Les Argiles Du Soleil -Wiosenna maseczka, francuska glinka różowa

Hej Kochane,
dzisiaj post o wiosennej maseczce, którą ostatnimi czasy namiętnie używałam i bardzo ją polubiłam. O tym jak ważne są maseczki w mojej pielęgnacji, miałyście okazje przekonać się już nieraz. Wystarczy zerknąć do historii moich postów ile opisałam tu maseczek, a ile dobrego przed nami :) Maseczki, szczególnie glinki, oraz algi mają niesamowity wpływ na naszą cerę. Warto dobrać je pod kątem naszej cery i naszych oczekiwań i pamiętać o systematyczności, dzięki temu efekty będą niesamowite.






FRANCUSKA GLINKA RÓŻOWA: 
Różowa glinka to połączenie glinki białej i czerwonej, dlatego też jest pełna dobroczynnych mikroelementów, takich jak: krzem, wapń, żelazo, sód i potas, które doskonale wpływają na kondycję cery, sprawiają, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. Odpowiednia dla skóry wrażliwej, alergicznej oraz trądzikowej. Polecana jest dla osób mających problem z zaskórnikami, przebarwieniami czy bliznami. Glinka różowa w naturalny sposób dezynfekuje, tonizuje, wygładza i łagodnie oczyszcza.





Pomimo tego, że mam cerę mieszaną i lubię ją mocniej oczyścić glinką zieloną, lub czerwoną. Tym razem postanowiłam postawić na coś delikatniejszego, co również pomoże mi oczyścić pory, ale jednocześnie doda skórze energii i pięknie ją rozświetli






OPAKOWANIE:
miękka tuba, o pojemności 100g. Przed użyciem należy mocno wstrząsnąć opakowaniem, aby składniki się połączyły. Opakowanie jest wygodne i poręczne, możemy wydobyć produkt do samego końca. Cena to 24zł to kupienia np: TUTAJ


KOLOR:
różowa ta glinka jest tylko z nazwy w rzeczywistości ma brunatno rdzawy kolor. Brudzi jak wszystkie glinki, delikatnie barwi skórę, przez co lepiej nakładać ją wieczorem, a nie przed wielkim wyjściem ;)






ZAPACH: 
niestety, to największy minus tego produktu, zapach jest bardzo specyficzny i niestety nie podbił mojego serca, ani powonienia :( 


KONSYSTENCJA:
Maseczka, to dość gęsta pasta, którą bez problemu wydobędziemy z opakowania. Nie ma też żadnego problemu  z jej aplikacją na twarzy. Glinka ta ,bardzo długo zasycha, co jest ogromnym plusem. Pamiętajmy, że glinki dziąsła tylko wtedy, kiedy są wilgotne. Ja posiłkuję się wodą termalną!
Większy problem mamy już przy zmywaniu, ale takie uroki glinek niestety. Ja sięgam chętnie po gąbeczki celulozowe.





DZIAŁANIE:

- dezynfekuje i tonizuje skórę,
- wygładza i wyrównuje skrukturę epidermy,
- zabliźnia i regeneruje,
- łagodzi problemy cery wrażliwej i atopowej,
- walczy z zaskórnikami i przebarwieniami
   

maseczka ma zbawienny wpływ na naszą cerę, stosowana regularnie daje rewelacyjne efekty. 
Oczywiście oczyszcza, ale robi to w delikatny sposób, dlatego nadaje się dla cer bardzo wrażliwych i alergicznych. Rewelacyjnie koi uszkodzoną i podrażnioną skórę. Pomaga przy przesuszeniach, oraz wspomaga gojenie nieprzyjaciół, Mam wrażenie, że maseczka nawilżą i dotlenia, po jej użyciu moja cera wygląda na niesamowicie odprężoną i odświeżoną. Maseczka rozjaśnia i wyrównuje koloryt, po miesięcznej kuracji stosowania  maseczki dwa razy w tygodniu, już zaobserwowałam zmiany na tej płaszczyźnie. Ciekawa jestem  jakie efekty zaobserwuje po dłuższej przygodzie z tą maseczką. Zauważyłam też, że praca gruczołów łojowych została znacznie wyregulowana, nie przetłuszcza się już tak bardzo jak kiedyś. Maseczka jest bardzo delikatna i przyjemna. Używam jej chętnie i na pewno zakupię kolejne opakowanie. Oczywiście musicie pamiętać, że zmywanie glinek bywa uciążliwe, ale opcja maseczki w formie pasty już jest sporym udogodnieniem. Uprzedzam na zapach :) ale dla urody, warto pocierpieć :) 




61 komentarzy:

  1. Produkt wygląda na ciekawy i warty wypróbowania :)

    Pozdrawiam,
    MONIQUE

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie glinki, a połączenie czerwonej i białej brzmi bardzo obiecująco. Nie używałam jeszcze czerwonej co prawda, ale biala to mistrzostwo :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam kiedyś różową glinkę z innej firmy i sprawdzała się świetnie u mnie ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, że serduszko zapachowo się u Ciebie nie sprawdza ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? szkoda, że post nie dotyczy serduszka tylko pasty z różowej glinki ;/

      Usuń
    2. Hahahahahahahahahaha, dobre :-D 'Serduszko zapachowe' :-D

      Usuń
  5. Lubię takie gotowe pasty dzięki temu nie muszę jej sama rozrabiać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. this post is so lovely and the pics are so mesmerizing..

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam ale chetnie bym przetestowala :-) Bardzo ladnie wykonane zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie stosowałam nigdy żadnej glinki, a może to być błąd :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym wypróbować tą maskę,
    ale myślę że zapach mógłby mnie skutecznie zniechęcić. ..
    pozdrawiam MARCELKA♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zapach nie zachęca, moja rada- dodaj kilka kropli olejku różanego i będzie przyjemniej :)

      Usuń
  10. Nie słyszałam jeszcze o różowej glince, ale po ostatnich moich przygodach zapachowych z The Body Shop trzymam się od nich z daleka na jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam glinki :) Różową miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, działają świetnie :) teraz na listę wskoczyła biała :)

      Usuń
    2. uwielbiam i ja :) szkoda tylko, że zapach jest nieprzyjemny, ale tak jak napisałaś, wystarczy dodać kilka kropelek wybranego przez siebie olejku i będzie git :)

      Usuń
  12. Nie spotkalam sie wczesniej z ta maseczka :) ale chetnie sprobuje :) bo skoro Ty zachwalasz to musi byc dobra :) szkoda tylko ze zapach nie zacheca :)
    Ściskam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja znowu zaniedbałam maseczki z glinką, aj nie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię glinkę różową :) Polecam spróbować najzwyklejszą sypką. Może lepiej się spisze

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale recenzja :) Chyba warto ją wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  16. nie znam, ale serduszko mi sie podoba
    Dyed Blonde

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawe ma działanie! Nie słyszałam o niej wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szczerze mówiąc nie słyszałam o różowej glince, ale chyba wypróbuję z ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Powinna sprawdzić się u mnie, mam cerę ze skłonnością do trądziku i jednocześnie wrażliwą :) Obawiam się zapachu, ale rzeczywiście dla urody warto troszkę pocierpieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie przepadam za glinkami, ale te gotowe są godne uwagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo lubię glinki :) choć różowej (żadnej marki) niestety jeszcze nie miałam, ale planuję to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Z różową glinką to ja się bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dopiero od niedawna stosuję glinki, ale rzeczywiście mają one zbawienny wpływ - szczególnie na skórę trądzikową. Wszystkie niedoskonałości są podsuszone i dużo szybciej się goją. Do tego twarz nabiera jednakowego kolorytu a por są oczyszczone. Różowej glinki jeszcze nie miałam, ale testuję żółtą i zieloną i obie sprawdzają się bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Szczerze mówiąc nie mam dobrego doświadczenia z glinkami i jak na razie nie planuję do nich powrotu. Nie wykluczam jednak, że kiedyś się przekonam, bo jak widzę po opisie czasem jednak warto :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja twierdze, ze in coś gorzej pachnie tym lepiej działa. Miałam okazje testować ta glinkę z próbki i nawet mi podpasowala. Jednak jak to ja zapomniałam o niej całkowicie. Dzięki, ze przypomniałaś :)
    Www.kayleenbeauty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Musze w koncu wyprobowac jakas glinke, aczkolwiek mi chyba by sie zielona przydala na niedoskonalosci :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie stosowałam glinki tej marki, ale różowa glinka bardzo mi pasuje, więc pewnie przetestuję niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
  28. mam bardzo suchą cerę, więc unikam raczej glinek, jednak mąż ma problemy z zaskórnikami i ostatnio "częstuję" go maską glinkową od Skin79 - jest z niej bardzo zadowolony ;-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Francuska glinka ? pierwsze słyszę :) ale skoro działa :)to czemu nie...

    OdpowiedzUsuń
  30. O nie słyszałam wcześniej o różowych glinkach ! Świetny wpis :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. ja uwielbiam glinki, ale wolę te przyjemniej pachnące ;)
    uroczy chochlik się wkradł - "dziąsła" zamiast "działają" xD

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam wszystkie maseczki glinkowe. Jako posiadaczka skóry tłustej najlepiej sprawdzają się u mnie glinki zielone które najmocniej oczyszczają.

    OdpowiedzUsuń
  33. jak do tej pory stosowałam tylko glinki w proszku i faktycznie różowa była najdelikatniejsza, i choć zmywanie zawsze związane jest małymi problemami to przynajmniej w takiej formie nie trzeba bawić się z jej rozrabianiem :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Też lubię glinki, choć zazwyczaj wybieram te do samodzielnego przygotowania, w formie proszku. Ale nie wykluczam, że skuszę się na ten produkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sama mieszam i tworzę, ale uważam, że akurat opcja już rozrobionej pasty (mamy tu tylko glinkę i wodę) to super opcja dla leniuszków :)

      Usuń
  35. Glinki to coś co moja skóra lubi najbardziej. Produkt mnie zaciekawił jestem ciekawa jego efektów.
    Pozdrawiam i obserwuję :)

    http://czaswobiektywie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  36. Wyrównanie kolorytu to wielka przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
  37. różowej chyba jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Mimo tego barwienia twarzy jestem bardzo ciekawa tej maseczki. Bardzo lubię glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  39. nie przepadam za glinkami, ale działanie tej mogłoby przypaść mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  40. jeszcze nie stosowałam różowej glinki,wiec kto wie może kiedyś się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  41. Nigdy nie słyszałam o różowej glince :) Ja z uwagi na tłustą cerę uwielbiam glinkę zieloną :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Zupełnie nie znam tej maseczki,ale mogłaby i u mnie całkiem dobrze się sprawdzić

    OdpowiedzUsuń
  43. ciekawy blog, również obserwuję i pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie stosowałam jeszcze żadnej glinki. :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Glinki i moja cera to zestaw idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Jestem fanką glinek! Różowa to moja ulubiona.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger