produkt, który sprawdza się idealnie jako kuracja dla ukojenia suchych, wymrożonych i podrażnionych warg. To magiczny olejek, marki Clarins, który mieszka w mojej kosmetyczce już po raz drugi i ciągle świetnie się sprawdza! 















Zacznę od opakowania, jak zawsze w przypadku marki Clarins, mamy do czynienia z bardzo eleganckim i kobiecym połączeniem czerwieni i złota... Kosmetyki marki Clarins, znajdziecie np: w sklepie Iperfumy Samo opakowanie olejku/błyszczyku jest niezwykle urocze, ale także praktyczne, ponieważ jest naprawdę niewielkie i z łatwością wszędzie się zmieści. Kosmetyczka, kieszeń kurtki, schowek w samochodzie, czy organizer na biurku w pracy. Wszędzie się mieści bez problemu. Przy okazji to dość masywny plastik, z bardzo wygodnym, dużym aplikatorem. Dzięki niemu, wystarczy jedna doza olejku, aby pokryć całe usta.














Aplikator gąbeczka, nieco pękaty i dość spory. Przez co aplikacja jest łatwa, szybka i przyjemna. Poza tym, aplikator nabiera optymalną ilość produktu, nie za dużo i nie za mało, przez co oszczędzamy produkt. Pojemność olejku to 7 ml. Olejek, możecie zakupić Olejek Clarins w cenie 73 zł.











Zapach.... w przypadku mojej wersji, czyli nr 2 RASPBERRY wszystko jest jasne. To zapach dzieciństwa, syropu malinowego i gumy mamba. Niezwykle przyjemny, słodki i cukierkowy. Dla mnie wręcz idealny i zawsze poprawia mi humor.













Konsystencja, jest to coś na wzór olejku, jednakże bardziej gęstego i przylegającego do ust. Może to dość gęsty błyszczyk, który jest jednocześnie olejkiem... Trudno mi to jednoznacznie opisać. Produkt trzyma się ust niczym błyszczyk, ale zachowuje się zupełnie inaczej. Od razu czujemy ulgę, lekkość i nawilżenie, jakie niesie ze sobą aplikacja tego produktu.










Na ustach produkt wygląda jak błyszczyk, moja wersja dodaje moich ustom lekkiego kolorku, to znaczy sprawia, że moje usta mają swój własny lepszy kolor. Ładnie błyszczą, wyglądają zdrowo. 






PODSUMOWANIE:
Olejek spełnia swoje zadanie, daje natychmiastowe uczucie ulgi spierzchniętym i suchym ustom, Nawilżenie jest długotrwałe i nie znika, wraz ze zniknięciem produktu. Powierzchnia ust jest wygładzona, zmarszczki, pęknięcia mniej widoczne. Stosowałam olejek, nawet podczas choroby i gorączki i bardzo mi pomógł.Olejek nie spływa z ust, nie skleja ich także. Jest lekki i praktycznie niewyczuwalny w użytkowaniu. Spokojnie możecie sięgać po niego w czasie pracy, bez obawy, że narobicie sobie tłustej plamy na pół brody. Co często zdarza się w przypadku maści ochronnych :) 

Olejek daje prawdziwe uczucie ulgi i ukojenie i sprawia, że usta wracają do dobrej kondycji, ponadto apetycznie się prezentują.Uwielbiam go za opakowanie, aplikator i zapach, wszystko jest spójne, eleganckie i skuteczne. Kosmetyki Clarins sprawdzają mi się dobrze i szczerze polecam Wam wypróbować. Może na początek warto, zacząć od tego olejku? Mój trik to nałożenie odrobiny na bardzo matowe i wysuszające pomadki, dzięki temu moje usta wyglądają i czuja się lepiej. A ja dodatkowo jestem spokojna, że coś je pielęgnuje :) Myślę, że zakochacie się w tym maluszku, od pierwszego użycia i tego Wam życzę :) Zachwytu nad małymi rzeczami i ogromu miłości... Buziakiiii 








Kolorowe pigmenty od marki KOBO

Kolorowe pigmenty od marki KOBO


Dzisiaj zaprezentuję Wam kolekcję nowych kolorowych pigmentów do powiek, marki KOBO. Osobiście rzadko sięgam po tego typu cienie, ale pomyślałam, że warto je Wam pokazać, ze względu na karnawał i okres studniówkowy. Wszak, kiedy jak nie teraz możemy zaszaleć z makijażem :) 








Opakowanie, to małe, okrągłe słoiczki. Dość solidne w wykonaniu i bardzo przyjemne wizualnie.








W nowej kolekcji, znalazły się cztery kolory. Trzy z nich utrzymane są w bardziej stonowanych kolorach, coś na zasadzie efektu syrenki, jaką nosimy na paznokciach. Jeden z nich to szalona pomarańczka, która szczerze powiedziawszy mnie zupełnie nie pasuje ;) 









Poszczególne kolory, prezentują się w następujący sposób. Niestety nie do końca mój aparat uchwycił to jak pięknie się one mienią....









Moje serce skradł pigment o przepięknym efekcie prawdziwego ogona syrenki :) Nazwa to GOLDEN SKY i jest to połączenie złota z kolorem błękitnym, miętowym/pistacjowym i bielą. Coś przepięknego, idealnego na lato do opalonej skóry. 









Pozostałe kolory utrzymane są w tonacji różu ze złotem, oraz pomarańczu ze złotem. Są równie piękne, ale już mniej wyszukane jak dla mnie... Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, mają one także nieco większe brokatowe drobinki.






Osobiście uważam, że taki pigment, nałożony na dobrą bazę może stworzyć niesamowity i oryginalny efekt. Sama zaczekam do lata, zwiewnych sukienek i pokuszę się o miętowy makijaż, który wydaje mi się idealny na porę letnią. Szkoda, że nie wybieram się na żadną imprezę karnawałową, bo może zaszalałabym już nieco wcześniej :)  Co sądzicie o tym pigmentach, macie ochotę się skusić? Marka KOBO dostępna jest w drogeriach Natura, warto ją odwiedzić i śledzić nowości, bo tych ostatnio nie brakuje :) Buzkaiii 
Wyjątkowe pomadki KOBO Professional Matte Lips

Wyjątkowe pomadki KOBO Professional Matte Lips


Hej Kochane,
dzisiaj przychodzę do Was, z bardzo kolorowym i przyjemnym postem, mianowicie przynoszę garść pomadkowych nowości od marki KOBO Professional. Świat oszalał na puncie matowych pomadek i marka wyszła na przeciw naszym oczekiwaniom, tworząc pomadkę matową, ale jednocześnie przyjemnie nawilżającą, sprawiającą podczas noszenia uczucia przyjemnej satyny. Kolory, natomiast są tak  piękne, że ja oniemiałam, kiedy je zobaczyłam. Zapraszam na przegląd :) 













Co pierwsze rzuca się w oczy, to oczywiście prześliczne, bardzo eleganckie złote opakowanie. Dość ciężkie i masywne, ale największym plusem jest to, że opakowanie ma wbudowane magnesiki, dzięki czemu pomadka zawsze jest zamknięta i robi to sama :) Ależ to ułatwienie każdego poranka ;)  










Nowa matowa kolekcja, zawiera pięć unikatowych kolorów, cztery stonowane nudziaki i jedna w odcieniu mocnego różu, który osobiście uwielbiam :) 





Pomadki, nakłada się bardzo łatwo, szybko i przyjemnie. Wystarczy jedno pociągnięcie, aby pokryć usta równomierną taflą koloru. Na ustach jest prawie niewyczuwalna, nie robi nam uczucia "ciężkości". Nie podkreśla jakoś wybitnie mocno załamań i suchości, choć przyznaję, że ostatnio moje wargi są dość mocno spierzchnięte. 











Kolory są bajeczne, dla mnie wprost wymarzone i stworzone, jakby z myślą o mnie :) Nudziaki, z dużą domieszką brudnego różu, to coś co świetnie sprawdzi się na co dzień, zarówno do pracy, jak i na uczelnię ;) A na wieczór, piękna, nasycona fuksja :) 









Piękny, klasyczny nudziak, w dość neutralne tonacji, Pasuje do każdego typu urody, niezastąpiony przy moim codziennym makijażu do pracy <3  to nr 417 ROSE DESERT









Nieco "żywszy" bardziej koralowy odcień który pięknie budzi całą twarz, to 416 WAKE OF FAME









Bardzo elegancki odcień, ciemniejszego różu, który nada się zarówno na dzień, jak i na wieczór, to 415 YOUR FREEDOM









Szalenie modny w tym sezonie, zimny, ziemisty odcień beżo-brązu, który do mnie pasuje tylko wtedy, kiedy mam bardziej wyrazisty makijaż. Ale ja jestem baldziszkiem. U brunetek o cieplej tonacji, będzie wyglądał pięknie to 414 SMOKED WOOD 










I coś, co ożywi każdy makijaż, doda nam szyku i elegancki, na randce, szalonej imprezie, lub zawsze wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Ja osobiście uwielbiam takie odcienie. Dobrze współgrają z jasną cerą i jasnymi włosami :) To mój pewniak i kropka na i 413 BURNED RUBY












Pomadki, utrzymują się dość długo, kiedy nie jem i nie piję, nawet do 5 godzin. Nie ścierają się w nieestetyczny sposób, raczej stopniowo znikają z naszych ust. Noszą je, nie muszę nerwowo zerkać w lusterko, czy nadal są na swoim miejscu. Pomadki, dobrze trzymają się ust, nie migrują poza kontury. Zastygają, ale nie tworzą matu skorupki, która sprawa, że nasze usta wyglądają jak rodzynka :) Z ręki, trudno było mi je zmyć, są odporne na pocałunki :) Sprawdzą się zatem świetnie na randki :) Szminki mają delikatny, przyjemny zapach i nie posiadają żadnego smaku. Ja jestem zachwycona, pomadki łatwo dostępne, pięknie zapakowane, trwałe i wreszcie w kolorach, po które możemy sięgać każdego dnia :) Brawo Kobo i proszę o więcej :) 






INSPIREDBy- Naturalnie piękna edycja IV

INSPIREDBy- Naturalnie piękna edycja IV


Kochane, witam Was w Nowym Roku!!!! Mam nadzieję, że ten rok przyniesie nam wszystkim radość, szczęście, ogrom miłości, oraz pozwoli nam zrealizować wszystkie marzenia i plany :) Dzisiaj, wraz z Nowym rokiem, nowy, rozluźniający post o zawartości kolejnego boxu Naturalnie Piękna InspiredBY Osobiście, bardzo lubię te boksy, ponieważ blisko mi do naturalnej pielęgnacji, Od lat stosuję takie kosmetyki i sprawdzają się one u mnie na medal :) Nie pozostaje mi nic więcej, jak zaprosić Was do oglądania :) 













Kosmetyków jest naprawdę sporo i wiele z nich to pełnowymiarowe opakowania, to to zawsze świadczy na plus pudełka :) 













Na pierwszy ogień, wędruje masło do ciała marki Vis Plantis.. Znowu masło... Jak wiecie takie produkty nie robią na mnie wrażenia, natomiast markę tak bardzo uwielbiam, że tym razem się skuszę i zużyje je :) 










Kolejno krem marki Bleuet, pierwszy raz się z nią spotykam i przyznam,  że jestem bardzo ciekawa, ponieważ krem ma bardzo przyjemny skład. 











Drobiazgi, jak określam próbeczki. Krem do rąk już powędrował do torebki, natomiast balsam, poczeka do wakacji ;) 














Serum w ampułkach, marki Ava, to wielki plus tego pudełka. Cenię sobie tę markę i lubię produkty w ampułkach. Chyba nawet użyję rollera, aby wspomóc działanie serum :) 














Pomadka ochronna, marki Mariza - idealnie pasuje na tę porę roku, już wylądowała w moim biurku. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne :)











Mineralny cień do powiek. Swego czasu używałam namiętnie takich produktów, teraz przyznaję, że mam od nich chwilową przerwę :) 











Produkt do ciała... Dobrze, że miniaturka, która nada się jedynie na wyjazdy






















Dwa produkty marki E-Fiore! ogromnie mnie ucieszył, bowiem wiele dobrego słyszałam o tej marce. Serum hialuronowe, zawsze potrzebne, każdej kobiecie, w każdym wieki i z każdą cerą <3 Kolejno olejek abisyński. Szczerze jestem go ciekawa, ponieważ oleje w mojej pielęgnacji, sprawdzają się znakomicie :) 











Uwielbiam maseczki, a glinki sprawdzają się u mnie rewelacyjnie :) Fakt, obecnie mam mniej czasu na robienie maseczek, ale z pewnością ją wykorzystam w lepszym okresie czasowo- życiowym :)










Granulki do kąpieli, marki Kneipp, ogromnie mnie kuszą i nie mogę się doczekać, kiedy je wykorzystam. Pachną tak cudownie, że mam ochotę wykorzystać je już natychmiast... Niestety muszę poczekać, aż odwiedzę rodziców ;) Ból, braku wanny :/









I coś na ząb, czyli zdrowy, pyszny baton, który ucieszy każdego łasucha :) 









Cały box, oceniam bardzo wysoko. Jest tu mnóstwo kosmetyków pełnowymiarowych, wielu znanych i cenionych marek. Z przyjemnością po nie sięgnę i sprawdzę, jak się sprawdzają, Szczególnie kusi mnie serum w ampułkach marki Ava, granulki do kąpieli, oraz olejek abisyński. Nie pozostaje mi nic innego, jak w 2017 roku, zadbać o siebie jeszcze bardziej, skoro tyle dobrodziejstw, u mnie ostatnio zagościło. Pudełko Naturalnie Piękna, możecie zamówić na stronie --> InspiredBY 

Kochane, raz jeszcze, życzę Wam wszelkim pomyślności. Dziękuję, za kolejny rok spędzony ze mną i mam nadzieje, że będziecie ze mną i w tym Nowy 2017 roku :) ;* 


Sesderma, C - Vit Radiance Glowing Fluid (Krem - fluid rozświetlający)

Sesderma, C - Vit Radiance Glowing Fluid (Krem - fluid rozświetlający)


Witamina C, to mój ulubiony składnik w kosmetykach. Odmładza, ujędrnia, działa antyoksydacyjne i rozświetla cerę, dodając jej blasku i witalności. Bardzo chętnie sięgam po kosmetyki z tym magicznym składnikiem. I choć wiem, jak ulotna jest ta witamina, stosując ją systematycznie od kilku lat, widzę ogromną różnicę w wyglądzie i kondycji mojej skóry. Zawsze po przerwie w stosowaniu tego typu produktów, widzę tę ogromną różnicę w swoim wyglądzie, a to oznacza tylko jedno. Witamina C w kosmetykach, naprawdę działa!!! A, że przy okazji, mam słabość do rozświetlających produktów, nie mogłam przejść obojętnie wobec kremu marki SESDERMA, który Wam zaraz przybliżę...











Wskazania: nawilżenie i nadanie blasku skórze
Lekki krem o przyjemnym pomarańczowym zapachu, zawiera pigment rozświetlający skórę. Nadaje skórze blasku i nawilża ją.
W składzie znajduje się m.in.: witamina C, Matrixyl, kompleks wyrównujący niedoskonałości skóry (wyciąg z morwy i lukrecji), pomarańczowy pigment, wyciąg ze słodkiej pomarańczy.






Krem, ma bardzo przyjemne opakowanie, pomijam połączenie kolorystyczne, które już od patrzenia dodaje energii :) Ale o samą buteleczkę., wykonaną z masywnego plastiku, z pompką, co jest ogromnym plusem. Możemy kontrolować zarówno dozowanie, jak i zużycie. Napisy się nie ścierają. Pojemność to 50 ml, krem jest przydatny do użytku  przez 12 miesięcy od otwarcia. Cena się waha, w zależności od apteki ok 150- 170 zł 





















Zapach, bardzo energetyzujący, pełen słońca i radość. Zapach słodkich pomarańczy, który umila mi każdy poranek :) Niestety nie utrzymuje się dość długo na buzi, a szkoda...














Konsystencja kremu jest ultra lekka i delikatna. Przypomina mi mleczko, albo lotion do ciała, Wchłania się natychmiast, nie pozostawiając żadnego filmu na skórze. Raz, dwa i mogę zaczynać makijaż. Krem nie ma wpływu na trwałość makijażu,  nie utrzymuje go dłużej, ale też nie powoduje, że podkład spływa z twarzy. Krem natomiast wspaniale nawilża moją cerę, wygładza ją i dodaje życia, poprzez subtelne, rozświetlające drobinki, które odbijając światło, sprawiają, że nasza skóra, wygląda lepiej :) 













DZIAŁANIE!!!
Bez kremu do twarzy, nie wyobrażam sobie porannej pielęgnacji, na noc bogate serum, na dzień, lekki krem. To mój przepis na zbilansowaną pielęgnację mieszanej cery. Krem jest bardzo delikatny i lekki, idealnie sprawdza się jako krem nawilżający pod makijaż. Wygładza, nawadnia  i napina skórę. A dzięki delikatnym drobinkom rozpromienia cerę, dodaje jej zdrowego blasku i sprawia, że po prostu cera wygląda lepiej.Spokojnie! Drobinki są prawie niewidoczne, nie jest to efekt grubego brokatu! :)  Uwielbiam efekt zdrowej i zadbanej cery, która całą kwitnie. Ten krem daje mi takie poczucie i sprawia, że moja twarz wygląda lepiej. Ponadto witamina C zawarta w składzie, stopniowo rozjaśnia i wyrównuje koloryt naszej skóry, więc mamy takie upiększanie 2 w 1 Ja jestem zachwycona, krem nie zapycham nie uczula, nadaje się pod makijaż i mam wrażenie, że każda cera będzie z niego zadowolona. Szczególnie cery mieszane,  suche i dojrzale. Sesderma, to bardzo dobra, hiszpańska marka, do tej pory miałam kilka produktów i za każdym razem byłam z nich zadowolona. Serdecznie polecam Wam wypróbować ten krem, dodacie sobie odrobinę energii podczas pochmurnego poranka, a wasza cera będzie promieniała ze szczęścia :) 









Shinybox Grudzień 2016 All I want for Christmas!

Shinybox Grudzień 2016 All I want for Christmas!


Święta, święta i po świętach,,, Szkoda, że wszystko co dobre, tak szybko się kończy. Pozostaje Nam czekać cały rok, aby znów razem zasiąść do świątecznego stołu. A tymczasem, przychodzę do Was z zawartością grudniowego pudełka SHINYBOX Pełnego niespodzianek i słodkich upominków. No to zaczynamy :)







W tym miesiącu, urzekł mnie także kartonik, piękne świąteczne kolory. 








Zawartość bogata i intrygująca...



Zawsze cieszą mnie produkty do włosów. Przywiązuję dużą wagę do ich pielęgnacji i lubię mieć wybór, jaki kosmetyk aplikuje danego dnia. Włosy, tak jak cera, każdego dnia potrzebują czegoś innego. Nie ma jednego, uniwersalnego środka na wszystko. Dlatego z przyjemnością przetestuję keratynę w płynie. Tu produkt, był przydzielany losowo. Pojemność 200 ml cena 12,00 zł













Zestaw marki PROVAG, płyn do higieny intymnej oraz żel. Bardzo cieszą mnie tego typu produkty. To ważne, aby używać odpowiednich produktów i pamiętać o tej intymnej strefie!








Olejek do twarzy marki BioOLeo, jestem ich bardzo ciekawa, bo sporo dobrego już na ten temat czytałam, głownie na blogach. Pojemność 30 ml, cena 60 zł 










Krem ochronny z filtrem 50 od marki Farmona. Zawsze, kiedy wybieram się na narty mam taki krem w swojej kosmetyczce. Gruba warstwa i możemy czuć się komfortowo przez cały dzień. Śnieg, wiatr i mróz nam nie straszne. Pojemność 50 ml, cena 11,50 zł 







Lakier i tusz do rzęs.. Produkty potrzebne i z pewnością je wykorzystam. Kolor lakieru jest bardzo intrygujący, jednak zaczekam z nim, do czasu kiedy zdejmę żele :) 







Coś dla zdrowia, czyli len mielony, marki Oleofarm, 8,50 zł za 200g. Przed laty piłam len, aby poprawić apetyt, dzisiaj już tego nie potrzebuję. Ale jeżeli macie dzieci niejadki polecam :) 







Zapach dla domu, od marki Bispol, zapach grzanego wina, jak najbardziej na tak :) 







I gwoźdź tego pudełka, czyli zestaw "mieszadełko" Kiedyś w czasach, kiedy miałam więcej czasu chętnie bawiłam się w samorobione kosmetyki. Dzięki tej paczuszce, mam okazję znowu się troszkę zabawić i sięgnąć po bardziej naturalne kosmetyki. Zestaw kosztuje 30 zł 







Jestem zadowolona z tego pudełka, choć lakier do paznokci na tę chwilę cieszy najmniej. Bardzo lubię produkty do włosów i te chętnie okrywam, natomiast mam przesyt produktów do ciał i cieszę się, że w tym pudełku, żadnego nie znalazłam :) Pudełeczko, możecie zamówić na stronie Shinybox --> KLIK



Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger