TAG- 11 pytań kosmetycznych

TAG- 11 pytań kosmetycznych



Wakacje, urlopy, słońce i beztroska! Zatem i na blogu odrobina rozrywki. Znalazłam w sieci, bardzo przyjemny Tag "11 pytań kosmetycznych". Ogromnie mi się spodobało, że pytań jest akurat 11, bo dlaczego zawsze ma być to okrągła liczba?! Żyjmy po swojemu i odpuśćmy czasami sztywne reguły. Są wakacje, więc czas na oddech. Zatem dzisiaj zabawnie i inaczej. Zapraszam :) 











1. JEDEN KOSMETYK, KTÓRY ZABRAŁABYŚ NA BEZLUDNĄ WYSPĘ?

JEŻELI TO BEZLUDNA WYSPA NIE MUSZĘ SIĘ MALOWAĆ, WIĘC Z GŁOWY MAM CAŁY TEN KOLORÓWKOWY MISZ-MASZ. a SKORO MUSZĘ WYTRZYMAĆ SAMA ZE SOBĄ, ZABRAŁABYM ŻEL POD PRYSZNIC :) 





2. KOSMETYK MOJEGO ŻYCIA TO?  

MAM KILKA PEREŁEK I HITÓW, WCIĄŻ ODKRYWAM NOWE, ALE JEDEN JEDYNY TO PERFUMY ALIEN, JEDYNE, PONADCZASOWE, IDEALNE...






3.ZABIEG KOSMETYCZNY NA KTÓRY NIGDY SIĘ NIE ZGODZĘ?

 UWIELBIAM ZABIEGI PIELĘGNACYJNE, SĄ WSPANIAŁYM UZUPEŁNIENIEM, A MOŻE PODSTAWĄ PIELĘGNACJI. ALE NIGDY NIE PRZEKROCZYŁABYM PEWNYCH BARIER. NA PEWNO ODPADA LIFTING TWARZY, CZY BOTOKS!





4. ILE CZASU ZAJMUJE CI CODZIENNY MAKIJAŻ?

 JAKO BLOGERKA, POWINNAM POWIEDZIEĆ, ŻE BARDZO SIĘ DO TEGO PRZYKŁADAM. NIESTETY PRAWDA JEST ZUPEŁNIE INNA. MÓJ MAKIJAŻ ZAJMUJE MI MAX 15 MIN KIEDY MAM CZAS I MOGĘ SIĘ POBAWIĆ. JEDNAKŻE NAJCZĘŚCIEJ POŚWIĘCAM NA TO 5 MINUTEK 












5.ZAPACHU JAKIEGO KOSMETYKU NIE MOŻESZ ZNIEŚĆ?
 TO Z PEWNOŚCIĄ ZAPACH OLEJU TAMANU, COŚ NA KSZTAŁT "MAGGIE" ALBO ROSOŁU BLAHH. NIEMNIEJ JEGO WŁAŚCIWOŚCI SĄ REWELACYJNE




6.GRZECH KOSMETYCZNY, KTÓRY ZDARZYŁO CI SIĘ POPEŁNIĆ?

 POPEŁNIAM GO CODZIENNIE! NIENAWIDZĘ SIĘ BALSAMOWAĆ, NIE SPRAWIA MI TO ŻADNEJ FRAJDY, LATEM ZA GORĄCO, ZIMĄ ZBYT CHŁODNO. JEŻELI COŚ NAŁOŻĘ (DWA RAZY DO ROKU) TO ZAZWYCZAJ OLIWKĘ. RAZ A DOBRZE :) 





7.CZY ZMUSIŁABYŚ SWOJEGO MĘŻCZYZNĘ DO UŻYWANIA CZEGOŚ WIĘCEJ NIŻ WODY I MYDŁA?

 HIHIH, DOBRE PYTANIE, NIE MAM PROBLEMU, BO MÓJ MĄŻ SAM SIĘGA PO WIĘCEJ NIŻ KĄPIEL :)  ALE NIGDY NIE ZMUSZAŁABYM MOJEGO MĘŻCZYZNY DO CZEGOŚ WIĘCEJ, NIŻ SAM UWAŻA ZA STOSOWNE. MĘŻCZYZNA, MA POZOSTAĆ MĘŻCZYZNĄ CO ZA DUŻO TO NIE ZDROWO :)  





8.JAKIEGO KOSMETYKU NIE UŻYWASZ Z LENISTWA?

 MOJA NIECHĘĆ DO BALSAMÓW, ZAPEWNE WYNIKA Z LENISTWA, CZĘSTO ZAPOMINAM TAKŻEO KREMIE DO PIELĘGNACJI STÓP





9.KOSMETYK, KTÓRY KUPUJESZ NAJCZESCIEJ?
 U MNIE ZDECYDOWANIE SĄ TO PODKŁADY, UWIELBIAM JE TESTOWAĆ, PRÓBOWAĆ I ODKRYWAĆ SWOJE PEREŁKI. ALE RÓWNIE WAŻNE SĄ DLA MNIE PERFUMY, NIE POTRAFIĘ ICH SOBIE ODMÓWIĆ




10. ULUBIONY ZABIEG KOSMETYCZNY (GABINETOWY)?

UWIELBIAM PROFESJONALNE ZABIEGI KOSMETYCZNE, MAJĄ ZNACZĄCY WPŁYW NA KONDYCJĘ I WYGLĄD NASZEJ CERY/SKÓRY. BARDZO LUBIĘ OXYBRAZJĘ, ALE NIE POGARDZĘ TAKŻE PEELINGIEM KAWITACYJNYM. PONADTO FALE RADIOWE I NAJNOWSZA MIŁOŚĆ INFUZJA TLENOWA :) 




11.JAKI JEST TWÓJ NAJTAŃSZY KOSMETYK I NAJDROŻSZY KOSMETYK W TWOJEJ KOSMETYCZCE? 


NA CHWILĘ OBECNĄ, NAJTAŃSZYM PRODUKTEM JEST MAŚĆ Z WITAMINĄ A, NATOMIAST NAJDROŻSZE SĄ PERFUMY I OSTATNI NABYTEK PODKŁAD GIORGIO ARMANI. WIĘCEJ GRZECHÓW, NIE CHCĘ PAMIĘTAĆ :P






Mój sposób na świeży letni makijaż

Mój sposób na świeży letni makijaż



Dzisiaj, słów kilka o makijażu i choć nie jestem żadną ekspertką w tym temacie, chciałabym Wam zdradzić mój sposób na świeży, letni makijaż, gdzie świetlista cera gra pierwsze skrzypce. Oczywiście nadal zazdroszczę koleżankom, którą robią sobie piękne, barwne makijaże, potrafią doklejać sztuczne rzęsy i robić na powiekach małe dzieła sztuki. Ja niestety nie mam takich umiejętności, poza tym moja klasyczna natura, zawsze bierze górę. I kiedy już mi się wydaje, że dam radę obsypać się brokatem i zrobić różową kreskę... Ponoszę klęskę, bo moja natura jednak wygrywa :) Niemniej malować się lubię i robię to z wielką przyjemnością. A efekt rozświetlonej, zdrowej cery to coś, co zawsze się obroni i wygląda dobrze. I na to właśnie stawiam 










Moja złota zasada, żeby makijaż mógł się prezentować dobrze i świeżo, warto zadbać o swoją cerę. Wieloetapowy demakijaż, systematyczne złuszczanie przy pomocy peelingów i masek. odpowiednie nawilżenie i ochrona przeciwsłoneczna. To są dla mnie najważniejsze kwestie. I tak naprawdę tutaj jest początek makijażu w moim odczuciu oczywiście. Możemy się także pobawić w odpowiednią dietę i ilości wypitej wody. Ale ja akurat mam swoje jedzeniowe grzeszki, więc nie będę Wam nic na siłę wmawiać :) 










Zaraz po pielęgnacji, kwestia odpowiedniego podkładu. Jestem osobą, którą ma naprawdę sporą kolekcję podkładów różnego typu i już wiem, na co stawiać, aby zachować naturalny i zdrowy wygląd. Przede wszystkim, latem unikam ciężkich, matujących i zastygających podkładów. Z reguły ich nie lubię, choć czasami sytuacja wymaga, aby właśnie takiego kosmetyku użyć. Choć zdarza mi się to naprawdę sporadycznie. I pomimo tego, że mam  mieszaną cerę, stawiam latem na podkłady lekkie i rozświetlające. Bardzo cenię sobie także produkty mineralne, na upały są niezastąpione i nie wymagają przypudrowania. W kwestii podkładów mam kilka hitów i niebawem opiszę Wam najnowszy z nich :) 










Kolejna moja zasada, mniej znaczy więcej!!! Jeżeli już nakładam podkład, to w bardzo małej ilości! Nie chcę obciążać skóry, chcę tylko lekko wyrównać jej koloryt. Nakładam cienką warstwę podkłądu, wklepują ją palcami, Beauty Blenderam, lub rozcieram pędzlem. W tej roli najlepiej sprawdza mi się pędzel GlamBrush T13. Podkład jest nałożony, ale w taki sposób, że  piegi i faktura skóry jest nadal widoczna spod mojego makijażu. I taki właśnie efekt lubię najbardziej. Naturalnie i delikatnie. Unikam także baz pod makijaż, nie chcę tak katować mojej cery i tak już nie ma lekko, w upalny dzień. Sam podkład to już i tak sporo.









Puder, to istotna sprawa dla posiadaczek cer mieszanych i tłustych, niemniej latem używam go minimalną ilość. I może brzmi to dziwnie, ale w moim odczuciu gruba warstwa pudru, sprawia, że podkład prezentuje się gorzej. Zaczyna się ciastkować i ważyć. Cienka warstwa pudru, wklepana puszkiem w zupełności mi wystarczy. Najczęściej jest to puder Rimmela, lub Meteoryty Guerlain. Nawet, kiedy podkład, zaczyna się w ciągu dnia lekko świecić, wystarczy odcisnąć nadmiar sebum bibułką i dopiero wtedy lekko przypudrować skórę. Unikam, nakładania kilku warstw na siebie, to nigdy nie wygląda dobrze. 









Bronzer, rozświetlacz, róż i piękniejsza jesteś już. Bez tych produktów, makijaż jest niepełny, a twarz wygląda płasko, dodatkowo moja twarz jest tak jasna, że muszę dodać sobie odrobinę koloru. I tutaj także podkreślam odrobinę. Ciemne plamy i mocne linie po konturowaniu, latem wyglądają po prostu źle. Podobnie jest z kolorem zbyt pomarańczowy bronzer, nie sprawi, że będziemy wyglądać lepiej, wręcz przeciwnie. Twarz będzie wyglądała sztucznie i starzej. Moje bronzery i pudry do konturowania, są zachowane w chłodnej tonacji, nakładam ich minimalną ilość, w razie potrzeby dokładam. Kolejny raz sprawdza mi się metoda im mniej, tym lepiej. Zbyt mocna plama po bronzerze, to prawdziwy koszmar, ileż to trzeba się napracować, żeby ładnie porozcierać nie ściągając przy tym warstw podkłądu. Lepiej budować kolor, dodając go stopniowo.











Rożwietlacz i róż... Jeżeli używam matowego różu, pozwalam sobie na odrobinę rozświetlacza. Jeżeli róż już ma w sobie drobinki, nie dokładam więcej blasku. Skóra w ciągu dnia i tak zacznie się lekko świecić, zatem taki podwójny glow to dla mnie już za dużo. Twarz będzie wyglądała na tłustą, a wszelkie mankamenty cery, wyjdą na światło dzienne.










Na koniec usta, zazwyczaj zostawiam je naturalne, pociągnięte tylko pomadką ochroną lub jasnym błyszczykiem. Jeżeli decyduję się na kolor, stawiam na zgaszone róże i nudziaki. Ciemne usta, latem wyglądają zbyt smutno i mogą odebrać nam tę lekkość, na której nam zależy. Podobnie sprawa wygląda z brwiami. I choć moje brwi to jakaś pomyłka, są jasne i rzadkie, nie staram się ich na siłę dorysowywać. To wygląda nienaturalnie i ciężko. Moje brwi traktuję kredką lub cieniem do powiek, dobranym do kolorów włosów. Uważam, żeby brwi nie były zbyt ciemne, bo wszystko to mocno obciąży nasz letni makijaż, który z założenia ma być lekki i świeży :) 










Garstka moich makijażowych nawyków, same oczywistości, ale niestety na ulicach nadal obserwuję młode dziewczęta, które niszczą swoją cerę makijażami prosto z Instagrama... Wszystko jest dla ludzi, ale umiar jest ważny. U mnie im mniej tym lepiej i tego będę się trzymać. A jakie są Wasze sposoby na letni, lekki makijaż? 





IOSSI Naturalne serum rozświeltające

IOSSI Naturalne serum rozświeltające



Kto mnie czyta od dawna, zapewne wie, że ja i sera do twarzy to romans idealny. A jeżeli dodatkowo ów serum ma za zadanie rozświetlić moją cerę, to jestem absolutnie kupiona. I tak oto jestem typowym konsumentem i nakręcam gospodarkę no cóż nikt nie jest idealny ;) Na całe szczęście dla mojego portfela, serum o którym chcę Wam dzisiaj wspomnieć, dostałam w prezencie od mojej koleżanki Kasi (też blogerki :) Wiadomo, że nic nie ucieszy bardziej, drugiej kobiety (nie tylko blogerki) jak nowy kosmetyk do testowania. I tak oto, dzięki Kasi, stałam się szczęśliwą posiadaczką serum rozświetlającego marki IOSSI. Kiedy je zobaczyłam, aż zapiszczałam z radości, bo o tej marce słyszałam wiele i były to bardzo pochlebne opinie.











Marka IOSSI wykorzystuje naturalne składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych. Dzięki czemu ich kosmetyki są bezpieczne i  całkowicie naturalne. Uwielbiam naturalne kosmetyki i choć ostatnio od nich odeszłam, to serum przypomniało mi dlaczego kiedyś tak bardzo je lubiłam :) 




W skład serum rozświetlającego wchodzą: olej jojoba*, olej z dzikiej róży*, nagietek* i kocanka* w oleju z pestek winogron, olej z zarodków pszenicy, olej z ogórecznika*, olej z wiesiołka*, skwalan, macerat marchwi w oleju słonecznikowym, olej rokitnikowy, witamina E, witamina C, olejki eteryczne (geranium, cyprys, palmaroza, drzewo sandałowe, szałwia lekarska, rumianek
)








Bogactwo drogocennych olejków, w jednej małej buteleczce. Moja wersja to 10 ml (44 zł) , ale zakup 30 ml ( 89 zł) serum wychodzi ekonomiczniej. Można także na własną rękę skomponować podobną mieszankę, choć jak dla mnie za dużo z tym zabawy, żeby trafić w odpowiednie proporcje. Na plus jak zawsze w przypadku tego typu produktów, jest opakowanie, buteleczka z ciemnego szkła w aptekarskim stylu z wygodną pipetką. Mamy higienicznie i ekonomicznie, bo tylko pipetka pozwala mi na całkowitą kontrolę wydobywanych kosmetyków :) Skromna szata graficzna w przypadku tego produktu, całkowicie mi tutaj pasuje. Zapach olejku jest niezwykle przyjemny, to za sprawą geranium, który dodaje charakteru całej kompozycji. 










Serum na postać lekkiego olejku, o żółtym zabarwieniu. Początkowo serum barwi naszą skórę. Dobrze,że serum stosuję tylko na noc :) Na mojej mieszanej skórze wchłania się dość wolno, ale dzięki temu mam pielęgnacyjny rytuał ;)  Olejek nie zapycha, nie powoduje podrażnienia, czy wysypu nieprzyjaciół. Zauważyłam, że wręcz leczy stany zapalne  Jest przyjazny naszej cerze i to bardzo....









Przejdźmy do działania tego małego cudeńka.... Jak już wiecie serum, rozświetlenie i Witamina C to moja mała obsesja. Skoro mam produkt, który łączy w sobie wszystkie te elementy wiedziałam, że jesteśmy w domu. Powiem wprost, serum działa błyskawicznie, już po pierwszym użyciu rano nie mogłam napatrzeć się na siebie w lustrze. Cera była niezwykle odżywiona i promienna. Po tygodniu zauważyłam wyrównanie kolorytu, cera była bardzo rozświetlona i wygładzona. Zauważyłam, że serum pomaga zwalczać stany zapalne, które ostatnio pojawiają się na mojej skórze. Od kiedy go używam moja skóra jest w bardzo dobrej kondycji. Serum delikatnie niweluje przebarwienia, zauważyłam, że moje piegi stały się troszeczkę mniej widoczne. Bardzo polubiłam ten produkt, działa jak lekarstwo.Natychmiastowo poprawia wygląd i kondycje skóry. Od pierwszego użycia widać i czuć różnicę ( oj tak... ta witamina C :) Podoba mi się skład i działanie, troszeczkę cena mi przeszkadza, ale skoro produkt tak świetnie się sprawdza, można zainwestować w jego zakup. Kasiu, dziękuję raz jeszcze :* i proszę o więcej takich perełek ;) 





DERMISS (Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym)

DERMISS (Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym)



Przyznaję, że ten produkt dość długo czekał w moich zapasach. Zauroczona słońcem i piękną pogodą, postanowiłam zostawić sobie zabawę z kwasami na okres jesień-zima... Pewnego wieczora, stało się jednak inaczej i stwierdziłam, że skoro od tygodnia pada, a słońca już nikt nie pamięta, troszeczkę się zajmę moją cerę i zrobię sobie domowe spa. Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym to dość świeży produkt na naszym rynku. Przyznaje, że zaintrygował mnie od chwili kiedy dostałam go w przesyłce. Jakie są moje odczucia i czy kwasy latem to dobry pomysł, zapraszam na wpis 










Opakowanie bardzo mi się podoba, uwielbiam kolor niebieski, więc dla mnie to już plus :) Poręczna, miękka tubka z zamykaniem na "klik"Można z łatwością wydobyć produkt do końca. Pojemność to 75 ml cena około 19-22 zł Dermiss to cała rodzina kosmetyków, składająca się z pielęgnacji etapowej ( na azjatycką modłę) Każdy kolor z gamy, przypisany jest innemu rodzajowi cery i pomaga na inne problemy skórne. 











Kwas szikimowy to prawdziwy skarb, należy do kwasów z grupy AHA. Ma silne działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne, przeciwbólowe, seboregulujące, nawilżające i złuszczające. 5% stężenie kwasu szilimowego, jest równe działaniu   50% kwasu glikolowego. Jednakże jego działanie nie powoduje podrażnienia, , łuszczenia, czy mocnego przesuszenia skóry. Kwas ten jest idealny dla cer problematycznych mieszanych, tłustych, trądzikowych, ponieważ reguluje wydzielanie sebum, działa przeciwzapalnie, pomaga pozbyć się podskórnych grudek. Nadaje się także dla cer suchych, ponieważ wiąże wodę w naskórku, silnie nawilżając cerę. 











Zacznę od minusa, jakim jest zapach... kojarzy mi się z zapachem silikonu. Jest intensywny i dość drażniący, na szczęście produkt siedzi na naszej twarzy tylko 5 min, zatem można spokojnie wytrzymać. Uciążliwe jest także zmywanie tego produktu, po upływie czasu dość mocno zastyga, coś jak peel-off. Trzeba się napracować, żeby dokładnie zmyć go z twarzy... ale naprawdę warto się przemęczyć :) 










Konsystencja to przezroczysty, gęsty żel, który z łatwością nakłada się na skórę. Wystarczy cienka warstwa, aby pokryć buzię w całości. Jest to dość lepki produkt, przez co nie bardzo można dołożyć  drugą warstwę.










Działanie... muszę Wam powiedzieć bez zbędnych wstępów, że ten produkt to po prostu petarda! Dawno nie miałam tak dobrego kosmetyku, który w dosłownie kilka minut zmienia stan i kondycje mojej skóry. Zaraz po zmyciu, zobaczyłam gładką, napiętą, nawilżoną i rozjaśnioną skórę. Która w dotyku była bardzo delikatna i miękka. Cera nabrała blasku, koloryt stał się bardziej jednolity. Skóra byłą oczyszczona, a stany zapalne uspokojone. Ten żel, genialnie złuszcza martwy naskórek i robi to w sposób bardzo delikatny i nieinwazyjny. 











Moja mieszana cera jest dość odporna na kwasy i inne eksperymenty, nie zauważyłam jakiegokolwiek podrażnienia. zaczerwieniania, przesuszenia, czy ściągnięcia cery. Wręcz przeciwnie skóra, wyglądała na wypielęgnowaną i zadbaną, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że wyglądałam i czułam się jak po wizycie u dobrej kosmetyczki. Nowa twarz, nowa skóra w dosłownie 5 min. Kiedy nasza skóra się przyzwyczai, możemy stopniowo wydłużać czas jego stosowania. Żel spisał się świetnie, działa natychmiast, a efekt jest długotrwały, skóra jeszcze przez kilka dni prezentowała się nienagannie. Produkt pozwala walczyć z niedoskonałościami cery, niweluje zmiany trądzikowe, rozszerzone pory, reguluje prace sebum, silnie złuszcza martwy naskórek, odkrywając nową lepszą skórę. Nie obawiajcie się, jest to bezpieczny produkt oczywiście, jeżeli przestrzegacie podstawowych zasad. Tego typu peelingi, stosujemy zawsze na noc. Rano nakładamy na buzię wysoki filtr, oczywiście rezygnujemy z kąpieli słonecznych i wizyt w solarium. Jeżeli nie możecie z tego zrezygnować, zaczekajcie z kuracją do jesieni. Wtedy produkt pozwoli Wam naprawić to, co słońce narozrabiało ;) Pamiętajcie, że produkt, zawiera w sobie dwa kwasy (migdałowy i szikimowy) i należy stosować go z głową!








Dermiss Progresywny żel złuszczający to kosmetyczne odkrycie tego roku, działa szybko, skutecznie i długotrwale. Tubka, starczyła mi się miesiąc użytkowania, więc uznaję to za całkiem dobry wynik. Cena jest niezwykle przyjemna dla portfela, z dostępnością też nie ma problemu. Widziałam go nawet w małej, osiedlowej drogerii. Pokochałam ten produkt, moja mieszana cera się uspokoiła, nie przetłuszcza się już tak bardzo, koloryt jest wyrównany, a faktura skóry wygładzona. Niespodzianki, wyskakują mi również znacznie rzadziej. Serdecznie Wam go polecam, mały kosmetyczny cud :) 







Galenic Aqua Infini, Serum (Serum intensywnie nawilżające)

Galenic Aqua Infini, Serum (Serum intensywnie nawilżające)



Upały nie odpuszczają i choć marudzę jak typowy Polak, że zimą za zimno, a latem zbyt gorąco. Mam argument, żeby się usprawiedliwić... każdą porę roku lubię, ale najbardziej kocham jesień której wypatruje :) Ale skoro mamy upały, musimy sobie z nimi radzić. Oczywiście bez wody termalnej nie ruszam się z domu, ale do za mało jak dla mojej cery, dlatego potrzebowałam produktu, który zaspokoi jej pragnienie, nawilży, dotleni i zregeneruje. Sięgnęłam po serum Aqua Infini marki Galenic. I ta mała, słodka, różowa buteleczka, okazała się moim wybawcą... Ale zacznijmy od początku 












Przede wszystkim opakowanie, które niezwykle mnie urzekło, przezroczysta, zgrabna buteleczka z pompką. Czego chcieć więcej? higieniczna forma aplikacji, oraz kontrola zużycia produktu. Pojemność to 30 ml 









Serum ma jedno główne zadanie intensywnie nawilżać cerę, ale ponadto dotlenia, napina, ujędrnia skórę i pomaga walczyć z oznakami starzenia się skóry. Dla mnie jednak ten produkt, okazał się idealny jako potężny zastrzyk nawilżenia dla mocno odwodnionej cery. Pomimo tego, że mam skórę mieszaną, potrzebuję zastrzyku nawilżenia i równowagi pielęgnacyjnej pomiędzy oczyszczaniem/złuszczaniem, a odpowiednim nawilżaniem. To mój pewniak w kwestii pielęgnacji cery. Obserwowanie jej i stosowanie kosmetyków zamiennie. 










Serum jest ultradelikatne przez co nada się w zasadzie dla każdego typu cery. Ma postać żelu, przez co nakłada się je bardzo szybko i przyjemnie i nie trzeba długo czekać, aż produkt wchłonie się w skórę. Serum ma piękny zapach lekko kwiatowy, lekko perfumowany. Identyczny jak w przypadku nawilżającego lotionu Aqua Infini o którym możecie przeczytać TUTAJ Swoją drogą oba te produkty razem, to prawdziwa bomba nawilżająca :) 











Konsystencja w formie lekkiego żelu/galaretki. Jedna pompka spokojnie wystarczała mi aby pokryć twarz w całości cienką warstwą serum. Początkowo serum lekko się klei co w pierwszej chwili mocno mnie zdziwiło, oczywiście negatywnie... Na szczęście po chwili, kiedy produkt wchłonie się w skórę, uczucie lepkości całkowicie zanika. Serum wygładza skórę, poprawia jej wygląd i strukturę, wydaje mi się, że pory są wygładzone i mniej widoczne. Ja używam serum solo, ponieważ, kiedy dołożyłam krem czułam, że to dla mojej skóry już za dużo. Serum jest wystarczające w kwestii nawilżenia mojej cery. Stosowałam je dwa razy dziennie. Rano cienką warstwą pod makijaż. Wieczorem nakładałam go znacznie więcej jako maseczka pielęgnacyjna i tak czekałam na kanapie, aż moja skóra w całości spije wszystko co w nim najlepsze :) 













Serum jest rewelacyjnym produktem, który w zasadzie sam robi całą pielęgnacje mojej cery latem. Jest lekkie, szybko się wchłania, co w upalny dzień jest ogromnym plusem. Fantastycznie nawilża i natychmiastowo koi skórę. Buzia wygląda na wypielęgnowaną i zdrowa, a makijaż wygląda dużo lepiej na tak przygotowanej skórze. Dla mnie cała różowa seria Aqua Infini to strzał w 10. Produkty intensywnie i długotrwale  nawilżają co przy tych tropikalnych temperaturach jest wybawieniem. Zrezygnowałam z innych produktów, na czas używania tego serum i jestem ogromnie zadowolona. Cera jest gładka, nawilżona, nie mam problemu z suchymi skórkami. Na lato to wspaniały produkt. Myślę, że posiadaczki cery taka jak moja, będą zadowolone, serum nie zapycha i nie powoduje wysypu nieprzyjaciół. Dla cer bardzo suchych, zalecam dołożenie cienkiej warstwy kremu Galenic, aby wzmocnić efekt. 









Dla mnie to istna perełka, wystarczy mi za całą kompleksową pielęgnację. Pięknie pachnie, pięknie wygląda. Ale przede wszystkim działa i robi to świetnie. Ufam tej marce i wiem, że kosmetyki są tak skomponowane aby zapewnić nam jak najlepszą pielęgnacje na najwyższym poziomie. Koniecznie dajcie mi znać, czy testowałyście to serum, lub inny kosmetyk, z tej serii. 






Lirene No Pores Baza matująca pod makijaż

Lirene No Pores Baza matująca pod makijaż



Baza pod makijaż, to chyba dość istotny element makijażu, ma przedłużać jego trwałość, minimalizować pory, regulować wydzielanie sebum, lub dodawać blasku poszarzałej cerze. I tutaj od razu muszę się Wam przyznać, że nie jestem miłośniczką baz pod makijaż. Owszem jakieś w swoim życiu testowałam, ale nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, aby stosować je codziennie. Kiedy w mojej toaletce pojawiła się nowa baza marki Lirene, pomyślałam, że spróbuję dać sobie i bazom jeszcze jedną szansę. Jak to się skończyło? 








Zacznę od tego, że samo opakowanie mnie urzekło, pudrowy róż, zgrabna i poręczna tubka, dałam się porwać :) Baza o pojemności 30 ml, w miękkiej tubce z precyzyjnym aplikatorem, dzięki czemu mam kontrolę podczas jej aplikacji. Jest higieniczna i produkt można zużyć do samego końca. 










Obietnice producenta są zacne, wygładzona skóra, super trwałość makijażu, zniwelowanie rozszerzonych porów, oraz zmniejszona ilość sebum. Produkt idealny dla cer mieszanych, tłustych. Do stosowania codziennie w szczególności w upalne, letnie dni. 









Konsystencja bazy jest ultralekka, wchłania się do matu, nie pozostawia na skórze żadnego filmu. Jest bardzo komfortowa, nie czuć jej na twarzy. Nakłada się ją szybko i bezproblemowo, zwyczajnie opuszkami palców. Baza faktycznie wygładza powierzchnię skóry i sprawia, że staje się bardziej delikatna w dotyku. 








Jak sprawdza mi się ten produkt, muszę Wam powiedzieć, że jest to produkt przeciętny... Nie zrobił mi żadnej krzywdy, ale rewelacji też nie zauważyłam... Zacznę od plusów, których niewątpliwe jest tutaj kilka. Przede wszystkim opakowanie, wydajność i cena. Po drugie wygodne i ładne opakowanie produktu. Poza tym baza jest bardzo delikatna, szybko się wchłania i natychmiastowo wygładza powierzchnię skóry. Nie zapycha, nie przesusza, nie powoduje podrażnień i nie uczula. Niestety nie zauważyłam, aby ten produkt, miał znaczący wpływ na makijaż który noszę. Baza nie współgrała dobrze z każdym podkładem, a mam ich kilka ;) Przy niektórych produktach, powodowała "ślizganie" się podkładu. Nie zauważyłam, aby trwałość makijażu była przedłożona, utrzymywał się on podobnie, jak w dni kiedy tej bazy nie stosowałam. Na pewno warto zaznaczyć, że pory faktycznie są zmniejszone, a raczej wygładzone. Powierzchnia skóry po zastosowaniu bazy jest wygładzona, wypełniona przez co podkład mniej wchodzi w te miejsca i ogólnie skóra prezentuje się lepiej. Niestety nie zauważyłam, aby moja mieszana cera, produkowała mniej sebum, to zapewne jest bardzo indywidualna sprawa i nie winie w tym przypadku bazy. Po prostu taki urok mojej cery. 










No Pores, to faktycznie lekkie wygładzenie faktury skóry, przez co podkład prezentuje się lepiej, ale nie jest to efekt, który powalił mnie na kolana. Być może dlatego, że używam podkładów o lekkim kryciu i baza nie miała tutaj pełnego pola do popisu. Może przy ciężkich podkładach, sprawdziłaby się lepiej... Może zaczekamy z tym do zimy :) Makijaż z bazą, niewiele różnił się od tego bez bazy. Zatem podtrzymuję swoje zdanie, że ja baz pod makijaż raczej nie potrzebuję i nie wprowadzę ich na stałe do swojej kosmetyczki. Nie chce dodatkowo obciążać cery, przecież i tak codziennie (no prawie) musi znosić na sobie makijaż ;) Baza nie jest zła  nie wyrządziła mi wielkiej krzywdy, ale zabrakło mi też efektu wow.  Reasumując, mam to z czasem zużyję, ale mogę spokojnie bez niej żyć. Być może osoby z bardziej problematyczną cerą niż moja, będą innego zdania i produkt faktycznie pomoże wyrównać i zniwelować problemy skórne. Ja spokojnie mogę się obejść bez tego produktu, po prostu baza to nie jest mój niezbędnik makijażowy i kolejny raz się o tym przekonałam. 





Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger