KOREKTOR POD OCZY NABLA CLOSE UP CONCEALER,

KOREKTOR POD OCZY NABLA CLOSE UP CONCEALER,



Korektory to najbliżsi przyjaciele każdej kobiety, potrafią pięknie zakryć drobne zmiany, przebarwienia, czy sińce pod oczami, zapewniając nam tym samym poczucie komfortu. Droga do znalezienie idealnego korektora, bywa długa, kręta i niejednokrotnie kończy się totalną porażką. Ja od korektora wymagam niewiele, pragnę jedynie aby zakrył moje moje cienie pod oczami i rozświetlił tę okolicę. Jasna, promienna skóra dodaje nam świeżości i dzięki temu wyglądamy na wypoczęte i młodsze :) Niestety i to zadanie sprawia produktom wiele kłopotu i dlatego za cel postawiłam sobie znalezienie ideału wśród korektorów. Uwielbiam testować produkty różnych marek i dzisiaj dzięki współpracy z drogerią Ezebra, mam możliwość sprawdzenia korektora marki Nabla. Czy się sprawdził i spełnił moje oczekiwania? 












Pierwszym zaskoczeniem, po wyciągnięciu korektora z paczki, okazało się prześliczne opakowanie, utrzymane w kolorze pudrowego różu i napisów rose gold. Pojemność jest standardowa, mam w swojej toaletce, korektory o pojemność 10 i 15 ml więc 4 ml Nabli, są w sam raz. Na pewno aplikator wyróżnia ten korektor spośród innych. Jest to dosyć pokaźnych rozmiarów pacynka ( na szczęście miła i delikatna) która nabiera sporą dozę produktu. Z powadzeniem wystarcz mi to aby pokryć okolice pod oczami, zazwyczaj nakładam minimalną ilość korektora, ale Nabla wyróżnia się na tym tle... 























Close Up Concealer, bardzo mnie zaskoczył, ponieważ nie jest tak mocny i kryjący jak się tego spodziewałam. Dlatego wyjątkowo w przypadku tego korektora, nakładam go nieco więcej niż zazwyczaj. Już tłumaczę się dlaczego... Zazwyczaj staram się nałożyć jak najcieńszą warstwę produktu. Ta okolica jest na tyle delikatna i wrażliwa, że nie widzę potrzeby jej dodatkowo obciążać. Ale z Nablą jest inaczej, po nałożeniu i rozprowadzeniu produktu Beauty Blenderem, korektor jest niemal niewidoczny. Tak pięknie stapia się ze skórą, że ma się wrażenie, że niczego się nie nałożyło. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. Dla cer dojrzałych i suchych, będzie to rewelacyjna opcja. Natomiast dla osób borykających się z dużym zasinieniem, korektor może okazać się zbyt delikatny. 















W przypadku cery (30+) bardzo podoba mi się efekt kremowego, mokrego wykończenia. Korektor długo pozostaje "mokry" dzięki temu jest komfortowy w noszeniu. Nie ściąga skóry i nie pozostawia suchej skorupki pod okiem. Nie wymaga także przypudrowania, co mi się podoba i od czego staram się ostatnimi czasy odejść. Korektor nie zastyga na suchy, płaski mat, przez cały dzień zachowuje swoją kremową konsystencję. Korektor raczej nie wchodzi w załamania, a nawet jeżeli mu się to zdarza, wystarczy rozmasować to delikatnie palcem. Na wielki plus, zasługuje także gama kolorystyczna oraz fakt, że korektor nie oksyduje.
















Jak możecie zobaczyć odcień 01 PORCELAIN jest bardzo jasnym i neutralnym odcieniem. Z powadzeniem, sprawdzi się nawet na bardzo jasnych cerach. Dzięki temu, że odcień jest o ton jaśniejszy od koloru mojej skóry, pięknie budzi spojrzenie i rozświetla moją cerę. Dla porównania macie korektor Maybelline Instant Anti-Age w odcieniu Neutralizer 

















Podsumowując, korektor Nabla jest produktem, dość lekkim i z pewnością nie zakryje Wam większych zmian, przebarwień, czy zasinień. Korektor ma satynowe wykończenie, nie podkreśla załamań i nie wygląda ciężko pod okiem. Pięknie odbija światło i sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą i zdrową. Uwielbiam ten efekt i tego oczekuję od korektorów. Jak możecie się domyślać, szybko skradł moje serce i teraz używam go każdego dnia. Ujednolica koloryt skóry,  dodaje świeżości, ale nie obciąża i nie przesusza tej okolicy. Oczywiście musimy pamiętać, aby dobrze przygotować skórę, odpowiednią ją nawilżając. Wówczas, każdy kosmetyk nałożony na skórę, będzie prezentował się lepiej. Myślę, że warto wciągnąć ten produkt na swoją listę zakupową ;)











Jaki jest Wasz ulubiony korektor pod oczy, na co zwracacie największą uwagę? 
Jesienne nowości drogerii Natura

Jesienne nowości drogerii Natura





Wraz z nadejściem kolejnej pory roku, drogeryjne półki zapełniają się nowościami. Uwielbiam te zmiany asortymentu. nowe odcienie i ciekawsze, udoskonalone formuły. Dzisiaj zaprezentuje Wam jesienne nowości, jakie pojawiły się w Drogerii Natura. 











Na początek potrójne cienie do powiek od marki Sensique. Co od razu przyciągnęło moją uwagę to oczywiście kolory, iście jesienne, ciepłe i otulające. Wykończenie cieni od matowego po błyszczące, także każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Piękne brązy, rudości i szczypta fioletu dla mnie to kwintesencja jesieni.












Z kolei marka My Secret, przygotowała dla nas kolejną dawkę pięknych pigmentów do powiek. Dwa odcienie Turquoise Snow, oraz Lilac Star. Co prawda ja nie do końca potrafię wykorzystać ich potencjał, ale oko zawsze mogę nacieszyć :) 












Kolejna nowość to tusz pogrubiający marki Sensique Extreme Volume, uwielbiam testować tusze do rzęs, a te o właściwościach pogrubiających należą do moich ulubionych. Tusz już testuję od kilku dni i bardzo podoba mi się jego klasyczna, puszysta szczoteczka :)













Dwa produkty do twarzy i oba rozświetlające, choć w dwóch różnych formulach. Pierwszy z nich to rozświetlacz, który w opakowaniu wyglądał jak bronzer (?) Po nałożeniu go na twarz, okazało się, że to przepiękny lekko brzoskwiniowy kolor, który tworzy na skórze jednolitą tafle. Coś pięknego! Kolejno puder rozświetlający w sypkiej formie jeszcze nie miałam okazji go użyć, ale myślę, że z powodzeniem nada się do makijażu twarzy, a także ciała.
















Ostatnią nowością marki Sensique to zestaw kolorowych korektorów, niwelujących niedoskonałości naszej cery. Różowy odcień ukrywa wszelkie zasinienia i drobne żyłki, oraz niweluje ziemistość cery. Niebieski, który optycznie rozjaśnia piegi i plamy po słoneczne. Żółty natomiast służy do podkreślania i uwypuklania pewnych partii twarzy, natomiast brązowy, służy do konturowania i wymodelowania naszej twarzy. 











Która nowość, najbardziej Wam wpadła w oko? Po co sięgnęłybyście w pierwszej kolejności?  A może jest produkt, który chciałybyście zobaczyć w szafach Drogerii Natura? 










Mój- sposób na jesienną chandrę | Joanna Botanicals for Home SPA Black Rose

Mój- sposób na jesienną chandrę | Joanna Botanicals for Home SPA Black Rose



Jesień to moja ulubiona pora roku nie narzekam kiedy pada i jest chłodno. Choć wiadomo, że najbliższa sercu jest złota jesień, pełna pogodnych dni i soczystych kolorów. Niestety jak każdego dopadają mnie gorsze dni, spadek formy i przesilenie daje mi się we znaki. Jestem zmęczona, ospała i apatyczna. Nie mam siły na nic i mało co cieszy mnie w takie dni.  Jedynym ratunkiem jest domowe spa, pełne cudownych otulających zapachów. Niezawodne okazały się kosmetyki marki Joanna Botanicals for Home SPA Black Rose  o nietuzinkowym, ciepłym, kojącym i bardzo wyrafinowanym zapachu czarnej róży. 















Botanicals for Home SPA to nowa linia produktów to seria produktów do kompleksowej pielęgnacji ciała z wyselekcjonowanymi ekstraktami roślinnymi, które mają dobroczynny wpływ na skórę. Serię tworzą trzy linie zapachowe, każda z innym składnikiem aktywnym: czarną różą, mleczkiem owsianym i konopiami. Dzisiaj opowiem Wam o serii z czarną różą, którą skradła moje serce.













Czarna róża, oprócz cudownego, zmysłowo zapachu ma silne działanie antyoksydacyjne i przeciwrodnikowe jest również źródłem witaminy C i E. Przynosi ulgę podrażnionej skórze oraz wzmacnia naczynia krwionośne. Żel pod prysznic ma formę bardzo lekkiego mleczka. Jest to delikatny produkt, który myje i pielęgnuje skórę. Łatwo się pieni, ale nie przesusza i nie pozostawia uczucia ściągniętej skóry. Zapach jaki towarzyszy nam podczas kąpieli, jest wspaniałym ukoronowaniem dnia, szczególnie tego nie do końca miłego.













Drobnoziarnisty peeling do ciała, zatopiony w delikatnym żelu jest fantastyczną alternatywą dla mocnych zdzieraków, nierzadko zatopionych w olejku. Fakt uwielbiam, takie mocne peelingi, ale obecnie wykonuję serię depilacji laserowej i stawiam na nieco delikatniejsze formuły. Wewnątrz peelingu znajdziemy drobno zmielone pestki moreli. Skóra po takim masażu jest zregenerowana, oczyszczona, znacznie gładsza i ujędrniona. Ważne, aby takie zabiegi wykonywać regularnie w celu potrzymania tych efektów. 











Wspaniałym deserem jest balsam do ciała, które ma postać lekkiego mleczka. Dzięki tej formule, z pewnością sprawdzi się o każdej porze roku i dla każdego rodzaju skóry. Ja mam skórę normalną i taka dawka nawilżenia jest dla optymalna. Zawartość masła shea, pozwala zregenerować i nawilżyć i mocno odżywić naszą skórę. Balsam szybko się wchłania, pozostawiając skórę miękką i gładką w dotyku. Dodatkowym plusem tego mleczka jest zapach, który utrzymuje się na skórze długie godziny. Dla mnie to ogromny plus tej serii. 















Krem do rak, to produkt który zużywam w ekspresowym tempie i mam zawsze kilka tubek pod ręką. Krem Black Rose jest bardzo delikatny i ma szybko wchłaniającą się formulę. Lubię takie lekkie konsystencja stosować w ciągu dnia. Szybko mogę wrócić do swoich zajęć nie martwiąc się o tłusty film na dłoniach. W ciepłe dni, kremik jest wystarczający, jednak obawiam się, że kiedy temperatury mocno spadną, może okazać się za słaby. Wtedy zazwyczaj, sięgam po bogatsze formuły, szczególnie na noc. 















Cała seria szybko skradła moje serce, przede wszystkim za zapach, który kojarzy mi się z eleganckimi perfumami. Linia ta pielęgnuje i regeneruje naszą skórę jest delikatna i ma lekkie formuły, dzięki czemu z powadzeniem można stosować je także rano. Ja jednak zostawiłam sobie te przyjemność do mojego wieczornej spa, które ma poprawić mi humor i ukoić moje zmysłu :) I muszę przyznać, że to działa!















Znacie już te kosmetyki? Jaki jest Wasz ulubiony zapach w kosmetykach do pielęgnacji ciała? 
MAKEUP REVOLUTION PALETA CIENI VIOLET CHOCOLATE

MAKEUP REVOLUTION PALETA CIENI VIOLET CHOCOLATE



Kochani, dzisiaj chciałam pokazać Wam z bliska moją najnowszą paletkę marki Makeup Revolution Violet Chocolate. Ta paletka chodziła za mną od kiedy się pojawiła w sprzedaży. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz, paletka wywarła na mnie takie wrażenie, dawno żadna nie spodobała mi się tak bardzo jak ta fioletowa czekoladka. Znam te paletki i wiem, że ich jakość jest naprawdę zadowalająca, a do tego cena jest bardzo przyjemna. Dzięki współpracy z drogerią Ezbera, nareszcie mam swój własny egzemplarz i mogę cieszyć się z jej dobrodziejstw. Muszę Wam powiedzieć, że fiolety grają mi w duszy i myślę, że pasują do mojej zielonej tęczówki. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak testować i ćwiczyć moje makijażowe umiejętności ;) 















Paletka, jak każda czekoladka, ma urocze opakowanie, które naprawdę cieszy oko i stanowi ładną ozdobę każdej toaletki. Wewnątrz znajdziemy 18 cieni, o różnym wykończeniu (mat, satyna i brokat) Znam te paletki i praca z nimi jest łatwa i przyjemna. Cienie ładnie się transferują z paletki na pędzel i kolejno na powiekę. Lekko się osypują, ale nie znam chyba żadnego cienia, który tego nie robi. Ładnie się rozcierają i łączą ze sobą, zachowując swój odrębny pigment. Te paletki sprawdzą się zarówno w rękach amatorów jak i wizażystów.  















A teraz szybki podgląd kolorów, bez stosowania bazy pod cienie, ani żadnego filtru. Swatche to tak naprawdę jedno pociągnięcie palcem.  Uważam, że kolory same się bronią i są naprawdę całkiem przyzwoicie napigmentowane...














Pierwszy rząd od góry, to jasne kolory, które posłużą nam na całą powiekę, lub jako cienie transferowe. Matowy, cielisty cień, jest praktycznie identyczny jak odcień mojej skóry. Co akurat mnie się podoba, nie jest zbyt żółty, ani zbyt brudny. Niestety przekłada się to na jego widoczność :) 













Kolejny rząd, to majestatyczne brązy, odcienie kakao, karmelu, śliwki i burgundu. Dla mnie to czysta kwintesencja jesieni. Kolory są po prostu bajeczne i już nie mogę się doczekać, kiedy ich użyję. Jak widzicie, pigmentacja jest naprawdę zacna <3














Na koniec, odrobina koloru, więcej burgundu, fioletu oraz różu, a nawet mam tu szczyptę czerwieni. Makijaż z takim akcentem, na pewno zwróci na siebie uwagę. Od lat marzy mi się burgundowo- brązowy makijaż i nareszcie uda mi się spełnić to małe marzenie. A może chcecie, żebym pokazała Wam efekty tej zabawy w osobnym poście?














Jak Was się podoba to zestawienie kolorystyczne? Co sądzicie o paletkach Makeup Revolution? Ja  bardzo je lubię, dla moich oczekiwań i umiejętności są niemal skrojone na miarę. A ta fioletowa czekoladka jest strzałem w 10. Jest po prostu idealna :) Kolory, pigmentacja i cena. Nic więcej mi nie trzeba :)  Dajcie mi koniecznie znać, jakie kolory Wy lubicie na oku i jaki jest Wasz ulubiony jesienny kolor? 
Moja pielęgnacja skóry wokół oczu. Trzy ulubione formuły i bonus

Moja pielęgnacja skóry wokół oczu. Trzy ulubione formuły i bonus



Pielęgnacja jest dla mnie bardzo ważna, zdecydowanie więcej inwestuję w kosmetyki do pielęgnacji, niż w kolorówkę. Mamy tak ogromny wybór produktów, że pielęgnacja teraz jest nie tylko łatwa i dostępna, ale coraz bardziej różnorodna i ciekawa. Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć w skrócie o mojej pielęgnacji okolic oczu. To szczególnie delikatna i wrażliwa strefa naszej twarzy. Skóra pod oczami jest dużo cieńsza i pozbawiona gruczołów, przez co wymaga nawilżenia i odżywienia w dużo większym stopniu, niż reszta twarzy. Dlatego, dzisiaj pokaże Wam moje ulubione typu produktów pod oczy, które stosuje zamiennie.















Trzy różne produkty, ale nie o markę tutaj chodzi a o konsystencję. Olejek pod oczy, masło oraz krem. Produkty, które stanowią moją genialną trójcę pielęgnacji tej delikatnej strefy. Zapewne nasuwa Wam się pytanie, jak można stosować olej pod oczy, czy też masło i potem nałożyć makijaż wyjść z domu i jeszcze być zadowolonym człowiekiem? Otóż, tak to jest możliwe i powszechnie stosowane. Ja sama stosuję te produkty przed nałożeniem produktów kolorowych i nie złego się nie dzieje. Tajemnica tkwi w umiarze i odpowiednim "wpracowaniu" produktu.














Jegomość olej INCA INCHI marki Nacomi. Olej ten jest skarbem Inków, bogaty w kwasy tłuszczowe omega 3 i omega 6, jest źródłem tokoferoli. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry i wspomaga jej regenerację. Przywraca równowagę lipidową skóry i wyraźnie ją wygładza. To olej, który stosuję od niedawna, do tej pory moim hitem był olej z pestek winogron, także marki Nacomi. Podobna wersja Inków, jest dużo lepsza zatem nie mogłam się oprzeć. Jak stosować olej? Przede wszystkim uważanie i w umiarkowanych ilościach. Musimy uważać, żeby nie dostał się do worka spojowego (co może spowodować dyskomfort) Mój sposób, to przyłożenie palca do otworu, przechylnie buteleczki i ta kropla, która zostaje na palcu jest wystarczająca, aby pokryć całą okolicę pod okiem. Najważniejsze jest wmasowanie oleju, rano kiedy się spieszę i nie mogę zaczekać, aż skóra sama wchłonie produkt, wykonuje szybki ( ale delikatny) masaż. Ciepło palców, sprawia, że produkt szybciej wnika w głąb skóry. Po takim masażu, idę przygotować sobie kawę i wraz z nią siadam do wykonania makijażu. Tak przygotowana skóra, jest miękka, jędrna i optymalnie nawilżona. Korektor, nawet ten najbardziej kryjący i ciężki, zyska lekkości i satynowego wyglądu. A okolica pod okiem, nie będzie wyglądała na ciężką, suchą i starszą niż jest w rzeczywistości. Koniec wchodzenia korektora w załamania i uwydatniania zmarszczek. Olej stanowi poślizg dla korektora, dzięki czemu ten trzyma się skóry, nie wchodząc w jej nierówności. Nie obawiajcie się też rolowania makijażu, czy nieestetycznego ciastkowania. Dobrze rozprowadzony olej, nie wpłynie negatywnie na Wasz makijaż. Jedynie może go ulepszyć!















Krem pod oczy, to opcja dla bardziej wrażliwego oka i osób, które nie lubią bawić się w odpowiednie "wpracowanie: produktu pod oczy.  Krem za zadanie ma, nawilżyć okolice pod okiem, zlikwidować dyskomfort i uczcie suchości, czy ściągnięcia. Dobrze dobrany krem pod oczy, to połowa pielęgnacyjnego sukcesu. Osobiście preferuję te bogatsze formuły, nie lubię kremów-żeli. Podejrzewam, dlczego tak to u mnie wygląda, ponieważ  tak mocno umiłowałam sobie olejową pielęgnację okolic pod oczami, że delikatny żel jest dla mnie niewystarczający. Jeżeli wybierzemy krem, zadbajmy żeby miał wartościowy skład, pełen składników aktywnych. Musi nawilżać, odżywiać i regenerować. 














Na deser masło pod oczy marki LALE, marka w tym wypadku ma znacznie, ponieważ to właśnie u nich po raz pierwszy spotkałam się z tego typu produktem. Długo się nie zastanawiałam nad zakupem, tym bardziej, że skład jest bajeczny i cena bardzo przyjemna. Dla przykładu zielona wersja zawiera w składzie: masło shea, macerat z zielonej herbaty, ekstrakt z zielonej herbaty, kompozycje zapachową. Koniec! Czyż to nie jest piękne? Masło ma zbitą, bogatą konsystencję. Wystarcz dosłownie odrobina produktu i możemy przestąpić do masażu. Pod roztarciu masła w palcach, konsystencja staje się nieco oleista, dzięki czemu odczuwamy poślizg i nie naciągamy skóry pod oczami. Masło ma wiele zastosowań, może służyć do masażu, możemy zastosować go grubszą warstwą jako maskę pod oczy, lub nawilżająco-odżywczy kompres. Wcześniej zużyłam wersję kawową tego masła i byłam oczarowana. To jak gładka i napięta stała się moja skóra pod oczami, nie sprawił dotąd żaden krem, a miałam ich wiele w swoim życiu. Wersja kawowa, zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, jej działanie widziałam niemal natychmiast, poza tym ten aromat świeżej kawy coś wspaniałego. Z pewnością ponownie wrócę do wersji kawowej, bo ta z zieloną herbatą, nie zachwyciła mnie równie mocno co wyżej wspomniana opcja. Masło, możemy z powadzeniem stosować także na dzień, ale musimy mieć nieco dłużą chwilę, aby móc na spokojnie rozsmarować je pod oczami. Kiedy już poznacie to masło, wiem, że będziecie totalnie oczarowane. 












Jako bonus, chciałam Wam pokazać małe urządzenie do masażu skóry pod oczami, które mam w swoim zbiorach już od bardzo dawna. Tutaj znajdziecie jego pełną recenzję. Masażem, wytwarza ciepło ( rozgrzewa się do 40 stopni) Urządzenie wykorzystuje jonizację w celu odpowiedniego przenikania kremów przeciwzmarszczkowych, jak również funkcję delikatnego masażu wibracyjnego, by wygładzić i usunąć drobne zmarszczki. Masażer, stanowi genialny dodatek do wszelkiego typu kremów. A dodatkowo może stać się  przyjemnym zabiegiem, który będzie miłym ukoronowaniem dnia. 













Oto moja cała pielęgnacyjna gromadka, tak jak wspomniałam wyżej, produkty są przykładowe, te które obecnie stosujęj jednak są one zmienne. Noo w kwestii masła już wiem, że kawowe jest najlepsze na świecie :) i zapewne zaprzestanę dalszym poszukiwaniom. Ponadto, stosuję płatki kolagenowe pod oczy i maskę/koktajl od Nacomi. Kusi mnie również bardzo wypróbowanie peelingu pod oczy, tak, tak dobrze czytacie, znam markę, która posiada taki w swojej ofercie i chyba niebawem się na niego skuszę.












Myślę, że okres jesień-zima to świetny moment, aby zacząć przygodę ze stosowaniem olejów i maseł. Jestem oczywiście bardzo ciekawa jak wygląda Wasza pielęgnacji okolicy pod oczami. Na co stawiacie i jakie produkty wybieracie? Oczywiście podeślijcie mi swoje typy i hity. Buziaki 
Przegląd wrześniowego pudełka Shinybox "Coś pięknego"

Przegląd wrześniowego pudełka Shinybox "Coś pięknego"




Kolejny miesiąc za nami, więc kolej na wrześniowy Shinybox, który razem rozpakujemy. Warto nadmienić, że tym razem boxy były zróżnicowane pod względem zawartości. Jaka przesyłka trafiła do mnie i czy jestem zadowolona, tego dowiecie się czytając wpis. Zapraszam ;) 










Zacznę od produktu, który swoim kolorem od razu przyciągnął moją uwagę. Mowa tutaj o Cougar, Olejek do Twarzy "Brazylijska papaya" z kwasem hialuronowym. Uwielbiam oleje w swojej pielęgnacji, a ten szczególnie zasili moje grono produktów do masażu twarz. Jestem go bardzo ciekawa, dlatego, że cena jest naprawdę spora za 30 ml musimy zapłacić 110 zł 










Kolejny produkt do twarzy ( ależ ja kocham sera) jest Natur Planet Hialu Pure 3% Serum z Kwasem Hialuronowym. Bardzo cenię sobie dobroczynny wpływ kwasu hialuronowego na moją skórę. Stosuje jako serum i jako dodatek do masek. 10 ml kosztuje 21,90 zł 












Następny kosmetyk, na widok którego oczy mi się zaświeciły to peelmaska do twarzy   marki Sape, z którą spotykam się po raz pierwszy.  Z tego co ustaliłam to marka produkująca kosmetyki o naturalnych składach, pełnych składników aktywnych. Produkt ma wiele zastosować i już nie mogę się doczekać testów. Cena to 25 za 30 ml













Dalej już coraz mniej entuzjastycznie, ale to dlatego, że u mnie tego typu produkt zwyczajnie się nie sprawdzają. Beaute Marrakech przygotowało dla nas Naturalny Dezodorant Ałunowy w Sprayu. Znam wiele osób, które chwalą sobie działanie takich produktów, ja niestety nie należę do tego grona. Aromat róż, to też nie moja bajka niestety. Cena 14 zł / 100 ml















Kolejno puder matujący, no niby fajnie, ale jednak nie ma szału. Sama kupuję sprawdzone pudry i wolałabym opcję np: z tuszem do rzęs....














Kolejny produkt, który znalazł się w pudełko "Coś pięknego" jest Biotaniqe, Naturalny Krem Odżywczy. Opis producenta jest dość obiecujący, jednak ja nie używam tego typu kremów. Choć na pewno znajdą się zwolenniczki i takich produktów. 5,99 zł /75 ml














Jak miło, że w tej edycji znalazło się coś dla naszych mężczyzn  Odświeżający Żel pod Prysznic Str8 Ahead, cechuje się bardzo przyjemnym zapasem. Mój mąż już go porwał do torby na koszykówkę. Niech mu służy! 13zł/400ml 












Na koniec duet pielęgnacyjny do włosów Aussie. To moja pierwsza styczność z tą marką i tymi kosmetykami. Co prawda, wróciłam do naturalnej pielęgnacji włosów i szampon póki co zaczeka w zapasach. Natomiast odżywkę przetestuję, słyszałam o niej wiele dobrego, więc kto wie?  7,99/75ml 





To już cała zawartość wrześniowej edycji Shibybox " Coś pięknego". Jestem zadowolona, bo pojawiły się fajne produkty do twarzy, ale też jest kilka średniaków. Mam nadzieję, że Shiny zaskoczy nas jeszcze nie raz i na to liczę. Jak Wam podoba się ta zawartość, co by Was najbardziej ucieszyło? 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger