Spełnij marzenia! Shinybox kwiecień 2017

Spełnij marzenia! Shinybox kwiecień 2017


Nadszedł czas, aby wspólnie odpakować kolejne pudełko ShinyBox. Tym razem hasło przewodnie to Spełniaj marzenia! Muszę przyznać, że bardzo motywująco to na mnie działa. Byłam szalenie ciekawa, co tym razem kryje się w pudełku, apetyt rośnie w miarę jedzenie i powoli uzależniam się  od tych boxów. Zapraszam na subiektywny przegląd kolejnego z nich :) 










Zacznę od tego, co było zawartością jawną, czyli dwóch produktów, które szczerze powiedziawszy robią to pudełko :) Pierwszy z nich to produkt do pielęgnacji, a dokładnie do demakijażu twarzy. Pieniący się żel do mycia twarzy z Luffą marki -417. Przyznaję, że pierwszy raz spotykam się z ta marką. Owszem kojarzę ją z półek w Sephorze, ale nigdy nie miałam przyjemności jej używać. Opis brzmi zachęcająco, zatem mam nadzieję, że produkt się sprawdzi. Produkt pełnowymiarowy cena 116 zł/200ml


\






Kolejny produkt, który został ujawniony to błyszczyk marki ProVoke. Przyznam szczerze, że posiadam w wiele kosmetyków marki Dr Irena Eris i sprawdzają się świetnie. Kosmetyki tej  marki goszczą na półce mojej babci i mamy i każda z nas ma swoje hity. Dlatego tym bardziej ucieszył mnie fakt, że poznam słynny błyszczyk. Do tej pory używałyśmy tylko pomadek tej marki. Kolor dobierany był losowo, ale ja jestem zadowolona, Trafiłam na odcień Romantic Cream, bardzo mi odpowiada ten neutralny dzienniaczek. Produkt pełnowymiarowy, cena to 55 zł 











Kolejne produkty, jak się domyślałam są już nieco tańsze, ale nadal pełnowymiarowe, co bardzo miło mnie zaskoczyło. 










W pudełku, znajdziemy kolejno balsam tlenowy, marki Faberlic. Pierwszy raz spotykam się z tą marką, ale sam produkt bardzo mnie zaintrygował. Jest to powiem krem o wielu zastosowaniach, może być używany solo, a także nakładany pod inny kosmetyk (np: maseczka) w celu wzmocnienia ich działania. Mnie to kupuje :) Ponadto krem, można stosować po ukąszeniu owadów, po depilacji, a także po opalaniu i inwazyjnych zabiegach kosmetycznych. Produkt pełnowymiarowy cena to 39,90 zł za 50 ml









Młode i rozświetlone spojrzenia, zawsze jestem chętna :) Kremy pod oczy wręcz uwielbiam, więc z ogromną przyjemnością przetestuję kolejny z nich. Mamy tutaj krem rozświetlający pod oczu Krynickie Spa. Nie znam tego produktu, ale mam ogromny sentyment do Krynicy :) Mam nadzieję, że się sprawdzi. Produkt pełnowymiarowy, cena 16zl/30ml









Coś z kolorówki od marki JOKO. były dwie opcje. Eyeliner w kałamarzu  albo wypiekany róż do policzków. Ciesze się, że trafiłam na róż ale oddam go mamie. Dla mnie jest zbyt pomarańczowy i ciepły. Niemniej to udany produkt, pełnowymiarowy 24,50/szt









Super pomysłem, jest także dołączony Voucher na 30 zł do katalogmarzen.pl Każdy bon, posiada unikatowy kod, dzięki któremu możemy uzyskać zniżkę na nasz koszyk. To świetna opcja, aby wybrać się na odprężający masaż, albo wraz z przyjaciółmi do escape roomu. Na to ostatnie zdecyduję się ja :)










Pudełko Spełniaj Marzenia! jest idealne i spełnia moje marzenia i oczekiwania wobec tego typu boxów. Po pierwsze brak próbek i chwała! Nie mam już co z nimi robić. Po drugie koniec z żelami pod prysznic, szamponami, kremami do stóp i rąk! I brawo :) Tyle pełnowymiarowych kosmetyków, że aż sama przyjemność otwierać ten box. Jestem zachwycona produktami Premium ( błyszczyk ProVoke oraz żel -417) Uważam, że te dwa produkty już zachęcają do zakupu. Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieje, że kolejne pudełka utrzymają ten sam poziom :) Brawo Shiny :* :) 







ROSSMANN -49% NA KOSMETYKI DO MAKIJAŻU | CO WARTO KUPIĆ?

ROSSMANN -49% NA KOSMETYKI DO MAKIJAŻU | CO WARTO KUPIĆ?


Hejka, jak zawsze przygotowałam dla Was post, dotyczący moich planów zakupowych, podczas najsłynniejszej promocji w naszym kraju. Mowa tutaj oczywiście o promocji -49% na kosmetyki do makijażu w drogerii Rossmann. A od teraz nawet -55% dla członków klubu Rossmann. Nie ukrywam, że cieszę się na tę akcje promocyjną, uzupełniam wtedy zapasy ulubionych produktów, albo kupuję jakąś nowość, która mnie zainteresowała. Zawsze jednak, staram się zachować zdrowy rozsądek, promocje się powtarzają, a moje zapasy wcale nie maleją :) 











Moje wskazówki, jak nie zwariować... Po pierwsze robię przegląd mojej toaletki, kiedy widzę denko w ulubionym pudrze, zapisuję go na listę w telefonie. Łatwo zapomnieć o podstawowych kosmetykach w tym szale zakupów. Ponadto, przeglądam nowości dużo wcześniej, dzięki temu, wiem po co konkretnie się wybieram, lub co wrzucam do wirtualnego koszyka :) Oczywiście, sprawdzam kolory w internecie, wtedy unikam błędów i nie daje się porwać chwili... Po co mi fioletowa pomadka, albo żółty cień do powiek ;) A na koniec, patrzę w lustro i pytam samą siebie, czy naprawdę potrzebuję tego wszystkiego?! :) 













Zaczynam od przeglądu produktów do makijażu twarzy. Podkłady to coś co testuję wręcz namiętnie i mogłabym to robić zawodowo. Choć ostatnio stawiam na podkłady marek selektywnych, polecę Wam moją drogeryjną perełkę...









Podkład L'oreal True Match, to jeden z tych podkładów, którego jestem pewna. Kiedy się spieszę, a wiem, że muszę wyglądać nienagannie sięgam po niego. Same plusy, ogromna gama kolorystyczna, tonacja odpowiednia dla każdego typu karnacji. Podkład pięknie wtapia się w skórę, nie podkreśla suchych skórek, rozszerzonych porów i zmarszczek. Utrzymuje się cały dzień, nie zapycha i nie oksyduje.











Kolejny świetny produkt, to korektor marki Bourjois Radiance Reveal Concealer Review... Jest lekki, przez co nie przesusza delikatnej okolicy pod oczami, pięknie rozświetla. Nie zbiera się w załamaniach i sprawia, że oko wygląda młodo. Kryje dość dobrze, fajnie się utrzymuje. I choć nie zastąpi ukochanej Helenki, sięgam po niego z przyjemnością. W tym roku, znowu go zakupię 














Pozostając przy marce Bourjois, nie mogę nie wspomnieć o kultowych już różach do policzków. Mam kilka odcieni i ciągle mam ochotę na kolejny kolor. Są niesamowicie wydajnie, kolory są bajeczne i każda z nas, znajdzie swój idealny odcień. Prezentują się pięknie i utrzymują się na policzkach cały dzień. Moi faworyci to 34 Rose D'or oraz 16 Rose Coup De Foudre













Pozostając w temacie róży do policzków, polecam również markę Max Factor, to róże wypiekane, podobnie jak Bourjois. Mają bardzo uniwersalne odcienie w tym wiele chłodnych <3 Utrzymują się cały dzień, mają piękne wykończenie, dodające skórze blasku :) Mój ukochany odcień, który planuję uzupełnić to 15 Seductive Pink













Tusz do rzęs to zakup obowiązkowy, lubię maskary L'oreal, ale chętnie sięgam po klasyczną 2000 kalorii od Max Factora, oraz zółtą Lovely :) Tak naprawdę, tutaj wybór jest największy i nie upieram się przy którymś szczególnie.
















Natomiast, jeżeli chodzi o eyeliner, stawiam na jeden jedyny i najlepszy. Niepozorny eyeliner marki Eveline. Mocny czarny i matowy kolor, kreska wygląda bardzo elegancko. Pędzelek jest bardzo cienki, dzięki czemu z łatwością maluję kreski, nawet o świcie na wpół jeszcze śpiąc :) Kupię kilka na zapas, w kolorze czarnym, oraz powrót do fioletu na szalone lato ;) 













Na końcowe buziaki, polecam pomadki marki Bourjois  Niezawodne pod każdym względem Rouge Edition Velvet... Duża gama kolorystyczna, piękne wykończenie, komfort noszenia oraz ich wytrzymałość, To wszystko sprawia, że ma się ciągle ochotę na więcej :) Poza tymi pomadkami, dokupię jakiegoś nudziaka marki L'oreal, oraz pomadkę pielęgnacyjną :) 





Oto moja lista zakupowa na tegoroczną promocję -49% w Rossmannie. Mam nadzieję, że upoluję wszystkie upragnione odcienie i zakupy będą przyjemnością, a nie walką o przetrwanie :) Pokazane produkty to moje pewniaki, które mogę polecić Wam z czystym sumieniem. Sama nie daję się zwariować i postaram się nie kupić niczego więcej... Choć jest kilka nowości, które mnie intrygują. Koniecznie dajcie znać, na co Wy polujecie. Buziakiii ;) 






EVELINE COSMETICS - Precious Oils Lip Elixir, tańszy zamiennik Clarins?!

EVELINE COSMETICS - Precious Oils Lip Elixir, tańszy zamiennik Clarins?!



Olejki, wszędzie olejki, całkowicie zawładnęły rynkiem kosmetycznym i moją pielęgnacją... Najpierw olejowałam włosy, następnie sięgnęłam po olejki przeznaczone do pielęgnacji twarzy, a teraz szukam produktów do ust, których formuła oparta jest na bazie olejków.... Jak wiecie zakochałam się w olejku do ust marki Clarins, o którym pisałam szerzej TUTAJ Dzisiaj chciałam Wam przedstawić tańszą alternatywę, naszej rodzimej marki Eveline :) Jak się sprawdza ten olejek i czy może być tańszym zamiennikiem Clarins. Zapraszam dalej :) 









Opakowanie, to złoty (na bogato) kartonik, na którym zamieszczone są wszystko informacje o produkcie, z boku widzimy sam olejek, w opakowaniu typu błyszczyk. Moje wersja to RASPBERRY 03. Dobrze się składa, bo Clarins mam również w tym zapachu/smaku. Pojemność to 7 ml, ważny od otwarcia przez 18 miesięcy. Cena tego produktu to ok 12 zł. Dostępny w każdej sieciowej drogerii ;) 











Zapach malinowy... no cóż, nie są to świeże maliny z ogrodu babi, zapach sztuczny, jak możecie się domyślać. Niemniej, nie jest duszący i nie mam ochoty go od razu zmyć z ust. Dość szybko się ulatnia, co dla niektórych może być plusem. 









Olejek, przypomina tradycyjny błyszczyk, opakowanie jest przezroczyste, dzięki czemu, widzimy ile produktu jeszcze nam zostało w opakowaniu. Aplikator o  klasycznym kształcie, wykonany z miękkiej gąbeczki. Jest bardzo elastyczny, wygina się przez co aplikacja jest szybka i prosta.











Konsystencja, to coś na kształt bardzo lekkiego błyszczyka i olejku, coś pół na pół. Ten olejek w przeciwieństwie do Clarins jest rzadszy. Na szczęście nie spływa z ust, tylko ładnie się ich trzyma. Olejek potrafi tak siedzieć na moich wargach do godziny czasu. Oczywiście kiedy nie jem i nie piję. Olejek  nie klei się, nie  łapie naszych włosów i nie zbiera się w załamaniach, czy kącikach ust. Po prostu się zjada i znika. Po nałożeniu daje efekt tafli wody, usta są ładnie podkreślone (lekko zabarwione na różowo) Podoba mi się to jak usta się prezentują, są optycznie powiększone, są soczyste i błyszczące, często stawiam tylko na ten olejek i wybiegam z domu. 









Podsumowujące, jest to przyjemny produkt za bardzo przyjemną cenę ok 12 zł. Olejek/błyszczyk tak bym go określiła jest wydajny, ładnie prezentuje się na ustach i faktycznie przyjemnie je nawilża. Usta są uspokojone, nawilżone i zregenerowane. Mój trik, nakładam olejek jako pierwszy krok w codziennym makijażu, zanim skończę się malować, usta są już przygotowane do przyjęcia długotrwałej, lub mocno wysuszającej pomadki. Olejek sprawdzi się także jako produkt nałożony na pomadkę, dzięki temu usta będą odżywione i mniej spierzchnięte, Ten produkt, naprawdę daję radę i polubiłam się z nim. Usta są przyjemnie nawilżone i wygładzone, same w sobie prezentują się dobrze. Podoba mi się aplikacja, łatwa i przyjemna, nie wymaga precyzji i patrzenia w lusterko. dizęi temu, możeci ego używać w pracy, w autobusie, czy na plaży :)  Czy mogę powiedzieć, że to odpowiednik Clarins... Niestety nie... choć chciałabym bardzo, znaleźć tańszą opcję, ukochanego olejku. Różnica przede wszystkim w konsystencji, w przypadku Eveline odczucie mam typu tłuściejszy błyszczyk... nie wiem jak to dokładnie opisać. W przypadku Clarins, czuję bogaty, treściwy i gęsty olejek...  Niemniej, jeżeli ktoś nie stosował produktu Clarins, będzie zadowolony z tej propozycji. Za cenę 12 zł nie mogę marudzić. Usta są wygładzone, nawilżone i ukojone. Sięgam po niego codziennie i ręka odruchowo leci po niego, więc to najlepsza rekomendacja. Olejek się sprawdza, robi to co robić ma. Lubię go i polecam Wam spróbować, może okażę się Waszym kosmetycznym hitem :) Buziakiii 






GALENIC AQUA INFINI LOTION INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY- Esencja Młodości...

GALENIC AQUA INFINI LOTION INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY- Esencja Młodości...



Dzisiaj opowiem Wam o produkcie, który jeszcze kilka lat temu, uznałabym za całkowicie zbyteczny w mojej pielęgnacji. Uznawałam bowiem, że taki produkt, nie jest potrzebny mojej mieszanej cerze i że sam krem nawilżający daje radę. Całe szczęście, że wraz z wiekiem, poszerza się nasza wiedza i dzisiaj już wiem jak bardzo się myliłam. Lotion nawilżający jest teraz moim kosmetykiem obowiązkowym i nie wiem, jak mogłam bez niego żyć...










Marka Galenic, to marka, którą ciągle odkrywam. Mam już kilka swoich hitów, ale im dalej sięgam w jej asortyment, tym bardziej jestem zdumiona. To jak te produkty współgrają z moją cerą jest czymś niebywałym... Szczególnie to małe cudo, które na początku mnie do siebie nie przekonywało... A jednak odmieniło moją pielęgnacje. Stało się przysłowiową kropką na I. Dopełniło i wypełniło mój rytuał pielęgnacyjny.




Ale zacznijmy od początku, czyli słów kilka od producenta, żeby niczego nie uronić:


Galenic Aqua Infini lotion, który wzbogacony został wyciągiem z róży jerychońskiej wykazuje moc hydra-inteligentnego nawilżenia i stanowi pierwszy krok w codziennej pielęgnacji nawilżającej. Jego formuła składająca się w 80% z wody i w 20% z żelu TAMIS3 MOLECULAIRE™  gwarantuje odpowiednie nawilżenie i przygotowuje skórę do czerpania korzyści z kolejnych zastosowanych produktów pielęgnacyjnych.









Opakowanie, to smukła, plastikowa butelka, o pojemności 200 ml Widać ile produktu zużyłam i to uważam na plus. Minusem jest dla mnie dozownik, przez który "wylewamy" produkt z opakowania. Jestem fanką pipetek i pompek, dlatego marudzę. 










Zapach emulsji jest wspaniały i pomimo tego, że jest różany absolutnie mi nie przeszkadza (nie jestem fanką różanych aromatów) Ten produkt pachnie mlecznie, pachnie czystością, klasyczną wersją Dove, albo Nivea z odrobiną świeżej róży....










Lotion, mleczko, emulsja można określać ten produkt wieloma nazwami i każda jest trafna. Konsystencja tego produktu, przypomina lekką zawiesinę, rozwodnione mleczko do demakijażu z odrobiną żelu hialuronowego... Jest ultralekka i wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając na skórze, żadnego filmu. Na mojej mieszanej cerze, nie powoduje przetłuszczania, świecenia, czy zapychania. Jest to produkt bardzo delikatny w odczuciu i bardzo mocny w działaniu. Wylewam odrobinę w zagłębienie dłoni i rozprowadzam na całej skórze twarzy. Lekko masuję, a pozostałość "wciskam" w skórę. Na lotion, nakładam kolejno serum i krem. Wszystko się ze sobą łączy i wzajemnie uzupełnia.









Esencja piękna, tak modny termin w azjatyckiej pielęgnacji ma tutaj swój europejski odpowiednik. Ten produkt jest dla mnie właśnie taką esencją upiększającą, która choć niepozorna tak wiele zmienia w pielęgnacji. Po pierwsze, daje ukojenie, po porannym oczyszczaniu twarzy, niweluje ściągnięcie i przesuszenie. Przywraca równowagę i komfort skórze. Po drugie intensywnie nawilża cerę, to jak powiew świeżego powietrza w upalny dzień. Moja cera wchłania ten produkt jak gąbka wodę  (przypominam, że mam cerę mieszaną) Jak się okazuje moja cera potrzebuje tej porcji nawilżenia. Po wchłonięciu, skóra jest miękka, delikatna i wygładzona. Efekt bazy silikonowej! Nakładane kolejno produkty (serum i krem) wchłaniają się szybciej i lepiej. Esencja spija wszystko to, co najlepsze w kolejnych kosmetykach, pozwalając wniknąć im głębiej w skórę, Nie musiałam długo czekać, na poprawę stanu mojej skóry, która stała się pełna blasku. Jest miękka i bardziej sprężysta. Nie potrafię nawet tego opisać... Ale widzę szaloną różnicę w wyglądzie i kondycji mojej cery. To jest niebo, a ziemia, to właśnie ta kropka na I w mojej pielęgnacji. Mały krok, który kiedyś ostentacyjnie bym wyśmiała, teraz stał się elementem kluczowym i wiążącym moją pielęgnację w całość. Lotion, stosuję dwa razy dziennie i zostało mi go mniej niż połowę ( zdjęcia robiłam dawno) Uważam, że jest to produkt wydajny, bo wystarczy go odrobinę. Konsystencja zawiesiny, która nie przecieka przez palce, mówi sama za siebie. Jestem absolutnie zakochana. Nie miałam pojęcia, że moja cera tak bardzo potrzebuje dodatkowej porcji nawilżenia, że będzie spijała ten lotion do ostatniej cząsteczki. Nie potrafię wyrazić tego słowami, jak wiele ten produkt zrobił i jak bardzo to odczuwam. Teraz wiem, że moja pielęgnacja jest kompletna i z pewnością zakupię go ponownie. A Wy stosujecie tego typu lotiony i esencje? Czy dopiero rozważacie zakup tego typu produktu? Sądzę, że wiele z Was poczuje i zobaczy różnicę, kiedy dołączy ten element do swojej pielęgnacji, dla mnie ten jeden mały krok, okazał się krokiem milowym mojej pielęgnacji!






Świeży makijaż z Rimmel Fresher Skin

Świeży makijaż z Rimmel Fresher Skin



Wiosna, to czas kiedy odstawiam cięższe podkłady, brązy i maty i sięgam po rozświetlające produkty, pastele i zdrowy rumieniec. Ostatnio, pokazałam Wam jak wygląda mój wiosenny makijaż po jakie kosmetyki obecnie sięgam. Wspomniałam Wam o nowym podkładzie marki Rimmel Fresher Skin, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Dzisiaj przyszedł czas na jego szerszą recenzję.









Zacznę od opakowania, szklany, płaski słoiczek, z nakrętką i nakładka zabezpieczającą. Nie przepadam za takimi opakowaniami, bo z reguły nie lubię wkładać rąk w kosmetyki. Dobrze, że podkład jest na tyle lekki, że mogę go wydobywać plastikową szpatułką. Pojemność to 25 ml Możecie go kupić np: w  drogerii Estrella za cenę 21,99 zł 

















Zapach to ogromy plus tego podkładu, pachnie świeżo i kwiatowo, niezwykle przyjemnie. Lubię pachnące podkłady, umila mi to codzienny makijaż. Nie musicie się jednak obawiać, zapach dość szybko ulatnia się ze skóry.










Konsystencja przypomina mi mus, jest bardzo delikatna i lekka. Idealna co dzień, oraz porę roku jaką jest wiosna i lato. Po nałożeniu na skórę jest praktycznie niewyczuwalny i niewidoczny, jest dla mnie jak zdrowa skóra, tylko oczywiście udoskonalona. Podkład, nie wychodzi w załamania (pudruję go cienką warstwą pudru Rommel) Nie podkreśla suchych skórek, nie ciastkuje się i ładnie utrzymuje bronzer oraz róż.










Minusem, może być kolor, posiadam odcień 100 IVORY i jest on dla mnie akurat, ale dla bardzo bladych dziewcząt, może być zbyt ciemny. U mnie dobrze się stopił z cerą, co zobaczycie na zdjęciu... Na szczęście, podkład nie oksyduje!











Podkład, nakłada się błyskawicznie, wystarczą 2 minuty i nasze palce. Podkład się nie rozmazuje, nie zastyga przez co aplikacja jest przyjemna, a cera cały czas e nawilżona i schłodzona, takkkk. to produkt, który chłodzi moją cerę i jednocześnie mnie budzi do życia ;) Osobiście najbardziej lubię nakładać ten podkład przy pomocy gąbeczką. Podkład ładnie wyrównuje koloryt cery i ujednolica go, nie zakrywa jednak dużych zmian i przebarwień, dla bardzo problematycznych cer, przyda się dodatkowo korektor.Wykończenie jest satynowe, lekko rozświetlające, na pewno nie jest to płaski mat. Osobiście uwielbiam takie wykończenie, szczególnie w tym okresie. Twarz wygląda na zadbaną i zdrową. Uważam, że to fajny podkład na upalny dzień, brawa za  filtr 15, bo 15 ale zawsze coś! Sprawdzi się dla cer suchych, odwodnionych i mieszanych, a także młodych, które nie potrzebują jeszcze pełnego krycia, oraz cer dojrzałych, które potrzebują zdrowego blasku. Lubię go i z chęcią ostatnio po niego sięgam. 










Jeżeli nie lubicie i nie potrzebujecie ciężkiego krycia, płaskiego matu i maski na twarzy, będziecie zadowolone z tego podkładu. Daje on efekt drugiej skóry, ładnie wyrównuje koloryt, krycie można budować do średniego. Lekko przypudrowany, utrzymuje się do 6 godzin. Zatem nie jest to podkład na cały dzień pełen wrażeń, raczej na weekend, albo inny dzień w którym możemy być mniej oficjalne. Podkład nie zapycha, nie podkreśla porów i zmarszczek, jest bardzo komfortowy w noszeniu. I wydaje mi się, ze odejmuje lat moje cerze, a to zawsze liczé na plus. Jestem zadowolona i chętnie zużyje go do końca Używałyście go, czy dopiero macie ochotę na jego przetestowanie? Buziaki 






Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop serum

Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop serum


Cześć dziewczyny, dzisiaj zapraszam Was do azjatyckiego kącika. Od jakiegoś czasu stosuję kosmetyki azjatyckie i choć całkowicie nie przeszłam na tę stronę mocy, Mam w swojej łazience kilka takich produktów. Dzisiaj opowiem Wam o produkcie, który staje się powoli kultowy wśród blogerek i maniaczek urodowych Freshly Juiced Vitamin Drop Serum to kosmetyk, cieszący się ogromną popularnością i ja postanowiłam to sprawdzić, 










Serum to produkt skoncentrowany, który za zadanie ma działać lepiej i mocniej. Nie ukrywam, że jestem ogromną fanką tego typu kosmetyków, a jeżeli dane serum, ma w składnie witaminę C, jestem całkowicie przekonana. Nie inaczej jest w przypadku produktu marki Klaris, znajdziemy tutaj 5% kwasu L-askorbinowego. Nie jest to największe dopuszczalne stężenie, ale też dlatego produkt ten nadaje się do każdego tupu cery, nawet wrażliwej










Opakowanie, bardzo przypadło mi do gusty, białe z holograficzną nakleją, prezentuje się super, trudniej to uchwycić na zdjęciu ;) Na buteleczce, analogicznie mamy podoba szatę graficzną. Na opakowaniu, znajdziemy nakleję w języku polskim, co zawsze uznaję za plus sklepu sprzedającego dany produkt.











Buteleczka jest przezroczysta, dzięki temu możemy kontrolować zużycie produktu. Lepiej dla witaminy C, żeby miała ciemne szkło, ale producent, zaleca trzymanie produktu w ciemnym i suchym miejscu. Produkt jest ważny przez 12 miesięcy, jednak po otwarciu najlepiej zużyć go w przeciągu 3 miesięcy. Dla mnie to żaden problem, serum stosuję dwa razy dziennie i mam nadzieję, że zdążę je zużyć. Produkt jest bardzo wydajny, a to za sprawą konsystencji. Pojemność serum to 35 ml. Aplikacja poprzez pipetkę czyli mój ulubiony sposób i najbardziej higieniczny zarazem. Pipetka dozuję optymalną ilość serum i nic się nie marnuje. Cena produktu to 99 zł 





















Konsystencja jest bardzo lekka, wodnista jednakże w kontakcie ze skórą sprawia wrażenie oleistej. Nie jest to ciężki i tłusty produkt, wręcz przeciwnie, serum jest ultralekkie i wchłania się naprawdę bardzo szybko. Stosuje je nawet pod makijaż, (przy cerze mieszanej) i nic złego nie dzieje się z moim makijażem, wręcz przeciwnie :) Zapach jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny, nie przeszkadza w żaden sposób.












Aplikacja jest prosta, szybka i przyjemna, stosuję pół pipetki na całą twarz, najpierw rozprowadzając serum, następnie wykonują delikatny masaż, a na sam koniec "wciskam" produkt w cerę. Na efekty nie musiałam długo czekać i wszystko to co czytałam o tym produkcie, potwierdziło się! 





Przede wszystkim cera jest znacznie wygładzona i nawilżona. Mam wrażenie, że skóra stała się grubsza, bardziej jędrna i gładka. Serum ma wspaniały wpływ na moją  mieszaną cerę, reguluje produkcie sebum, jednocześnie kojąc ją. Zdecydowanie poprawił się koloryt mojej cery, jest bardziej jednolity,a drobne przebarwienia, znacznie się  rozjaśniły. Cera dostała nowej energii jest rozjaśniona, rozświetlona, wygląda na wypoczętą i zdrową. Wyglądam lepiej i czuję się lepiej. a makijaż prezentuje się po prostu nieskazitelnie. Uwielbiam produkty, które działają tak dobrze w tak krótkim czasie używania. Freshly Juiced Vitamin Drop Serum, to subtelny mocarz, który błyskawicznie, odmienił wygląd i kondycję mojej cery. Zniknęła ziemista zimowa cera, pojawiła się pełna blasku, wiosenna odsłona. 











Mam nadzieję, że przy końcu buteleczki, pozbędę się już piegów, za którymi u siebie nie przepadam, a w tym okresie lubią się pojawiać. :) To serum, ma moc. Pięknie koi zmiany, które pojawiają się na cerze, niwelują blizny potrądzikowe i mam wrażenie, że troszeczkę rozprawiło się także z zaskórnikami. Cera aż promienieje zdrowiem, jest bardzo miękka i delikatna, mam wrażenie, że serum samo dopasowuje się do mojej cery, każdego dnia działając inaczej. Raz odczuwam nawilżenie, raz obserwuję jak niweluje nieprzyjaciół, a czasami widzę jak pięknie rozświetlona staje się moja skóra. Pomimo tendencji do zapychania, nic złego się nie wydarzyło, nie odczuwam także żądnego dyskomfortu, czy pieczenia, związanego ze stosowaniem Witaminy C. Ale moja cera jest oswojona z tego typu produktami. Warto jednak przy pierwszej aplikacji, postępować zgodnie z opisem na opakowaniu i dozować optymalną ilość produktu to typu naszej cery. Ja jestem całkowicie oczarowana i podpisuję się pod każdą pozytywną recenzją To serum naprawdę zmienia wygląd naszej cery! Pamiętajcie, aby kupować azjatyckie kosmetyki u sprawdzonych sprzedawców! Wtedy mamy gwarancję oryginalności i składu danej rzeczy. Serum zakupiłam w BEAUTYTREND Polecam ten sklep i możecie liczyć na sporo próbek :) Macie ochotę na ten produkt, a może już go używałyście? Dajcie znać w komentarzach . Buziaki 









Nowości pielęgnacyjne od marki Lirene

Nowości pielęgnacyjne od marki Lirene


Wiosna! A wraz z nią, słońce, pogoda i czas na zmiany. Zaczynamy aktywniej spędzać, czas, chętniej przechodzimy na dietę i oczywiście zmieniamy pielęgnacje. Marka Lirene, wychodzi na przeciw naszym potrzebom i wraz z nadejściem wiosny, przygotowała nowe produkty, które dzięki uprzejmości marki, dostałam do przetestowania. Szczególnie zaintrygowały mnie dwa produkty, ale o tym zaraz opowiem, tymczasem zapraszam do przeglądu nowości kosmetycznych marki Lirene.
















Kiedy pokazałam na Instagramie zdjęcie przesyłki, wiele z Was było ciekawych co dokładnie znajduje się w tej paczce. Dzisiaj pokaże Wam wszystkie produkty.











Zacznę od pielęgnacji skóry twarzy. Cztery nowe produkty, na zdjęciu powinny być 4, w paczce, znajdował się także żel do mycia twarzy, ale zapomniałam go zabrać z łazienki do robienia zdjęć :) Także musicie go sobie wyobrazić :) Seria C+D to kompleksowa pielęgnacja cery, serum, które nadaje się na całą twarz, pod oczy i na szyję, podoba mi się ta opcja :) Ponadto dwa kremy z tej serii, jeden przeznaczony do cery suchej i wrażliwej, oraz  drugi krem- żel  do cery normalnej.













Dwa płyny micelarne niebieski z minerałami z Morza Martwego, oraz żółty dwufazowy z olejkiem rycynowym i tego produktu jestem ogromnie ciekawa :) Olejek ten, świetnie wpływa na kondycję rzęs i brwi, a także pomaga w pielęgnacji cery problematycznej. 











Coś do opalania, czyli dwufazowa mgiełka. Uwielbiam tego typu produkty, mam jasną karnację, poza tym nie lubię się opalać, zatem kłopot rozwiązany. Dzięki takim produktom,skóra prezentuje się ładniej i bardziej zachęcająco ;)  pozostając zdrową i młodą na dłużej :) Szczególnie, lubię stosować takie produkty na nogi :) To produkt dwufazowy, więc liczę na odrobinę pielęgnacji i odżywienia skóry.










I na koniec coś, co pomoże mi wyrolować problem skórki pomarańczowej, mam taką nadzieję :) W tym roku, postanowiłam udać się na serię zabiegów przy użyciu bańki chińskiej. Natomiast w domu, chciałabym podtrzymywać ten efekt i ten zestaw, wydał mi się do tego idealny. Po pierwsze maska, która za zadanie ma mocno ujędrnić naszą skórę. Nie wierzę w magię kosmetyków typu śpisz, jesz, a krem Cię odchudzi. Ale jeżeli połączę ze sobą dietę, masaże, trochę ruchu i tego typu krem, mam większą szansę na sukces! W zestawie mamy także urządzenie masujące. dwie rolki z wypustkami z bardzo poręcznym uchwytem. Pozwoli mi dogłębnie wmasować krem-maskę w newralgiczne miejsca. Jestem ogromnie ciekawa, jak ono się u mnie sprawdzi :) 











To cała zawartość paczki od Lirene, przyznaję, że jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków. Oczywiście pojawią się ich recenzję, ale muszę ich troszeczkę poużywać. Najbardziej ciekawi mnie płyn micelarny z olejkiem rycynowym, oraz masażer do ciała :) 

Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger