Senelle Cosmetics Autumn- Naturalny Luksus

Senelle Cosmetics Autumn- Naturalny Luksus


Pamiętacie, jakiś czas temu pisałam Wam o zmianach jakie wprowadzam do mojej pielęgnacji. Post znajdziecie tutaj Po długiej przerwie zwróciłam się na nowo w stronę naturalnych składników. Postanowiłam dać ukojenie mojej cerze i przygotować ją odpowiednio na nadchodzącą zimę. W trakcie kuracji kwasami, potrzebowałam kosmetyków łagodnych i bezpiecznych, a to wszystko znalazłam w kosmetykach Senelle z kolekcji Autumn. Uwielbiam jesień i ogromnie cieszyłam się na samą myśl, że istnieje polska marka kosmetyków, która tworzy swoje produkty dobrane odpowiednio do pory roku. Zaczęło się naprawdę intrygująco i dzisiaj postanowiłam opowiedzieć Wam o działaniu tych produktów, abyście miały okazje cieszyć się nimi razem ze mną. 










W skład mojego zestawu wchodzą trzy produkty, olejkowe serum do twarzy, krem pod oczy, oraz peeling. Wszystkie produkty mają wspaniałe składy, wypełnione po brzegi skarbami natury. 









Jesień to trudny czas dla naszej skóry, pierwsze przymrozki, wilgoć, wiatr i deszcz, to wszystko może mieć niekorzystny wpływ na wygląd i samopoczucie naszej skóry. Dodatkowo w tym okresie sięgamy częściej po zabiegi kosmetyczne w tym nierzadko złuszczanie kwasami o wysokich stężeniach. Sama obecnie stosuję taką kurację, dlatego potrzebowałam kosmetyków, które zadbają o odpowiednie nawilżenie, odżywienie i jednocześnie przyniosą ukojenie mojej skórze. 










Odnawiający Peeling do twarzy. Zawiera w swoim składzie zmielone łupiny migdałów oraz kokosa, które delikatnie lecz skutecznie złuszczają martwy naskórek. Oleje z pestek malin, z nasion tungowca molukańskiego i z orzechów włoskich, które przywracają skórze równowagę i przygotowują na zmienne czynniki pogodowe.










Peeling ma bogatą i treściwą konsystencję, wystarczy odrobina, aby wykonać przyzwoity masaż skóry. Wydajność jest naprawdę imponująca jak na tak małą tubkę :) Zapach to kolejny plus tego produktu jest iście jesienny troszkę migdałowy, troszkę orzechowy i troszkę owocowy. Mieszanka doskonała! Olejowy peeling to świetna alternatywa dla mocnych zdzieraków, które niejednokrotnie powodują podrażnienia. Peeling pozostawia na skórze, wyraźna warstwę ochronną. Po takim masażu cera jest oczyszczona, lepiej ukrwiona, nawilżona i odżywiona. Zawartość olejków w składzie ma zbawienne działanie. Skóra nie jest podrażniona, ani zaczerwieniona. Czuć jedynie przyjemną miękkość i sprężystość naszej skóry









Drobinek jest dużo, ale są na tyle delikatne że produkt sprawdzi się u osób z cerą wrażliwa, czy tak jak w moim przypadku mocno podrażnioną zabiegami z użyciem kwasów. Olejkowy peeling to must have na sezon jesień-zima. Serdecznie go Wam polecam.









Kolejnym krokiem pielęgnacyjnym jest Rewitalizujące Serum Olejowe Do Twarzy to produkt silnie rewitalizujący, ujędrnia i nawilża naszą skórę, a także pomaga walczyć ze zmarszczkami. Serum zawiera mieszankę oleju lnianego, z pestek pomidora, oleju z ze słodkich migdałów. To wszystko okraszone olejowym ekstraktem z ziaren kakaowca , które odstresowuje, pięknie rozświetla i poprawia koloryt skóry. Działanie uzupełnia witamina E która, wzmacniający barierę naskórkową.










Serum ma olejową konsystencję, którą na mojej mieszanej cerze dość długo się wchłania. Produkt nakładam tylko na noc i robię na długo przed tym zanim położę się do łóżka.Ten produkt to prawdziwa bomba witaminowa dla mojej cery. Jestem nim absolutnie oczarowana. Wystarczy kilka użyć, aby zobaczyć i poczuć ogromną różnicę w wyglądzie i kondycji skóry. Serum doskonale nawilża skórę, sprawia, że staje się ona miękka i elastyczna. Przy systematycznym używaniu, skóra nabiera blasku i wigoru. Z szarej, zmęczonej i przesuszonej moja skóra stała się jasna, promienna i bardzo odżywiona. Nie straszne jej niskie temperatury, czy zabiegi z kwasami. Serum przynosi szybką ulgę i błyskawicznie poprawia wygląd cery. 








Serum jest bardzo wydajne, wystarczy odrobina aby pokryć nim całą twarz, szyje i dekolt. Kosmetyk sprawdza się także idealnie do pielęgnacji dekoltu i okolic biustu. Nawilżenie jest długotrwałe, a kondycja skóry w tych okolicach szybko się  poprawiła. Dodaję także kilka kropli serum do maseczek z glinką. Jest to bardzo wszechstronny kosmetyk i jestem przekonana, że sprawdzi się u każdego tak samo rewelacyjnie jak u mnie.









Optymalizujący krem pod oczy, to dla mnie istna wisienka na torcie naturalnych rarytasów. Krem za zadanie ma rozświetlać, niwelować opuchliznę, zasinienia, posiada także właściwości wygładzające. Krem zawiera w składzie olej z pestek malin, olej z nasion tungowca molukańskiego oraz z olejów włoskich. Dopełnienie stanowią Oleoactif Diam 2%, oraz Oleoactif Pomegranate 2%, które wzmacniają barierę hydrolipidową skóry. 









Jak wiecie jestem ogromną fanką kremów pod oczy, stosowałam ich już setki i potrafię niemal po kilku użyciach stwierdzić, czy to produkt dla mnie, czy też absolutnie nie. W przypadku Senelle, szybko odkryłam, że to produkt wielozadaniowy. Przede wszystkim krem bardzo dobrze nawilża i natłuszcza okolicę pod  oczami. Początkowo używałam go głównie na noc, ze względu na jego dość bogata formułę. Z czasem włączyłam go także od mojej porannej rutyny pielęgnacyjnej. Początkowo odczuwałam jedynie nawilżenie i ukojenie wokół oczu. Natomiast po upływie miesiąca, zauważyłam sporą poprawę w kondycji skóry, która stała się bardziej zwarta i gładka. Przede wszystkim moje zasinienia stały się mniej widoczne i dokuczliwe. Korektor prezentował się lepiej, a bywały dni, że mogłam z niego zrezygnować. Skóra zdecydowanie odżyła, drobne linie się wyrównały. Skóra stała się bardzo dobrze odżywiona i rozpromieniona. Tego szukam i tego oczekuję od kremów pod oczy. Samo nawilżenie to dla mnie za mało. Cieszę się, że znalazłam krem o wspaniałym składzie i tak imponującym działaniu.











Produkty marki Senelle, to prawdziwe naturalne perełki, które swoimi składnikami odmieniły moją pielęgnację. Uznaję je za brakujące elementy mojej pielęgnacyjnej rutyny. To kosmetyki niemal luksusowe, które swoim działaniem, potrafią silnie zregenerować i odmienić kondycje naszej skóry. Piękna oprawa, piękna zawartość i wspaniała idea, tworzenia kosmetyków skomponowanych specjalnie na każdą porę roku z wykorzystaniem największych skarbów natury. Cieszę się, że na nowo wróciłam do naturalnej pielęgnacji, która przed laty wspaniale się u mnie sprawdzała. 










Który produkt najbardziej Was zainteresował?  A może miałyście okazje już ich używać? 
Czarodziejski proszek czyli GALENIC PURETE SUBLIME Puder złuszczający

Czarodziejski proszek czyli GALENIC PURETE SUBLIME Puder złuszczający



Po pierwsze złuszczanie! aż ciśnie mi się samo na usta. Oczyszczanie, demakijaż, kremy i sera wszystko to może okazać się nieskutecznie, kiedy nie zadbamy o regularne złuszczanie naszej skóry. Brud, pot, zanieczyszczenia środowiska, mikropigmenty naszego makijażu i martwe komórki. To wszystko należy usunąć, aby móc przejść do kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Dobry peeling to podstawa, a co powiecie na złuszczający puder? Marka Galenic ma w swojej ofercie takie perełki, że jeszcze długie lata nie przestanę się zadziwiać :)  Musiałam zatem sprawdzić co to za cudo.









Kompozycja czterech suchych, w 100% naturalnych pudrów: sosnowego, z białej glinki, skalnego i tensydowego. Bezwodna formuła zapewnia większą skuteczność niż w wypadku tradycyjnego peelingu w kremie (większa koncentracja pudrów, bez rozcieńczania) i optymalną tolerancję (brak konserwantów).











Biały magiczny proszek, to połączenie czystych naturalnych pudrów. Pyłek jest bardzo drobno zmielony jest ultradelikatny, ale nie dajcie się zwieść tej anielskiej powłoczce. Puder bardzo dobrze oczyszcza i odświeża skórę. Pozostawia skórę pełną młodzieńczego blasku, Skóra jest jasna i miękka w dotyku.









Puder mieści się w plastikowym, solidnym słoiczku o pojemności 30 g. Uwierzcie mi ten puder jest mega wydajny i chyba nigdy się nie skończy. Słoiczek ma postać "solniczki" dzięki której aplikujemy puder na dłoń. Aby wykonać oczyszczający masaż, wystarczy dodać do pudru kilka kropli wody, wówczas wytwarza się bardzo delikatna i przyjemna pianka i tak możemy zacząć nasz upiększający zabieg. Masuję twarz około 5 min, po czym spłukuje twarz wodą. Następnie tonizuję skórę i nakładam kolejne kroki pielęgnacyjne.










Puder ma niezwykłe właściwości, mam wrażenie, że poleruje moją skórę i z każdym użyciem skóra pięknieje. Jest dogłębnie oczyszczona, jest jasna, pełna zdrowego blasku. Na uwagę zasługuje fakt, że peeling jest bardzo delikatny i nie podrażnia w żaden sposób naszej skóry. Dzięki proszkowej formule jest silniejszy w swoim działaniu, niż peeling w postaci kremowej. Ponadto jest bardzo łatwy i wygodny w użytkowaniu. Warto pamiętać o tym, że to bardzo wydajny produkt. Jednorazowo zużywamy niewielką ilość produktu. Puder ma również wspaniały zapach, przypomina mi zapach salonu piękności. To wspaniałe działający kosmetyk, który posłuży nam jako zabieg upiększający w zaciszu naszej łazienki. Przyznaję, że nie potrafię sobie odmówić tego zabiegu. Stosuję go 2-3 razy w tygodniu i widzę jak diametralnie zmienia się moja skóra. GALENIC PURETE SUBLIME to istna perełka. Nie uwierzyłabym, że proszek może być tak przyjemny i skuteczny. Ale od kiedy go mam, uwielbiam ponad wszystko :) Serdecznie polecam Wam spróbować, efekty gwarantowane!










Co sądzicie o tego typu formule? Macie ochotę na taką odmianę w swojej pielęgnacji?! 

Zimowa kolekcja Yankee Candle- The Perfect Christmas

Zimowa kolekcja Yankee Candle- The Perfect Christmas



Zapachy odgrywają w moim życiu ogromną rolę. Począwszy od perfum, które dobieram zależnie od humoru, pogody, pory dnia i roku. Poprzez płyny, żele i środki do prania wszystko musi być pachnące i długo wyczuwalne na skórze czy tkaninie. Nie inaczej jest w moim domu, który wypełniony jest zapachami. Równie skrupulatnie dobieranymi co perfumy. Najczęściej kupuję woski, ale ulubione zapachy lubię mieć w większych formatach i wracać co jakiś czas to danego aromatu. Nie tak dawno rozkochałam się w jesiennej kolekcji, a już mam kolekcje świąteczną Yankee Candle i pomyślałam, że miło jest już powoli wprowadzać się w ten wyjątkowy nastrój. A przy okazji podpowiem coś Wam, jeżeli zastanawiacie się nad zakupem jakiegoś woski. 









Nie ma milszej chwili, kiedy po powrocie do domu, wkładam miękki sweter, robię dzban herbaty z cytryną, imbirem i goździkami i zapalam świece. Otulam się ciepłem tkaniny, blaskiem świec i zapachem wosków. Nic tak nie rozpieszcza i nie koi w zimny jesienny czy zimowy dzień. Chyba się ze mną zgodzicie w tej kwestii :) 











Kolekcja składa się  czterech zapachów, bardzo zróżnicowanych, co uznaję za plus, bo każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. 









Zacznę od zapachu Christmas Magic, który jest typowo świątecznym zapachem, na pewno wiecie co mam na myśli. Wyczuwam tutaj zapach piernika, cynamonu, kadzidełek oraz jodły. To klasyczny zapach świąt w naszych domach. Pozycja obowiązkowa na te święta :) 










Spiced White Cocoa to absolutnie cudowny zapach, pełen spokoju, harmonii i ciepła. To typowy zapach, przy którym możemy się dosłownie ogrzać. Słodki, otulający, ale nie mdły i męczący. Przepełniony słodyczą białej czekolady, solonym karmelem, toffi z nutką gałki muszkatołowej, która dodaje głębi. Absolutny hit!







A kiedy mamy już w ręku kubek herbaty, miło usiąść przy kominku i delektować się ciszą i spokojem. Celebrować wolny i magiczny czas Świąt. Crackling Wood Fire to kremowy, ciepły zapach, w którym główną rolę gra wanilia, ale nieco bardziej wytrawna, poprzez dodatek gałki muszkatołowej, oraz drzewa cedrowego. Wyczuwam tutaj zapach lasu, drewna i dymu. Bardzo ciekawa i oryginalna kompozycja. Zapach czysty i trwały.








Ostatni zapach z kolekcji The Perfect Tree ma przepiękną etykietę, kolor i nazwę ale zapach mocno mnie rozczarował... Nie jest to mój typ zapachu, wyczuwam tutaj zapach sosny, drzewka cedrowego i lasu... Nie lubię tego typu nut, zawsze ich unikam i niestety tutaj też się nie polubiliśmy. Ale jeżeli Wy lubicie zapach lasu, szukacie zapachu świeżego i wytrawnego może to być dobry wybór.  Ja niestety polubiłam go najmniej z całej świątecznej kolekcji.









Który zapach najbardziej Was zaciekawił, po który macie ochotę sięgnąć w pierwszej kolejności? Nie ukrywam, że mam ochotę zamówić te zapachy w formie świeczek. Jako pierwszy myślę, że będzie zapach Crackling Wood Fire, ten zapach całkowicie skradł moje serce. Woski możecie kupić np: w sklepie Candle Online Każdy z nich utrzymuje się długie godziny i ma naprawdę terapeutyczne działanie, poprawia humor i wprowadza w domu miły nastrój.







Jesteście fankami wosków, czy świec? Który zapach najbardziej Was kusi ? Dajcie znać w komentarzach 

Ciepły i otulający makijaż z drogeryjnych półek

Ciepły i otulający makijaż z drogeryjnych półek



Dzisiaj post z makijażem, który ostatnio popełniłam. Pytałam Was na moim Instargramie, czy macie ochotę  go zobaczyć i okazało się, że jesteście chętne. Zatem proszę bardzo.! Przyznaje się, że ostatnio nabieram ochoty na ciepłe odcienie, zauważyłam, że moja tęczówka znacznie się zmienia przy użyciu pomarańczowych i złotych kolorów. Efekt mi się podoba i próbuję zabawy z kolorami. Wciąż dużo nauki przede mną, ale oglądając Wasze prace, ćwiczę i staram się każdego dnia coś stworzyć także u siebie. Na żywo makijaż być mocniejszy, niestety aparat zjada mi często kolory i zostało ile zostało. Mam nadzieję, że moja propozycja przypadnie Wam do gustu :* 












Dopiero pisząc ten post zdałam sobie sprawę, że do jego wykonania użyłam w większości drogeryjnych i tanich kosmetyków. Jeżeli coś Wam wpadnie w oko, z łatwością możecie to kupić i spróbować na sobie :) 





















Na twarzy mam podkład WET&WILD Photofocus i muszę się zgodzić z opiniami na jego temat. Zdjęcia nie są poprawiane w żadnym programie, a skóra wygląda na nieskazitelną. Polubiłam się z tym podkładem, może chcielibyście przeczytać jego recenzję?  Jako puder ulubiony Rimmel Lasting Finish. Nowy bronzer prosto z Biedronki, czyli Bell Chillout, rozświetlacz to My Secret Princess Dream :) Na policzkach odrobina różu Paese nr 52 





















Na oku mam mieszankę dwóch paletek, ukochanej Zoevy Baisic Moment z której wybrałam beżowy i jasnobrązowy transferowy cień. Pozostałe cienie to paletka My Secret w odcieniu LIFE ON MARS. Piękne foliowe/brokatowe cienie, które mają niesamowitą pigmentacje i trwałość. Pozostałe paletki z tej kolekcji, znajdziecie w tym poście!

Na brwiach kredka Catrice, korektor to Smashbox Studio Skin, a na rzęsach ukochany ostatnimi czasy tusz z polecenia Maxineczki Wibo Volume Drama. Używałam pędzli Kavai oraz Zoeva. 











Na ustach pomadka w kredce My Secret chyba kolorek 06









Jak Wam się podoba też makijaż, co byście poprawiły, albo zmieniły? Jestem gotowa przyjąć krytykę. Zdaję sobie sprawę z tego ile mi jeszcze  brakuje do perfekcji. Ale wiecie co... zaczynam czerpać przyjemność z zabawy makijażem, a to chyba najważniejsze :) 



Jakie cienie Wy wybieracie neutralne, ciepłe, zimne, a może całą paletę barw? Dajcie znać w komentarzach :) 
Synchroline | Synchrovit - Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy i wokół ust

Synchroline | Synchrovit - Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy i wokół ust


Dawno nie pisałam o żadnym kremie pod oczy, sama nie wiem dlaczego tak się stało? Ale to nic straconego, bo właśnie dzisiaj przyszedł ten moment w którym mam Wam do polecenia krem pod oczy i wokół ust marki Synchroline. To apteczka marka, która w swojej ofercie ma kosmetyki o silnym działaniu, które jednocześnie są delikatne dla wrażliwej skóry. Krem lada dzień mi się skończy więc to najlepszy czasy, aby podsumować kurację z nim w roli głównej. 









Krem mieści się w wąskiej tubce z miękkiego plastiku, który jest podatny na nacisk i z łatwością wydobędziemy produkt z opakowania. Pojemność standardowa 15 ml. Końcówka zakończona jest wąskim aplikatorem. Lubię takie rozwiązania są higieniczne, łatwe w utrzymaniu czystości oraz precyzyjne. 









Krem ma bardzo delikatny, kremowy zapach, nie powinien drażnić, nawet wrażliwe nosy. Konsystencja jest bardzo ciekawa, pomimo tego, że jest dość lekka i szybko się wchłania, pozostawia na skórze coś w rodzaju otulającej warstwy. Skóra jest bardzo mocno nawilżona i wygładzona, lekko napięta. Krem nie powoduje łzawienia, pieczenia i zaczerwienienia jest ultradelikatny i przyjemny w użytkowaniu. Stosuję go tylko rano pod makijaż i w tej roli sprawdza się znakomicie. Dobrze przygotowuje skórę przed nałożeniem makijażu i nie ma negatywnego wpływu na nakładane kosmetyki. 










Krem ma ciekawy skład, zawiera w sobie retinol, tokoferol (czyli witaminę A oraz E) oraz alfa bisabolol, który jest naturalnym składnikiem ekstraktu z rumianku, a także kwas hialuronowy








Krem jest idealnym kremem dziennym, doskonale nawilża skórę, daje uczucie komfortu na wiele godzin, skóra jest jędrna i gładka. Krem świetnie nadaje się pod makijaż nie powoduje rolowania się korektora. Plusy to lekka, szybko wchłaniająca się konsystencja, brak podrażnień, uczucie ukojenia przesuszonej skóry. Podoba mi się konsystencja, która jest w swojej lekkości dość bogata i pozostawia uczucie odżywczej kołderki pod moimi oczami. SYNCHROVIT wygładza powierzchnię skóry, nawilża ją w sposób bardzo dobry dzięki czemu zmarszczki są mniej widoczne. Nie jest to natomiast krem z typu pogromca zmarszczek, ale wiecie co... chyba już się pogodziłam, że takie produkty nie istnieją, a czasu nie cofniemy żadnym kosmetykiem. Niemniej polecam Wam go przetestować, krem sprawdzi się świetnie u osób z bardzo wrażliwą skórą  a także u alergików. Znajdziecie go w aptekach w cenie ok 60 zł. Krem jest wydajny i  pewnością starczy Wam na kilka miesięcy. Ja stosowałam go jedynie pod oczy, ale producent zaleca stosowanie go także w okolicy ust. Nie wiem jak sprawdziłby się w tym rejonie, ale jeżeli macie już jakieś doświadczenia chętnie poznam Wasze zdanie. 









Znacie produkty marki Synchroline, a może miałyście już okazję używać ten krem? Dajcie znać, jakie kremy pod oczy polecacie. 
Lirene NO MASK - PODKŁAD + SERUM Z KWASEM HIALURONOWYM NOWY ODCIEŃ

Lirene NO MASK - PODKŁAD + SERUM Z KWASEM HIALURONOWYM NOWY ODCIEŃ



Jako fanka delikatnych makijaży i naturalnego looku, stawiam na lekkie podkłady o średnim kryciu. Wiele dobrego słyszałam o podkładzie Lirene NO MASK  i kiedy tylko dowiedziałam się, że pojawił się nowy odcień, wiedziałam, że muszę go przetestować na mojej skórze. Dla przypomnienia mam cerę mieszaną, nie potrzebuję mocnego krycia, jedynie lekkiego wyrównania kolorytu, podkład powinien utrzymywać się 6-8 godz i pod takim kątem- oceniam ten oto produkt :) Jesteście ciekawe, czy znalazłam drogeryjny ideał? Zapraszam 












Zacznę od opakowania, które pomimo tego, że jest dość eleganckie jest bardzo niepraktyczne... Podkład nie posiada pompki, co w przypadku tak lejącej i rzadkiej konsystencji jest dużym minusem. Niejednokrotnie ubrudziłam toaletkę, albo piżamę, warto na to uważać i nabierać odrobinę podkładu. Natomiast konsystencja jest bardzo lejąca, przez co wymaga nieco wprawy przy nakładaniu. Osobiście preferuję nakładanie palcami, lub Beauty Blenderem. Podkład bardzo szybko i przyjemnie się nakłada. Nie tworzy smug i plam, z czasem zastyga. Daje przepiękne wykończenie na skórze, nie jest to ani mat, ani satyna, to tak naprawdę efekt drugiej skóry, albo po prostu naszej lepszej skóry. 













Podkład ma dosyć mocny zapach, kojarzy mi się z jakimś odżywczym kremem pielęgnacyjnym. Nie przeszkadza mi to w użytkowaniu tego podkłądu. Pojemność to 30 ml/38 zł podkład najlepiej zużyć w przeciągu 6 miesięcy od otwarcia. Ale myślę, że przypadku tego produktu jest to jak najbardziej możliwe. 








Nowy odcień 00 PORCELANOWY... bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że marka Lirene wypuściła nowy, jasny odcień. Spotkałam się z opiniami, że poprzednie odcienie był mocno pomarańczowe... Jak wypada nowy odcień? Jest bardzo ładny, dość neutralny, nie wpada w żadne skrajne tony. Po wydobyciu z butelki jest naprawdę bardzo jasny, po chwili jednak oksyduje i staje się nieco ciemniejszy. Akurat w moim przypadku, idealnie stapia się ze skórą. Uważam natomiast, że dla osób o bardzo jasnej alabastrowej karnacji niestety ten kolor się nie sprawdzi. 


















Musze się zgodzić z obietnicami producenta, podkład faktycznie nie tworzy efektu maski na twarzy. Jest bardzo przyjemny w aplikowaniu i w noszeniu. Przypudrowany utrzymuje się na mojej cerze przez cały dzień. Konsystencja jest bardzo lekka i delikatna przez co nawet nie czuję, że mam go na twarzy. Podkład pięknie odbija światło, nie podkreśla suchych skórek, oraz zmarszczek. Jestem w trakcie złuszczania kwasami o wysokich stężeniach i ten podkład wygląda na przesuszonej obecnie skórze najlepiej. Myślę zatem, że to świetne rozwiązanie dla osób z cerą suchą i dojrzałą. Wykończenie bardzo mi się podobam, nie jest to płaski mat, którego nie lubię, ale nie znajdziemy tutaj także drobinek. To coś na kształt delikatnej satyny. Skóra wygląda na wypoczętą i zadbaną, świeżą i młodzieńczą. Krycie możemy budować, warstwy bardzo dobrze się ze sobą łączą, podkład się nie ciastkuje i nie tworzy nieestetycznych smug. Nie zapycha, nie podrażnia, świetnie współgra z pielęgnacją naturalna, azjatycką, a także kremem z SPF 50.










Jest to świetna opcja na co dzień, lekkie krycie, piękne wykończenie i naprawdę zdumiewająco dobra trwałość. Minus za brak pompki. Osoby z bardzo jasną cerą, mogą być niezadowolone z odcienia 00, który jak dla mnie nadal jest dość ciemny :( Niemniej jak na drogeryjny podkład naprawdę jest dobrze i serdecznie polecam Wam go wypróbować przy najbliższej okazji.



Znacie ten podkład? A może dopiero nabieracie ochoty żeby go poznać? 
SPOTKANIE BLOGEREK 22.10.2017 KRAKÓW - UPOMINKI ( RELACJA CZ. 2 )

SPOTKANIE BLOGEREK 22.10.2017 KRAKÓW - UPOMINKI ( RELACJA CZ. 2 )



Jak wiecie miałam tę przyjemność i ten zaszczyt, uczestniczyć w Krakowskim Spotkaniu Blogerek. Mogłyście już przeczytać moją relację z tego dnia, natomiast dzisiaj pokaże Wam jakie upominki otrzymałyśmy od sponsorów spotkania. Jeszcze raz serdecznie dziękuję organizatorkom za zaproszenie oraz sponsorom za tyle wspaniałych upominków :) 








Pokaże Wam wszystko w fotorelacji, a poszczególne recenzję będą ukazywały się systematycznie w kolejnych wpisach :) 








































































































































Mam dla Was niespodziankę na hasło "BLOGERKIURODOWE" otrzymacie rabat -20% na wszystko w  sklepie online. Rabat ważny do 05.11 b/r 






Dziękuję raz jeszcze za możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu. Internet łączy ludzi i mam na to niezbite dowody. Cudownie móc spotykać ludzi z podobnymi zainteresowaniami i pasjami :) Dziękuję także sponsorom i Ani z bloga aneczkablog.blogspot.com za pożyczenie mi pięknych zdjęć :) :* 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger