AVA Laboratorium Śnieżna Alga | Zimowa pielęgnacja przeciwstarzeniowa

AVA Laboratorium Śnieżna Alga | Zimowa pielęgnacja przeciwstarzeniowa





O marce Ava, pisałam wielokrotnie, to polska marka z tradycjami, którą kojarzę z łazienkowej półki mojej mamy. Sama mam wielu ulubieńców w szeregach tej marki. I dzisiaj przedstawię Wam dwa kolejne produkty godne polecenia. Szczególnie w okresie zimowym, kiedy to nasza skóra wystawiona jest na szereg niekorzystnych warunków atmosferycznych, takich jak wiatr i mróz. W mieszkaniach i w pracy wcale nie możemy czuć się bezpieczniej, ogrzewanie i suche powietrze działają na naszą skórę równie drażniąco. Dobrze, że na rynku kosmetycznym dostępnych jest coraz więcej produktów, które pozwolą zadbać kompleksowo o naszą skórę w tym okresie. 















Na początku, słów kilka o ŚNIEŻNEJ ALDZE co to takiego i jakie ma właściwości? 

to gatunek glonu występujący w strefach wiecznego śniegu. W bardzo niskich temperaturach, pod wpływem intensywnego promieniowania UV, alga ta przyjmuje czerwony kolor, tworząc tzw. czerwony śnieg – jest to jej mechanizm obronny, w trakcie którego wytwarza się specyficzna mieszanka składników aktywnych, które mają właściwości pobudzające tzw. gen długowieczności obecny w komórkach ludzkiej skóry. Wyraźne działanie anti-aging ekstraktu ze śnieżnej algi wykazały badania in vitro i in vivo.

















Śnieżna seria mocno mnie zaintrygowała, mróz, wiatr, a także ciepłe powietrze to wszystko sprawia, że moja mieszana skóra w tym okresie mocno wariuje. Przesusza się i miewa momenty odwodnienia. Będąc jednocześnie w trakcie serii zabiegów CarboLift, potrzebowałam skutecznej ochrony, która będzie przy tym łagodna dla podrażnionej skóry. 


















Kompleks nawilżający na dzień 

Niezwykle skuteczny krem oparty na działaniu wyjątkowego ekstraktu z ekstremofilnej algi śnieżnej rosnącej w wyjątkowo niskich temperaturach, pod śniegiem, która aktywuje „ścieżkę młodości” w skórze chroniąc proteiny długowieczności KLOTHO i FOXO1. Zapobiega ona efektom starzenia skóry, stymulując produkcję najważniejszych dwóch typów kolagenu. Wpływa na dobrą kondycję komórek skóry oraz chroni je przed negatywnym wpływem czynników środowiska m.in. promieniowania UV. Połączenie śnieżnej algi z niacynamidem, proteinami jedwabiu oraz kwasem hialuronowym tworzy niezwykle skuteczny kompleks o działaniu przeciwzmarszczkowym i silnie nawilżającym.
Idealny pod makijaż.  






Produkt ten ma niezwykle lekką i przyjemną konsystencję, która wchłania się niemal błyskawicznie. Przy mojej mieszanej cerze ( okresoeo przesuszonej) krem daje optymalny efekt nawilżane. Cera jest miękka i gładka, nie odczuwam nieprzyjemnego ściągnięcia. Skóra jest pełna blasku i sprawia wrażenie bardzo dobrze odżywionej i zadbanej. Podoba mi się również, że krem nie ma negatywnego wpływu na makijaż, ani stan cery (nie zapycha) Samo opakowanie, również sprawdza się dobrze, aplikator dozuje optymalną ilość kremu, przy tym aplikacja ta jest bezpieczna i higieniczna. 















Kompleks odżywczy na noc, ma bogatszą konsystencją, która potrzebuje więcej czasu i "cierpliwości" Krem zdecydowanie silniej odżywia i regeneruje skórę, nawet mocno przesuszoną czy podrażnioną. Nawilżenie jest naprawdę dogłębne i długotrwałe. W okresie silnego podrażnienia, stosowałam wersje nocną na dzień. W ten sposób moja skóra była zabezpieczona, przed kolejnymi podrażnieniami. 
















Składniki kremu zostały dobrane tak, aby intensywnie regenerować skórę podczas snu. Innowacyjny ekstrakt z ekstremofilnej algi śnieżnej, rosnącej w wyjątkowo niskich temperaturach, pod śniegiem, pobudza naturalne procesy regeneracji skóry, stymuluje i chroni geny długowieczności KLOTHO i FOXO1 przedłużając żywotność komórek. Uruchamia syntezę 2 typów kolagenu w komórkach starzejącej się skóry co pomaga zapobiegać ubytkom elastyczności oraz naprawiać już istniejące. Formuła kremu została wzbogacona kompleksem ceramidów, które poprawiają strukturę skóry poprzez odbudowę cementu międzykomórkowego naskórka. Ekstrakt z jedwabiu daje uczucie wspaniałej gładkości. Regularne stosowanie kremu przywraca skórze jędrność, elastyczność oraz optymalne nawilżenie.



















Oba produkty sprawdziły mi się bardzo dobrze. Po pierwsze optymalnie nawilżają i odżywiają przemęczoną skórę. Dodają jej witalności i regenerują ją. Kremy stosowałam w warunkach niecodziennych (podczas inwazyjnych zabiegów pielęgnacyjnych, oraz podczas wyjazdu w Tatry) Podrażnienie, czy duży mróz, nie były mi straszne i  skóra szybko się regenerowała. Podoba mi się formuła tych kremów, opakowanie, które jest wygodne i higieniczna, a także cena za kompleks zapłacimy ok 39 zł Teraz mam ogromną ochotę wypróbować jeszcze krem pod oczy.  To była bardzo przyjemna śnieżna przygoda i jeśli szukacie czegoś co nawilży i zregeneruje Waszą skórę, warto pochylić się ku tej serii. 













Znacie produkty Ava Laboratorium? Jestem ciekawa jak Wy dbacie o skórę zimą? 



I LOVE BOX | NOWY BOX KOSMETYCZNY NA POLSKIM RYNKU

I LOVE BOX | NOWY BOX KOSMETYCZNY NA POLSKIM RYNKU


Kto czyta mój blog od dawna, z pewnością zauważył, że pojawiają się w moich treściach boxy, czyli comiesięczne pudełka niespodzianki, wypełnione kosmetykami i nie tylko. Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować I LOVE BOX, który swoją premierę miał w grudniu. Pudełko wzbudziło wiele emocji i sama muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie będzie u mnie. Sprawdźmy zatem, jak prezentuje się zawartość premierowego boxa.

















Na pierwszy rzut oka, może Wam się wydawać, że zawartość jest monotematyczna i zaiste tak jest. Mamy tutaj 3 zestawy kosmetyków do pielęgnacji ciała. Jednakże różnią się miedzy sobą wielkością zestawu, oraz nutą zapachową. Trudno się nie zgodzić, że kosmetyki Ilove są po prostu piękne, zarówno w warstwie wizualnej jak i zapachowej. Każdy znajdzie coś dla siebie od czekoladowej rozkoszy, poprzez tropikalne owoce, aż po słodką malinę. 


















Mgiełka do ciała, ma piękny zapach, który jest przy tym niezwykle trwały, w połączeniu z balsamem do ciała o tej samej nucie zapachowej, tworzy  świetny set. Ten zapach jednoznacznie kojarzy mi się z wakacjami i chyba zaczekam z jego użyciem do tego czasu. Natomiast wersja czekoladowa, już skradła moje serce i zmysły. Konsystencja masła do ciała, zasługuje chyba na osobny wpis <3


















Każdy zestaw, zawiera w pudełku dodatkowo różową myjkę, która jest fajnym uzupełnieniem. Duży zestaw kosztuje 59,90 zł natomiast mały 21,90 zł  Ponadto w pudełko znalazła się kula do kąpieli, ale wybaczcie mi jej brak na fotografii, musiałam ją zużyć od razu :) koszt kuli to 15,90 zł 














Produkt, który kolejno znalazł się w pudełku, to świeca o pięknym tropikalnym zapachu, która ożywi i otuli każde wnętrze. O tej porze roku, nie wyobrażam sobie wieczoru bez zapalonej świecy. Myślę, że to najmocniejszy punkt tego pudełka jej koszt to  69,99 zł 
















Na koniec, bardzo intrygujący produkt mianowicie gąbka Spongelle, która nasączona jest płynem myjącym. Podobno gąbka powinna wystarczyć na 14 myć. Jest to zatem świetna opcja dla osób będących w podróży, mała i poręczna. Nie omieszkam sprawdzić jej żywotności :) Niebawem gąbki mają pojawić się w sklepie Douglas w cenie 49,99 zł 
















Reasumując pudełko ma bardzo bogate i kolorowe wnętrze. Osobiście jestem z niego bardzo zadowolona. Przywykłam do boxów niespodzianek i choć czasami zawartość rozczarowuje, zawsze znajdzie się coś co ratuje daną edycję. Lubię boxy za możliwość poznania rożnych marek i produktów. Takie pudełka to także spora oszczędność przykładowo grudniowa edycja to koszt 90 zł, wartość produktów to 220 zł. Podoba mi się, że mogę wykorzystać każdy produkt z pudełka, lub przeznaczyć jeden zestaw na prezent dla kogoś bliskiego. Ten box ma spory potencjał, a co Wy o nim sądzicie, co najbardziej wpadło Wam w oko? 




Jeśli macie ochotę poznać I LOVE BOX bliżej, zamówcie wersję Walentynkową TUTAJ 
Najpiękniejsze zapachy tej zimy| Yankee Candle

Najpiękniejsze zapachy tej zimy| Yankee Candle



Zapachy odgrywają ogromną rolę w moim życiu. Są nośnikami naszych przeżyć i wspomnień, wiążą w sobie dawne uczucia i emocje. Są ozdobą zarówno naszej osoby jak i naszego domu. Szczególnie zimą, nie ma nic przyjemniejszego, jak otulający zapach, który pozwoli nam się zrelaksować i poprawi nasz nastrój.  Jeżeli chodzi o woski to od lat jestem wierna tym z Yankee Candle po nie sięgam najczęściej i najchętniej. 
















Rokrocznie pojawia się specjalna zimowa/świąteczna kolekcja zapachów Yankee Candle. Nic dziwnego, to najlepszy czas na palenie wosków i świec. Zimowa magia, która możemy zatrzymać i przywoływać ją za każdym razem, kiedy sięgniemy po dany zapach. To jest najpiękniejsze w zapachu- wspomnienie. Tegoroczna kolekcja jest bardzo wyrafinowana,  to mieszanka wielu znakomitych kompozycji.















Zapach, który przypomina mi dzieciństwo Frosty Gingerbread, to zapach, który jednoznacznie kojarzy nam się ze świętami. Jest ciepły, otulający i naprawdę intensywny. Już po chwili, wyczuwalny jest w każdym zakamarku naszego mieszkania. To mieszanka przypraw cynamon, gałki muszkatołowej, imbiru z domieszką lukru waniliowego, piernika i cukru. Jest bardzo charakterystyczny i długotrwały. Otula ciepłej i wprowadza w błogi stan. Znowu można poczuć się jak w domu. Zapach, który każdy z nas zna i z pewnością lubi.
















Winter Wonder, to kompozycja bardzo złożona i bardzo nieoczywista. Na sucho wyczuwam w niej cytrusy i miętę, ale kiedy ją zapale wyczuwam słodycz waty cukrowej i wanilii. Zapach, który ma w sobie coś z perfum, jest elegancki i wytworny. Jednocześnie jest w nim coś nieokreślonego, coś czego nie da się opisać słowami. Może to przez mroźne powietrze i  żywice? Jest to z pewnością najdelikatniejszy ze wszystkich zapachów, ale jednocześnie dla mnie jest najbardziej intrygujący, z jednej strony zachęca nas słodyczą, by po chwili poczęstować nas chłodem. 















Icy Blue Spruce, to kompozycja, który budzi wiele kontrowersji, przez swój leśny wydźwięk, często kojarzy nam się dosyć negatywnie.W tym przypadku muszę powiedzieć, że zapach zaskoczył mnie najbardziej z całej kolekcji. Jest nieoczywisty, wręcz wyborny. Ma w sobie siłę i dzikość natury (świeży jałowiec, pokryty śniegiem cedr, jodła balsamiczna, liście zielonej mięty) Zapach ma kilka wcieleń, najpierw dostrzegłam to najsłodsze (zapach mięty w cukierkach) Kolejno chłód, mroźne alpejskie powietrze. Na końcu, wyczuwam zapach lasu, zapach igliwia, ale złamane słodyczą mięty. Intensywność oceniam na średnią, nie jest bardzo nachalny i mocny, ale za to naprawdę wyjątkowy i warty wypróbowania.













Glitering Star to zapach dla koneserów zapachów owocowych, choć niebanalnych. Zapach jest bardzo ciekawy i również bardzo złożony, pod  pierzynką owocowej rozkoszy (czarna porzeczka, słodka śliwka) rodzi się  ciepły drzewny aromat (drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe) Szczypta imbiru, bursztynu oraz paczuli. Zapach kojarzy mi się z kobietą, jest słodko- kwaśny.  Z jednej strony to słodycz landrynek, z drugiej ostra imbirowa nuta. Zapach jest przepiękny i długo utrzymuje się w pomieszczeniu, choć nie jest męczący i nachalny. 














Muszę przyznać, że zimowa kolekcja Q4 Holiday Sparkle bardzo mnie zaskoczyła. Zapachy nie są oczywiste i przewidywalne (poza Frosty Gingerbread) który jak sama nazwa mówi, pachnie dosyć znajomo ;) Natomiast reszta zapachów jest niezwykle ciekawa i chwilami wręcz wyborna. Takie go zestawienia się nie spodziewałam i trudno mi tutaj wskazać zwycięzce. Musicie sprawdzić sami, bo uważam, że akurat ta kolekcja jest warta poznania. Całą gamę zapachów z zimowej kolekcji i ni tylko możecie kupić w Ładnie Pachnie









Kolejne nowości w Drogerii Natura

Kolejne nowości w Drogerii Natura



Zaczynamy Nowy Rok, kolorowym wpisem, może to będzie zwiastowało barwne przeżycia i kolorowe wyprawy, jakie w tym roku na mnie czekają? Mam nadzieję, że nie zabraknie mi atrakcji i nowych, szalonych doznań. To trochę jak z najnowszą paletką marki Kobo Just Amazing, która jest kolorowa, szalona i radosna. Stwarza wiele możliwości i roztacza radość. Niech Ten rok taki właśnie dla Was będzie :) 
















Just Amazing, to najnowsza paletka marki Kobo we współpracy z Danielem Sobieśniewskim. Co znajdziemy wewnątrz? 7 cieni w tym 4 maty oraz 3 cienie metaliczne. Ponadto brozner i rozświetlacz, a także duże lusterko. To idealna paletka, którą możemy zabrać ze sobą na wyjazdy. 
















Kolory są turbo napigmentowane, formulacja jak zawsze w przypadku paletek Kobo rewelacyjna. Trudno oderwać wzrok od tych kolorów, które w przypadku tej palety są naprawdę nietuzinkowe. 







































Paletka, mobilizuje mnie od działania. Nie mam dużych zdolności w dziedzinie makijażu, ale te kolory sprawiają, że mam ochotę usiąść przy toaletce, wyciągnąć pędzle i bawić się nimi, aż coś uda mi się stworzyć. Na pochwałę zasługuje również bronzer, który jest dość neutralny i bezpieczny.






Podoba mi się opakowanie, jest dosyć masywne, ale nadal poręczne, ściankę z lusterkiem, możemy bezpiecznie odgiąć co czyni paletkę jeszcze bardziej komfortową w użytkowaniu.















A teraz pora na bajeczną paletkę rozświetlaczy My Secret, które dorównują jakością markom selektywnym. Osobiście posiadam chyba wszystkie możliwe odcienie i sięgam po nie namiętnie każdego dnia. Pigmentacja i trwałość są zachwycające, a cena nadal bardzo przyjemna dla portfela.


























Wypiekana formułą, sprawia, że produkt jest bardzo wydajny i mało się osypuje. Poręczna plastikowa paletka z czterema kolorami wewnątrz Glamour Goddess, Glow Baby, Golden Girl, Princess Dream. Spójrzcie na te kolory... 

















Jestem bardzo ciekawa, jak podobają Wam się nowości Drogerii Natura? Ja jak zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem jakości tych produktów. I uwielbiam limitowane edycje, które powstają przy współpracy z Danielem Sobieśniewskim. Jest to najlepsza jakość w najlepszej cenie!






A Wy jaki makijaż na co dzień preferujecie? Używacie kolorów, czy stawiacie na bezpieczne opcje? 
Shiny Box Grudzień 2018 - Shiny Christmas

Shiny Box Grudzień 2018 - Shiny Christmas



Święta już za nami,ale chciałabym jeszcze na chwilę zatrzymać ten magiczny czas. Dlatego otwieram dla Was kolejny Shinybox. Grudniowa edycja, była wyjątkowa pod względem opakowania, na widok którego zaświeciły mi się oczy :) Czerwień, biel i szarość, elegancko i świątecznie. Te pudełka z pewnością sobie zostawię :) A jak z zawartością, czy była iście świąteczna? Sami oceńcie...













Pasta do zębów, nie jest produktem, który wywołuje na moich plecach ciarki ekscytacji, natomiast trzeba przyznać, że tego typu produkt, przyda się każdemu. Marka Blanx jest mi dobrze znana, lubię ich produkty. Zatem z przyjemnością, zaniosłam tubkę do swojej łazienki :)
















Jestem zadowolona, że w pudełko znalazł się produkt marki Delia. Byłam ich bardzo ciekawa, ponieważ czytałam wiele pochlebnych opinii na temat tej marki. Trafiłam na mgiełkę tonizująca i uważam, że to był strzał w dziesiątkę. Taka mgiełka, przyda się każdej z nas i jest odpowiednia do każdego typu skóry. Nawilża, koi, scala makijaż i zdejmuje pudrowość z twarzy. Zastosowań są  tysiące.

















Pozostając przy pielęgnacji twarzy, otrzymałam punktowy żel do cery trądzikowej marki Mediqskin. Co prawda nie mam kłopotów z cerą, a niedoskonałości pojawiają się sporadycznie, warto mieć taką pomoc w swoich zbiorach.


















Kolejny produkt do twarzy, to miniaturka kremu nawilżającego Dr Grandel. przyznaję, że to całkowicie nieznana mi dotąd marka. Cieszę się, że to miniaturka, którą na dniach zabiorę ze sobą w w podroż, zobaczymy jak mi się sprawdzi.

















Maseczka do twarzy to zawsze świetna opcja i bardzo lubię je znajdywać w boxach. Dermaglin, znam od lat i bardzo sobie chwalę ich produkty. 
















Największą niespodzianka i zaskoczeniem jest szampon do włosów prosto z Korei. Pierwszy raz będę miała okazję stosować azjatycki kosmetyk do pielęgnacji włosów i wiecie co, już nie mogę doczekać się efektów. Ten szampon, zawiera wyciąg z amarantusa oraz keratynę. Za zadanie ma wygładzać, nawilżać i przeciwdziałać elektryzowaniu się włosów. 





















Świąteczna mydełko Allwernum, pachnie cudownie,. To kwintesencja świąt, nic dziwnego, że ono także od razu znalazło się w naszej łazience. Nie jestem fanką mydeł w kostce, ale temu nie mogłam się oprzeć :) 

















Kolejny produkt marki Delia, to cień do powiek. Przyznam, że i kolorówka tej marki jest dla mnie nowością. Kolor jaki trafiłam jest bardzo ładny, wydaje mi się być idealny jako sień transferowy <3

















W boxie, znalazły się także dwa olejki eteryczne,. Pierwszy pomarańczowy, od razu przypadł mi do gustu, natomiast lawendy szczerze nie znoszę, więc oddam przyjaciółce. Swoją drogą, ciekawa jestem czy Wy lubicie się z Lawendą, czy jej unikacie? 















Na koniec naturalne mydło marsylskie 72% oliwy z oliwek. To mydło w przeciwieństwie do popularnych mydeł w płynie, nie wysusza naszej skóry. Co jest w nim intrygującego, to fakt, że nadaje się także do mycia ciała, włosów oraz do prania. Szczególnie jestem ciekawa, jak sprawdzi się do włosów. 














Jestem zadowolona z zawartości Shiny Christmas, przede wszystkim cieszy mnie obecność koreańskiego szamponu do włosów, oraz mgiełki marki Delia. Najbardziej intrygujące jest dla mnie mydło marsylskie. Ciekawa jestem Waszej opinii, podoba Wam się takie zestawienie produktów? 






Jaki produkt chciałybyście znaleźć w kolejnym Shinyboxie? 



Fitomed esencja nawilżająca i antyoksydacyjne serum olejowe

Fitomed esencja nawilżająca i antyoksydacyjne serum olejowe




Ten post z powadzeniem, mógłby mieć tytuł "powrót do natury" A to z prostego powodu, kiedyś byłam ogromna fanką kosmetyków marki Fitomed, niestety z czasem uległam pokusie i sięgałam po coraz to nowsze firmy i marki. Takie życie blogerki/testerki i kobiety w jednym. Znamy to co dobre i pewne, ale nieustannie szukamy nowości. Na szczęście w odpowiednim momencie wróciłam na właściwe tory i zwróciłam się fakt po nowe produkty, ale znanej mi marki. Jak się sprawdziły i czy zostaną przy mnie na dłużej? 





















Tym razem postawiłam na dwa produkty do pielęgnacji twarzy. Każdy z nich ma nieco inną formułę i inne zadania do wykonania. Pierwszy produkt do esencja nawilżająca do cery mieszanej róża domasceńska, kolejny to olejowe serum antyoksydacyjne, czyli coś co idealnie sprawdza się w mojej wieczornej pielęgnacji. 






























Esencja nawilżająca do cery mieszanej z róża domasceńską, to produkt, który od razy wrzuciłam do koszyka. Od dawna bowiem miałam ochotę na przetestowanie go. Produkt ten ma szereg właściwości :nawilża, odżywia, regeneruje, zwiększa zdolność naskórka do lepszego przyswajania składników aktywnych z kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Esencja zamknięta jest w przezroczystej, poręcznej buteleczce ( 30 ml)  z pipetką. Pozwala to zachować higienę i precyzję aplikacji. Serum swoją konsystencją przypomina rozcieńczoną galaretkę. Jest nieco lepkie podczas nakładania, natomiast nie pozostawia na skórze żadnego nieprzyjemnego filmu. Wchłania się natychmiast i do matu. Nie musicie się jednak obawiać, nie odczujecie ściągnięcia skóry, czy nieprzyjemnego napięcia. W zamian poczujecie prawdziwą ulgę i ukojenie, dla przesuszonej, podrażnionej, czy uszkodzonej skóry, to prawdziwie leczniczy balsam.  


















 Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Pantenol, Rosa Canina Fruit Extract, Sodium Hialuronane, Sodium Alginate, Pnenoxyethanol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa, Ethylhexylglycerin, C.I.16255









Esencja, była pierwszym produktem po który sięgnęłam po zabiegu CarboLIft, w którym to skóra była mocno podrażniona i w wielu miejscach uszkodzona. Esencja, była ukojeniem i wspomogła szybszą regeneracje skóry. Po użyciu tego produktu, skóra odzyskiwała nawilżenie, miękkość i sprężystość, skóra szybciej się goiła.  Później łączyłam esencje z olejami i maskami i w takiej kombinacji również sprawdzało się znakomicie. W składzie znajdziemy kwas hialuronowy, wodę różaną, wyciąg z owoców dzikiej róży, pantenol, kompleks polisacharydów o działaniu nawilżającym.  Esencja nie zapycha, nie obciąża skóry, nadaje się idealnie jako baza pod makijaż. Serum jest wydajne i stosunkowo tanie 35 zł/ 30 ml Zapach choć różany ( nie przepadam za tym zapachem) nie jest nachalny i męczący. 





















Ponieważ mam cerę mieszaną uznałam, że olejowe serum o właściwościach antyoksydacyjne sprawdzi się u mnie idealnie na noc. Z reguły jest tak, że to w wieczornej pielęgnacji stawiam na bogatsze formuły moje skóra uwielbia oleje, więc serum wydało mi się idealnym rozwiązaniem dla mnie. Olejek ten posiada ogromną moc i potencjał, zawiera w sobie szereg witamin, nierafinowane oleje i substancje antyoksydacyjne (olej z czarnej porzeczki, kwas linolenowy ALA, olej z pestek granatu, kwas punikowy, olej słonecznikowy, kwas alfa-liponowy, witamina E i C, lipoglicyna) Prawda, że brzmi obiecująco? 



















Konsystencja jest typowa dla olejku, nieco cięższa i oczywiście tłusta. Olejek nakładam na suchą oczyszczoną skórę, lub na esencję nawilżającą Fitomed. Wszystko zależy od tego, czego moja skóra potrzebuje w danym momencie. Olejek rozprowadza się szybko i sprawnie, potrzeba oczywiście dłuższej chwili aby się wchłonął. Ja bardzo lubię się z olejami nie przeszkadza mi zatem tłusta warstewka na skórze. Ten produkt, również stosowałam po zabiegu, bo sam producent zalega, stosowanie go po peelingu czy mikrodermabrazji, wówczas skóra ma zwiększoną zdolność wchłaniania składników aktywnych. Jak możecie się domyślać, serum mnie nie podrażniło, nie uczuliło i nie zapchało. Z dnia na dzień, widziałam natomiast jak skóra pięknie się zmienia. Stała się rozjaśniona, pełna blasku i wyglądała na wypoczętą i zregenerowaną. Wiedziałam, że te składniki jej służą, zmiany były szybkie i namacalne. 















Ribes Nigrum Seed Oil, Punica Granatum Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Alfa Liponic Acid, Capryloyl glycine, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract






Serum, pachnie w charakterystyczny sposób, każdy kto używał olejów w swojej pielęgnacji, doskonale zna ten zapach. Nie jest on męczący, czy drażniący ale nie jest też jakimś super zapachem. Wydajność jest ogromna, wystarczą bowiem dwie, trzy krople, aby pokryć cała twarz. Cena to 26,20 za 15ml do kupienia w Fitoteka. 













Oba produkty, sprawdziły się u mnie rewelacyjnie i bardzo się cieszę, że ponownie skłoniłam się ku tej marce. Każdy z tych produktów można używać solo i w duecie, to TY wybierasz i dostosowujesz pielęgnację do potrzeb skóry. Jestem dumna, że to polskie, naturalne i przystępne cenowo produkty. Każdy może czerpać z ich dobrodziejstw. Jestem ciekawa, czy Wy już skorzystałyście? 






Sięgacie po naturalne produkty w swojej pielęgnacji? Znacie któryś z pokazanych kosmetyków? 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger